Pod patronatem medialnym Podhale Region. JABŁONKA. To miało być godzinne spotkanie z Arturo Mari, osobistym fotografem św. Jana Pawła II w ramach świętowania 450 lat Jabłonki, przerodziło sięJAN 6873 ono jednak w ponad dwugodzinną opowieść z wieloma wzruszającymi i bardzo osobistymi wątkami o Papieżu Polaku, którego pomnik stanął w Jabłonce na jubileusz lokacji stolicy polskiej Orawy.

Sala widowiskowa Orawskiego Centrum Kultury dosłownie pękała w szwach i śmiało można stwierdzić, że spotkanie z Arturo Mari, były jednym z ważniejszych wydarzeń ponad tygodniowego świętowania 450 lat Jabłonki.

- Bardzo dziękuję tym co mnie tu zaprosili za to, że mogę tu dziś być. Polecam to spotkanie Panu Bogu – rozpoczął swą opowieść Arturo Mari. Przypomniał, że drzwi Watykanu przekroczył 9 marca 1950 roku by służyć 7 papieżom. – Przez 53 lata plus 2 lata pracowałem w Watykanie. Rezygnację złożyłem dopiero na ręce Benedykta XVI. Tylko dla samego Jana Pawła II wykonałem ponad 6 mln zdjęć. (...) Kardynała Wojtyłę poznałem w Watykanie przez kardynała Wyszyńskiego, zanim jeszcze został papieżem. Od tego dnia zaczęła się wielka moja przyjaźń do Wojtyły, do Jana Pawła II.

Arturo Mari podkreślił, że w Jabłonce podzieli się wspomnieniami, nigdy wcześniej nie publikowanymi, opowiadanymi, osobistymi, takimi, jakich nie było widać w żadnych telewizjach. Mówił, że wielkie było poświęcenie i miłosierdzie Polskiego Papieża.

Wspomniał pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski i znamiennie wydarzenia, jak papież ucałował polską ziemię, jak mocnym głosem mówił na Placu Zwycięstwa. – Wtedy zrozumiałem coś bardzo ważnego. Ile niewinnej krwi wylano na tej polskiej ziemi, ile niewinnych dzieci umarło – mówił Arturo Mari, dodał, że wówczas rozpaliła się w nim iskra, porwała go. Bo to wówczas papież mówił: „Boże dość, Boże wysłuchaj tych zabitych, Boże dość głodu. Ta ziemia zasługuje na wolność”.

Potem było spotkanie Jana Pawła II z Michaiłem Gorbaczowem. – To była jedna z najpiękniejszych chwil. Gorbaczow mówił wtedy o wolności, o respekcie dla życia, mimo, że był ateistą zwracał się do Jana Pawła II Ojcze Święty. Mówił: dość, ludzie umierają, dzieją się straszne rzeczy na świecie. Papież powiedział wtedy, że potrzebny jest pokój i w miesiąc potem upadł mur berliński.

Arturo Mari też wspominał swój pobyt w Polsce przed I pielgrzymką do Ojczyzny Jana Pawła II, gdzie był aby przygotować podróż papieża. – Nic wtedy w Watykanie nie wiedzieliśmy o Polsce. Pamiętam te długie kolejki za cukrem, chlebem, mięsem. Dziś jestem po raz 100 w Polsce, czuję, że jest to mój drugi dom. Nie macie pojęcia, jak się cieszę, że teraz jesteście zamożni, dobrze ubrani, piękni, macie dobre auta. Sprawia mi to ogromną radość. Proszę was jednak o jedno: nigdy nie zapominajcie, że wolność to wielka rzecz.

- Opowiem wam o wizycie w Kongo – mówił Arturo Mari. Wspominał, jak Jan Paweł II był w szpitalu. Tam w jednym z łóżeczek leżał może dwuletni chłopczyk, z ogromnymi oczami, wielkim brzuchem, na jego ciele chodziły muchy, dziecko było chore na AIDS. - Papież wziął to dziecko na ręce i zaczął kołysać, tak jak robi to ojciec. Dziecko zaczęło się uśmiechać, widać było radość. Podeszła do Ojca Świętego jego matka. Obserwowała dziecko na rękach papieża. Zbliżyła się do niego. Wtedy św. Jan Paweł II - i tu nieważne, czy była katoliczką - przytulił ją do serca. Nieważne czy rozumiała,co do niej mówi, ta matka uśmiechała się do Niego. Jak zobaczyły to pozostałe dzieci, a było ich pięcioro, podeszły do Ojca Świętego. Przybliżył się i ojciec rodziny. Papież Jan Paweł II pytał ich o wszystko, jak żyją, ile mają dzieci, jakie warunki. To była taka bliskość z tymi ludźmi. (...) Gdy Ojciec Święty wychodził w drzwiach były dwie czarne siostry, ubrane z kremowe szaty i całe spocone. Patrzę, Ojciec Święty, zatrzymał się przed nimi, patrzę obserwuję, On ukląkł przez nimi i mówił „Dziękuję wam w imię Boga, ja wam siostry błogosławię. Taki był Ojciec Święty.

