... I znowu są dwie Polski – są jej dwa oblicza
Jakub Jasiński wstaje z książki Mickiewicza
Polska go nie pytała czy ma chęć umierać
A on wiedział – że tego nie wolno wybierać
Dwie Polski – ta o której wiedzieli prorocy
I ta którą w objęcia bierze car północy
Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie
I ta druga – ta którą wiozą na lawecie ... (J. M. Rymkiewicz)

Jest taki zbiór opowiadań Stefana Żeromskiego, wydany w 1922 roku, zatytułowany „Wiatr od morza”. Ten, jeden z najlepszych moralistów w naszej literaturze przedstawił kilka epizodów z1208816 Najwieksze zalamanie pogody spodziewane jest noca na morzu gdzie wiatr moze c 0 184 3056 1653 historii Pomorza Gdańskiego i samego Gdańska, uznając, że to miejsce jest niezwykle cenne dla odbudowy państwa polskiego.

Podobnie myślący o naszym państwie generał Józef Haller czyni zaślubiny z morzem w lutym 1920 roku w Pucku, by podkreślić, że Polska bez szerokiego dostępu do Bałtyku będzie państwem zaściankowym, słabym handlowo, a konsekwencji zostanie podbita. O wolność polskiego robotnika ujarzmionego okowami socjalizmu i sowieckiej okupacji upomniały się zakłady Trójmiasta w grudniu 1970 roku. Dla ludzi Gdańska, Gdyni, Sopotu było oczywiste, że wiatr od morza (czytaj: powiew wolnego świata) jest ważniejszy od komunistycznej propagandy, która mamiła polskiego robotnika lepszym jutrem, głosiłgen. J. Halller w Pucku rys. Antoniego Bagińskiegoa przejściowe trudności w drodze do komunizmu.
Wspominam, te ważne epizody z życia naszego narodu nad brzegiem Bałtyku w kolejną rocznicę tzw. Porozumień Sierpniowych, które miały miejsce pod koniec lata 1980 roku...

Był czas wakacji, a więc sezon ogórkowy na ważne wydarzenia. A tu nagle kolejne sierpniowe dni przynoszą falę strajków w stoczniach Gdańska, Gdyni i Szczecina. Polski robotnik po raz kolejny upomina się o swoje prawa pZaślubiny z morzem gen. Haller rzuca pierścień 10.02.1920racownicze, ale już rozumie, że muszą one wspóbrzmieć z naturalnymi prawami człowieka – wolności państwa, wolności słowa, swobody zrzeszania się. Wolne Związki Zawodowe już „przeorały” świadomość stoczniowców. Tym razem władza komunistyczna nie użyła czołgów, lecz podstawiła fałszywych przywódców robotnikom, agentów bezpieki, np. Lecha Wałęsę, pseudonim „Bolek”, Mariana Jurczyka pseudonim „Święty”. Szatański pomysł szybko nabrał kształtów. Choć powstaje NSZZ „Solidarność”, to agentura infiltruje wszystkie szczeble jego struktur. Obaj agenci podpisali porozumienia z władzą komunistyczną, która widząc rosnący ruch społeczny, już pod koniec 1980 roku przygotowuje reżimowe rozwiązanie, a rok później wprowadza je w życie – junta wojskowa 13 grudnia 1981 roku wprowadza w Polsce stan wojenny.

Żyliśmy kilkanaście miesięcy powiewem od morza, który dawał siłę przeżycia w szarym PRL- owskim świecie. Wolność słowa – broszurki, gazetki, odezwy, plakaty, literatura „drugiego” obiegu, życzliwość ludzi na ulicy – uśmiech do przechodniów, uściśk ręki, podwożenie ludzi stojących na przystanku własnym samochodem, dyskusje w kolejkach po żywność. Był to piękny czas, nazywany często „Festiwalem Solidarności”. Ale jak to festiwal skończył się szybko i oparty na agenturze, dezinformacji, zewnętrznej presji państw bloku komunistycznego, przerodził się w czas represji, zakłamywania idei, tworzenia biografii fałszywych bohaterów.

To zakłamanie rozłało się szeroko i trwa do dzisiaj. Ani nie rozliczono junty wojskowaej za walkę z własnym narodem – Jaruzelski pochowany z honorami, Kiszczak uniewinniony, inni generałowie dożyli sędziwego wieku z wszystkimi przywilejami. A co gorsza część regionalnych przywódców „Solidarności”, np. Frasyniuk, Burusewicz, Rulewski, Lis tworzyło razem z komunistami (często o żydowskim pochodzeniu) elitę III Rzeczpospolitej Polskiej. Nie jest przypadkiem, że Geremek, Michnik, Modzelewski, Mazowiecki byli doradcami robotników wybrzeża, a potem tworzyli prasę i literaturę solidarnościową, a dziś ciągle mają wpływ na umysły naszego narodu. Minęło 36 lat od tamtych wydarzeń, a my ciagle nie możemy spojrzeć prawdzie w oczy. My ciągle wierzymy fałszywym bohaterom, beszczelnym kłamcom słowa pisanego i działaczom o agenturalnej przeszłości.

W jakimś stopniu idee „Solidarności” i solidarność ludzka przetwały gdzieś na prowincji – w Koluszkach, Wrześni, Starym Sączu, Władysławowie, a trochę w duszy działaczy „wyklętych”, np. Krzysztofa Wyszkowskiego, Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy, no i oczywiście w dokumentach SB (sic!) Jeśli spojrzymy na polski ruch solidarnościowy w szerszym kontekście, to miał on pewien wpływ na losy wspólczesnej Europy. Dzięki niemu przebudziły się narody ościenne, padł osławiny mur berliński.

Już nie wystarczy „Pan Cogito” Zbigniewa Heberta, by oczyścić nasze umysły, trzeba słuchać nowszego poety – Jarosława Marka Rymkiewicza (odsyłam dociekliwych do eseju „Wieszanie”). Trzeba palić żywym ogniem duszę polskiego narodu, inaczej będzie ją toczył rak relatywizmu prawdy, rak hedonistycznej postawy młodego pokolenia, rak korupcji politycznej elit państwa.

W ostatnich dniach znowu powiał wiatr od morza. Pogrzeb Danuty Sidzikówny, pseudonim „Inka” i Feliksa Selmanowicza, pseudonim „Zagończyk” stał się manifestacją ludzi wolnych, którzy przybyli do gdańskiej katedry i na garnizonowy cmentarz, by oddać po siedemdziesięciu latach !!! hołd żołnierzom niezłomnym – tym, którzy kontynuowali heroiczną walkę po II wojnie światowej z sowieckim okupantem. Jak wspomniał w homilii meropolita gdański Leszek Sławoj Głodź, a w przemówieniu prezydent RP Andrzej Duda, oni „zachowali się jak trzeba”. My musimy od nowa uczyć się tej przyzwoitości!
Czy ten nowy wiatr od morza dotrze do innych miejsc naszego kraju, czy będzie ożywczy dla Wielunia, Kostrzynia, Lubartowa,

Zakopanego to się dopiero okaże. Miejmy świadomość, że Historia lubi się powtarzać – agentura ciągle pracuje, a niejaki Lech Wałęsa ciągle jest „bohaterem” i ma się dobrze.

31 sierpnia 2016, Adam Kitkowski

fot. i tekst Adam Kitkowski