SZCZAWNICA. Na zaproszeniach występują jako Dni Przyjaźni, co bardziej charakteryzuje organizowane z polotem w uzdrowisku święto łączące Polaków idmi polsko wegierskie2014 Węgrów, przyznającym się do wspólnych korzeni. Tegoroczne rozpoczęły się tradycyjnie od złożenia kwiatów pod pomnikiem Józefa Szalaya i odśpiewaniem hymnów narodowych Polski i Węgier.

W Galerii Pijalni Wód Mineralnych, w zabytkowym Domu nad Zdrojami zbudowanego jeszcze przez Józefa Szalaya w 1863 r., otwarta została wystawa „W jak Węgry – W jak Wino. Wino i tradycje winiarskie na Węgrzech" przygotowaną przez Węgierski Instytut Kultury w Warszawie i Instytut im. Balassiego. – Dzisiaj otwieramy wystawę związaną z winem, które potrafi być podstawą kultury węgierskiej. Mówimy na Węgrzech: kto lubi i pije wino, nie może być złym człowiekiem – powiedziała dr hab. Adrienne Körmendy, konsul generalny z Krakowa. – Kiedy zobaczymy na wystawie regiony z winnicami i jeśli je porównamy na mapie Węgier, to stwierdzimy, że na Węgrzech prawie wszędzie produkuje się wino, czyli Węgrzy mogą być tylko dobrymi ludźmi.

Faktycznie, regiony prześcigają się w promowaniu swoich win, robią to zgrabnie i z kulturą, z dużą dozą humoru. Region Villány dla przykładu zachęca tak: Siła i charakter, werwa i temperament – najbardziej ogniste z węgierskich win rodzą się na zboczach masywu Villány – od lekkiego rosé aż po wysmakowane cabernet sauvignon. W tym regionie odkryjemy pełną gamę win czerwonych, a nawet diabła zamkniętego w butelce!, czyli po węgiersku Villányi Ördög Cuvée. W regionie Nagy-Somló wino posądzano o cudowne właściwości, dawne traktaty medyczne uznawały tutejszy trunek za lek na dolegliwości, które na dworze Habsburgów określano jednoznacznie: „wina nocy poślubnej". Szkoda, nie mamy tu miejsca, by zapoznać się z innymi regionami, po prostu trzeba wystawę zobaczyć.

Winiarz Arnold Antal z regionu Villány mówił o tym, jak to za czasów komunizmu zaczęto kołchozowo produkować wino i tak jednego roku wyprodukowano 4 miliony hektolitrów (!), które trafiły do Związku Radzieckiego. Po upadku ustroju, winiarstwo węgierskie należało odbudowywać od zera, powracać do kultury winiarskiej przodków.

Na scenie plenerowej pod Palenicą wystąpił zespół folklorystyczny z Budapesztu Marty Szell, Mateusz Ziółko – laureat „The Voice of Poland" i Orkiestra Dęta im. Tadeusza Moryto z Łącka pod batutą dra mjra Stanisława Strączka.

Goście z Węgier na ręce burmistrza Grzegorza Niezgody przekazali niezwykły dar – chleb, który jest symbolem trwałości narodu węgierskiego, obecnie podzielonego i zamieszkującego w sześciu państwach. Pszenica z każdego z tych regionów, gdzie żyją Węgrzy, przywieziona została do miejscowości Pécs, następnie zmielona, a z mąki wypieczono ogromne bochny chleba (ok. 5 kg każdy), którymi obdarowuje się Węgrów poza granicami i wszystkich przyjaciół. – Uważamy, że Polacy też należą do naszej węgierskiej rodziny i dlatego chleb ten przywędrował aż do Szczawnicy – powiedzieli Arnold Antal i Imre Molnár.

Niespodzianką – przygotowaną przez organizatorów tego wieczoru – był dodatkowo pokaz mody miejscowej szczawnickiej stylistki Marty Polaczek.

Następnego dnia uczczono pamięć Jánosa Esterházyego. Pod tablicą jemu poświęconą na promenadzie nad Grajcarkiem złożono wieńce i kwiaty. Później na tejże promenadzie otwarto Festiwal Wina i Smaków Węgierskich. Lecsó zachwyciło mnie po raz kolejny aromatem i zmysłowym oddziaływaniem na podniebienie. Jest tym dla Węgrów, czym dla nas bigos. I lángos, popularna węgierska przekąska, nie wspomnę o winach. Cóż, ponownie tokaje czarowały...

W ramach dni odbyły się uroczystości otwarcia nowej siedziby Muzeum Pienińskiego, któremu wcześniej odrębnie poświęciłem więcej czasu i miejsca uważając, że jest to wydarzenie wymagające takiego ujęcia.

Pod wieczór na Polanie Sosny w pobliżu zapory na Dunajcu odbył się koncert z udziałem „Folk Power", zespołu folklorystycznego Marty Szell i „Czardasz" z Niedzicy, a na koniec impreza w iście szalayowskim stylu – nocny spływ Przełomem Dunajca! Wielka tu zasługa samych flisaków, bo dodali spływowi dodatkowego nimbu śpiewając na początku hymn flisacki i w trakcie pieśni na specjalnie przygotowanych postojach. Sam Józef Szalay z wyciągniętą szablą podkreślał rangę spływu, a uczestnicy w świetle pochodni bawili się przednie. Dzień zamknęły nocne zawody kajakowe, bardzo widowiskowe, żywo odbierane przez licznie zgromadzoną publiczność na brzegu Dunajca.

Ostatniego dnia w Szlachtowej, w kościele Matki Boskiej Pośredniczki Łask, dawnej cerkwi greckokatolickiej, proboszcz ks. Józef Włodarczyk odprawił mszę za Polskę i Węgry, z udziałem relikwii św. Kingi.

Organizatorami Dni byli: Miasto i Gmina Szczawnica, Miejski Ośrodek Kultury i Ambasada Węgier w Polsce, głównym sponsorem był Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica SA, patronat honorowy objął Marek Sowa – marszałek województwa małopolskiego i Iván Gyurcsik – ambasador Węgier w Polsce.

Galeria zdjęć.

Ryszard M. Remiszewski