- Kolejna sytuacja, Korea – mówił Arturo Mari. Wspomniał o perturbacjach samej pielgrzymki, niechęci do niej prezydenta Korei, o tym, jak kard. Kim przekazał Papieżowi, że może przyjechać pod jednym warunkiem. Może tylko pobłogosławić i nic więcej... - Następnego dnia polecieliśmy na wyspę San.

(...) Ja ze względu na moją pracę wychodzę pierwszy. Widzę przed sobą ogromny namiot, idę dalej i wykonałem jeden gest, zasłoniłem oczy ręką. Ojciec Święty podszedł do namiotu, upadł na kolana i zaczął się modlić przez 7 – 8 minut. Potem podniósł się i wchodzi do namiotu, do tych ludzi. Kardynał Go zatrzymuje, że nie wolno, Jan Paweł II odrzuca jego ramię i mówi: proszę mnie zostawić! Moje miejsce jest wśród tych ludzi. Podchodzi do pierwszej osoby, a byli to chorzy na trąd. Wiecie, jak wyglądają te osoby? Ja wam powiem: nie mają nosa, rąk, oczu, skóra odchodzi od kości... (...) Ojciec Święty podchodził do każdego, a było tam 800 osób. Każdego obejmował, całował, przytulał, oddychał ich oddechem. Widać było, że gdy podchodził Papież, te osoby się podnosiły, jakby chciały coś powiedzieć... Taki był Jan Paweł II.

Japonia, Nagasaki i Hiroszima.Mam do was jedną wielką prośbę mówił wówczas Jan Paweł II do przedstawicieli Japonii. Proszę, chciałbym zobaczyć ludzi, którzy przeżyli bombę atomową. On ciągle szukał, gdzie i jak komu pomóc... Zawieźli go, tam, gdzie było jeszcze trochę osób, które przeżyły wybuch. To było trudne, widzieć te osoby... Ojciec Święty porozmawiał ze wszystkimi i dał im do zrozumienia, że ma ich w swoim sercu. To były momenty cenne, widziałem, jak ci ludzie wrócili do życia...

Brazylia, Rio de Janeiro, wizyta w fawelii, największej na świecie dzielnicy nędzy, slamsach. – Wiecie, jak wyglądają slumsy? Ludzie mieszkają w norach, domach zbitych z kilku desek. Tam jest przemoc, narkotyki, prostytucja, 13-letnie dziewczynki oczekują dziecka, dzieci są sprzedawane po kawałku, na organy – mówił Arturo Mari. Wyjaśnił, że, gdy Święty Jan Paweł II, miał odwiedzić fawelę, ochrona przygotowała mu specjalną trasę, odgradzając ją od reszty slamsów. – Papież, jak zawsze postąpił po swojemu, wyrwał te barierki i wszedł do tych ludzi... do tych „domów”. 

(...) Obserwuję Go, a on pyta tych ludzi, jak żyją, podnosi pokrywki garków, patrzy, co jedzą, rozmawia z nimi, że nie mają wody, że ciężko...

Na środku slumsów była taka kapliczka, Papież podszedł, patrzył wkoło. Wtedy były tam dokładnie trzy osoby, Papież, proboszcz i ja. Patrząc mu w oczy, widziałem, że już ma coś w głowie, jakiś plan. A teraz słuchajcie mnie uważnie. Zawsze się uważa, że papież jest bogaty. A teraz wam powiem, ile ma papież... (...)Jan Paweł II zwrócił się wtedy do proboszcza, muwiąc: - Musi mi ksiądz teraz pomóc. Papież podniósł rękę i ściągnął  z palca swój sygnet. On jest mój - powiedział - mogę z nim zrobić co chcę... Dał go księdzu mówiąc: - Proszę, aby ksiądz ten sygnet sprzedał, proszę powiedzieć, że to sygnet papieża, to dostanie ksiądz więcej. Potem proszę wziąć te pieniądze wszystkie i dać tym ludziom i powiedzieć, że to były bogactwa Jana Pawła II.

Na sali Orawskiego Centrum Kultury panowała cisza, ludzie byli przejęci. Patrzyli na zdjęcie pokazujące się podczas spotkania, na wszystkich był Święty Jan Paweł II, w różnych sytuacjach, z różnymi ludźmi. Arturo Mari patrząc na salę, dodał, że chciałby sprawić, aby na twarzach obecnych pojawił się uśmiech, więc postara się powiedzieć i kilka zabawnych sytuacji z Janem Pawłem II.

