Podhale Region

Środa, 25 kwiecień 2018

Ostatnia aktualizacjaŚr, 25 Kwi 2018 1pm

Jesteś tutaj: Home Społeczeństwo Kultura i folklor Salon Marcowy rusza

Reklama

Społeczeństwo

Salon Marcowy rusza

DSC08780
DSC08782

ZAKOPANE. Ponad 60 lat temu narodził się Salon Marcowy. W tym roku pierwsze spotkania rozpoczną się 23 marca i potrwają aż do maja. O tegorocznych spotkaniach, a także tych sprzed lat przypomniała podczas konferencji prasowej Lidia Rosińska-Podleśny, zastępca dyrektora ds. artystycznych Zakopiańskiego Centrum Kultury - Miejska Galeria Sztuki im. Wł. hr. Zamoyskiego.

- Salon Marcowy nie jest wystawą prac określonej grupy artystycznej, czy określonego kierunku. Nie prezentuje twórczości jednego środowiska artystycznego, ani też nie prezentuje wszystkich środowisk. Także i generacje twórców skupia różne. Jest próbą, i jak przy każdej próbie pewnie sporo tutaj będzie i przypadkowości i niesprawiedliwości. Jest on także niejako spotkaniem podobnym do wielu innych spotkań w miejscowościach turystycznych, podczas których mimo, że każdy mówi własnym, sobie właściwym językiem, przecież tak wiele nawiązuje się przyjaźni - pisał Andrzej Jakimowicz we wstępie do katalogu Salon Marcowy 1958.

- Kiedy ponad 60 lat temu nieliczne grono artystów zakopiańskiej bohemy toczyło „na przedwiośniu” gorące dysputy o prymat trendów współczesnej sztuki, rozdartej pomiędzy figuracją a abstraktem, nikt z obecnych nie przypuszczał, że po 60-ciu latach idee I Salonu Marcowego będą nadal tak żywe, nośne intelektualnie i inspirujące twórczo.

Zakopiański Salon Marcowy AD 2018 – jest próbą spojrzenia z perspektywy lat na pewne cykliczne procesy zachodzące w sztuce, na genezę pewnych idei i kierunków estetycznych, na analizę biografii twórczych, ale również pewną refleksją o charakterze socjologicznym i kulturotwórczym, dającą wgląd w proces ewolucji społeczeństwa. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że koncept zrodzony w tytoniowym dymie, przy dźwiękach jazzowej muzyki, pod mrocznym sklepieniem Piwnicy Plastyków w hotelu Morskie Oko, znajdzie swój artystyczny wyraz po drugiej stronie ulicy Krupówki, w salach zakopiańskiej Galerii BWA, dając początek wieloletniej tradycji prezentacji współczesnej sztuki polskiej na najwyższym poziomie.

Grono zakopiańskich artystów, skupionych wokół Tadeusza Brzozowskiego i Kazimierza Królikowskiego, postawiło przed sobą zadanie arcytrudne. W środowisku prowincjonalnym, pozbawionym własnych autentycznych mediów, własnej wyrobionej krytyki artystycznej, zdominowanym przez silne tendencje regionalne i niestety zdziesiątkowanym intelektualnie przez wojnę i programowe, ideologiczne sterowanie kulturą – stworzyć wydarzenie artystyczne, wolne, „półoficjalne – półtowarzyskie” (jak pisała prasa), będące kontynuacją salonu niezależnych, interdyscyplinarne i wielośrodowiskowe. Bardzo istotnym czynnikiem była również tęsknota za twórczym ożywieniem środowiska zakopiańskiego, które nostalgicznie rozpamiętywało czasy swojego rozkwitu w dobie formizmu, marząc o zakopiańskim Montparnasse.

Kiedy dzisiaj z uznaniem i podziwem spoglądamy na listę uczestników I Salonu, to każde z nazwisk jawi się nam jako znacząca część historii sztuki polskiej XX w. Przypomnijmy ich: Roman Artymowski, Marian Bogusz, Tadeusz Brzozowski, Tadeusz Dominik, Wojciech Otton Fleck, Barbara Gawdzik-Brzozowska, Stefan Gierowski, Antoni Haska, Maria Jarema, Kazimierz Królikowski, Rudolf Krzyżak, Jan Lebenstein, Marian Malina, Adam Marczyński, Alfons Mazurkiewicz, Kazimierz Mikulski, Roman Modzelewski, Jerzy Nowosielski, Jerzy Panek, Teresa Pągowska, Rajmund Pietkiewicz, Zenon Pokrywczyński, Anna Rokossowska, Teresa Rudowicz, Stanisław Rzepa, Teresa Stankiewicz, Jonasz Stern, Andrzej Strumiłło, Jan Szancenbach, Wacław Taranczewski, Jerzy Tchórzewski, Bohdan Urbanowicz, Mieczysław Wejman, Franciszek Wójcik, Stanisław Wójtowicz, Rajmund Ziemski.

Każda postać to odrębna historia, wyrazista osobowość, postawa twórcza i dzieła, które stały się klasyką gatunku. Jest wielce wątpliwe, aby dzisiaj, dysponując nawet kolosalnym instrumentarium marketingowym i niemal nieograniczonym nakładem sił i środków, zorganizować tak znaczącą ekspozycję z udziałem prawie 40 najwybitniejszych przedstawicieli sztuki polskiej i trafnie zdefiniować ideę konsolidującą. Z perspektywy współczesnego twórcy i konsumenta sztuki (która dawno utraciła swój klasyczny podział na rzecz tzw. „sztuk wizualnych”), uzbrojonego w pamięć cyfrową i podłączonego na stałe do strumienia informacyjnego „globalnej wioski”, jawi się dopiero prawdziwie autentyczny i wielki wymiar tamtych postaw i działań. Wówczas trzeba było pisać ręcznie listy do setek twórców, krytyków, działaczy i notabli partyjnych, trzeba było peregrynować do odległych zakątków kraju, spotykać się z twórcami, wybierać „na gorąco” obrazy w pracowniach i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...

Bawić nas może dzisiaj ów archaiczny podział twórców na „figuratywnych, ½ figuratywnych i abstrakcjonistów”. Dziwić nas mogą zapewne „parytety geograficzne” środowisk twórczych: zakopiańskiego, krakowsko-nowohuckiego i warszawskiego. Z niedowierzaniem czytamy alarmistyczne recenzje części politycznej prasy o „radości i zgorszeniu”, o „niebezpieczeństwie dalszego ugruntowania się monopolu sztuki abstrakcyjnej”. Ówcześni „władcy dusz” ostrzegali: „Salony Marcowe to znak kryzysu. Czas, by potrząsnąć postumentami martwych bóstw”. Spoglądając w twarze tych entuzjastów pamiętajmy o czasie, o osi czasu. Jest rok 1958, dopiero za 10 lat na ulice Paryża, Londynu, Brukseli, Amsterdamu, wylegnie kolorowa młodzież niesiona falą buntu, poleje się krew na ulicach Pragi, „zdjęte z afisza” zostaną „Dziady” w inscenizacji Dejmka, uczelnie ogarnie fala strajków a komunistyczna reakcja antysemicka dotknie tysięcy zmuszonych do emigracji. Dopiero wówczas zrozumiemy odwagę postulatów o „śmiałą i radykalną prezentację eksperymentu, który nie przeszedł jeszcze próby czasu”, ostrzeżenia przed „muzealizacją” przedsięwzięcia, entuzjazm recenzji Piotra Skrzyneckiego i Andrzeja Osęki czy Ewy Bieńkowskiej piszącej o „Paryżu pod Giewontem”.

Dzisiaj stajemy przed koniecznością dokonania bilansu postulatów, oczekiwań i rezultatów I Salonu Marcowego i oddzielenia elementów właściwych czasowi i epoce od tego, co uniwersalne i ciągle aktualne w sztuce. Stajemy w przestrzeni, w której wciąż toczy się ów nieskończony dyskurs pomiędzy emocją i ekspresją, pomiędzy figurą i abstraktem. Stajemy wobec niezmiennego pytania, skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, antycypując niejako obraz sztuki i kultury za kolejne 60 lat - wyjasnia Lidia Rosińska-Podleśny.

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zastrzega sobie jednak prawo do nie publikowania ich, zwłaszcza tych, które zawierają wulgaryzmy, epitety powszechnie uznane za obraźliwe, nawołują do zachowań niezgodnych z prawem, obrażają osoby publiczne i prywatne, inne narodowości, rasy, religie itd.
Komentarze nie dotyczące danego tematu, atakujące personalnie innych komentatorów i autorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz uwagi skierowane do Redakcji – będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Fotografia  R&A

Reklama

Nasi partenrzy

TV Podhale

logonaszkasprowy

fottboll

Taxi Rabka-Zdrój

Nasi partenrzy

nspj

mbludzm pl m

Tarnów In

 

Nasi partenrzy

zakopanedlaciebie.pl


natatry.pl


Resort Kościelisko

Reklama