- Wiecie, że 18 maja są urodziny Papieża. Sytuacja o której chcę opowiedzieć miała miejsce w niedzielę. Papież, gdy mógł, zawsze wizytował wówczas parafie Rzymskie. Tego dnia był w kościele p.w. Św. Króla, ok. 2o minut od Watykanu. (...)

Papież, jak zwykle zaczął błogosławić, pytać ludzi o dzieci, małżonków, pracę, szkołę, gdy nagle już w połowie kościoła, jak poczułem mocne kopnięcie. Patrzę, a tu 10-letni chłopczyk stoi przed Papieżem i mówi: Cześć, jak się masz? Widzisz, co zrobiłem ochronie? Jaki jestem sprytny. Przeszedłem ochronie pomiędzy nogami do Ciebie! Widzisz jaki jestem inteligentny, przebiegły.

A na to Ojciec Święty: Cześć, mam się dobrze i zwrócił  mu uwagę, aby, tak nie mówił... A chłopczyk mówi do Papieża, że uciekł z domu... Papież go zapytał co się stało, a on na to do Papieża: wiesz jakie są kobiety? Wiesz? Papież mówi: wiem. Chłopczyk: jak wiesz, to Ci powiem, że uciekłem, bo maja mama już dwie godziny, się stroi, maluje, bo są Twoje urodziny. Ja nie chciałem już czekać i uciekłem. Ojciec Święty powiedział: To twoja mam teraz się martwi. Nie – powiedział chłopczyk - jest przyzwyczajona. I wyciągnął z kieszeni cukierka. Powiedział do Papieża: To mały cukierek, ale ja jestem mały i biedny i chcę ci go dać na urodziny. Ojciec Święty wtedy przytulił go do serca i pocałował.

Arturo Mari wspomniał i zdarzenie z Angoli, gdy tamtejszy miejscowy kard. opowiadał Papieżowi o katedrze sprzed 200 lat już w ruinie, znajdującej się w środku dżungli. Papież jednym okiem patrzył na kardynała, a drugim zerkał w stronę chatki, z której, zza uchylonych drzwi, widać było wielkie oczy i małe twarzyczki. Wtedy Papież był umówiony wkrótce z prezydentem Angoli. Nagle wszyscy, bo było już niewiele czasu, skierowali się do samochodów. – Papież, dał mi do zrozumienia, że my idziemy w drugą stronę do tej chatki. Drzwi  dzieci zamknęły... Wtedy papież podszedł do tych drzwi, zapukał i wszedł. Tam było kilkoro dzieci i ich rodzice. Chatka miała może jakieś dwa metry, był w niej brud i smród. Papież przywitał się i zaczął rozmawiać z ojcem domu. Ja wtedy pozwoliłem sobie powiedzieć do Jana Pawła II, abyśmy wszyscy wyszli na zewnątrz, gdzie jest więcej miejsca (...).

Z pomocą ochroniarzy ustawiliśmy jakieś skrzynki do siedzenia. Zrobiliśmy też z nich stolik. Papież usiadł, a te dzieciaki wspinały się po nim, jeden na kolana, drugi na ramię. Powiedziałem do ochrony, aby poszukali w aucie, jakiejś oranżady, ciastek, wody. Ochroniarze też znaleźli w aucie plastikowe kubeczki, a Papież wziął to wszystko, porozlewał wodę i oranżadę do kubeczków i dał dzieciom. No i wtedy się zaczęło! Śmiechy, zabawy, wchodzenie na Papieża, wszędzie było coś rozlane, pobrudzone, a Papież bawił się z nimi. Wtedy Papież spóźnił się pół godziny na spotkanie z prezydentem, bo musieliśmy jechać szybko, tam gdzie mieszkaliśmy, aby Papież się przebrał i wziął prysznic, bo był wtedy zupełnie czarny...

A potem już Arturo Mari odpowiadał na liczne pytania. Wyjaśniał, że w sumie modlącemu się Janowi Pawłowi II zrobił tylko dosłownie kilka zdjęć, bo Papież był zanurzony w modlitwie, a on Arturo wiedział, choć Ojciec Święty, był jak jego tata, że są to chwile, gdy Papież rozmawia z samym Bogiem, a on Arturo, choć czuł się jak syn, musi odejść, nie może mu przeszkadzać w tej rozmowie...

Padło i pytanie, czy Arturo będąc w tak niebezpiecznych miejscach, nie czuł strachu. – Mogę powiedzieć, że Jan Paweł II, był świętym za życia, a my ja i ochroniarze nie czuliśmy strachu. To była nasza praca, nigdy nie mieliśmy z tym problemu, nigdy się nie baliśmy.
Arturo Mari przypomniał rok 1993 i pielgrzymkę Jana Pawła II do Sudanu. Była to pierwsza wizyta apostolska w kraju islamskim. On sam wtedy schował się za kotarę, było mało miejsca, na środku stała ławka, na której z jednej strony usiadł Papież, z drugiej prezydent, a w środku tłumacz. - To spotkanie było bardzo trudne. Papież wtedy do prezydenta powiedział: Szanowny panie prezydencie, jest pan zbrodniarzem. Nie jest pan ojcem tego narodu. Jest pan przestępcą, mordercą. Czy rozumie pan, jak wiele ludzi, miliony, zginęły z pańskiej woli? Niech pan wstydzi się. Odpowie pan przed Bogiem. To był szok, nikt się nie spodziewał, tak ostrych słów Jana Pawła II. Prezydent był wściekły... Ja za tą zasłoną nie wiedziałem, jak to się skończy... Wtedy prezydent to Papieża powiedział: Wielmożny panie, jest pan źle poinformowany. Na to Jan Paweł II znowu powiedział: Cały świat wie, jakim jest pan przestępcą. Jestem tu, aby to panu powiedzieć, że jest pan złym człowiekiem... Papież pogroził mu palcem mówiąc. Bóg pana rozliczy. I rzeczywiście prezydent został potem aresztowany i uznany za wojennego zbrodniarza...

Arturo Mari zwierzył się i z bardzo osobistych przeżyć. Mówił o swej operacji kręgosłupa i niezwykłym doświadczeniu. Tuż po operacji, która była wykonana w USA w Minesocie, gdy odzyskał świadomość poczuł zapach dezodorantu. Zapytał żony, czy to ona go rozpyliła, ta odpowiedziała, że nie. Pytano jeszcze koleje osoby, które mogły wejść do jego pokoju... Każdy odpowiadał „nie” . - Nikt nie wiedział czemu, o to pytam, ale ja to powiedziałem żonie: widzisz ten zapach ja czułem każdego dnia przez 27 lat, to jest zapach Papieża Jana Pawła II... Arturo Mari mówił i o swym jedynym synie, który został księdzem. – Kiedy syn mi powiedział: tato idę do seminarium, nie widziałem, jak się zachować. Poszedłem do Jana Pawła II, a on mi powiedział: Arturo, nauczę cię, jak być ojcem księdza, jak z nim rozmawiać...

Najtrudniejszym do podzielenia się dla Arturo Mari wspomnieniem było to z ostatnich godzin życia Świętego Jana II. Nie ukrywał, ani łez, ani wzruszenia. Wspominał, jak „Stasiu”, bo tak mówił o ks. kard. Stanisławie Dziwiszu i sam Papież, wezwał go do Jana Pawła II. Zapytałem „Stasiu” co się stało? Poszedłem korytarzem do Papieża. Wszedłem do Jego pokoju. Leżał na lewym boku. Nie był wcale podłączony do żadnych maszyn, jak to mówiły media. Jedynie na łóżku leżała maseczka tlenowa, ale Papież jej nie ubierał. Jego łóżko było, takie zwykłe, wąskie, w pokoju był klęcznik i niewiele sprzętów. Jan Paweł II, gdy mnie zobaczył, było to 6 godzin przed śmiercią, odwrócił się i uśmiechał do mnie, jak to robił zawsze... To był dla mnie moment traumy. Upadłem na kolana. Jan Paweł II zaczął mnie głaskać po twarzy, dotykał mojej ręki... Mówił: Arturo dziękuję, dziękuję za wszystko.

Orawiacy i ich goście podziękowali Arturo Mari, bijąc długo brawo na stojąco. A wójt Antoni Karlak łamiącym się głosem nie tylko dziękował, ale, zadał pytanie: - Zastanawiam się tak, czy my Polacy idziemy Jego drogą, Jego nauki, ewangelizacji? Wójt podzielił się osobistymi odczuciami oraz dziękował Arturo za przyjazd, za wspomnienia. Prosił o przekazanie ich synowi, który jest księdzem w Ameryce Południowej i żonie, za to, że zgodziła się, aby przyjechał do Jabłonki. Wręczył też Arturo orawski zbyrcok. – Wszyscy dziękujemy ci za to, co robiłeś dla Świętego Jana Pawła II.

Tekst Beata Szkaradzińska

Tutaj zdjęcia z spotkania - fot. Beata Szkaradzińska

A tutaj duża galeria zdjęć z spotkania z Arturo Mari - fot. Jan Ciepliński