WĘDRÓWKI RYSZARDA. Będąc w Münster grzechem byłoby nie zobaczyć historycznej sali w ratuszu, w której zawarty został Pokój Westfalski, jeden z najważniejszych traktatów międzynarodowych wM1 historii nowożytnej Europy. Podpisanie go 24 października 1648 r. zakończyło wojnę trzydziestoletnią i znamionowało narodziny współczesnej Europy złożonej z suwerennych państw.

Znajdując się w tej historycznej sali miałem przed oczami obraz Gerarda ter Borcha, holenderskiego malarza i rysownika okresu baroku, którego malarska interpretacja momentu podpisania traktatu utrwaliła się na zawsze. Obraz nie jest duży, ma 45,4x58,5 cm, pokazuje uczestników konferencji, stojących i przysięgających. Twarze skupione, pełne nadziei, zdające sobie sprawę z doniosłości chwili. Niektóre en face w kierunku malarza, ówczesnego fotografa, inne w stronę stolika z biblią, na którą skłM2M3M4M5M6M7M8adano przyrzeczenie. Niektórzy podnieśli prawą rękę do przysięgi. Nikt się nie uśmiechał, jedynie oczy mówią za nich, są świadomi aktu, w którym biorą udział.

Sala się nie zmieniła, wygląda tak jak na obrazie, nie jest za duża, przeciwnie wyobrażałem ją sobie większą. Stanąłem w miejscu, gdzie według mnie usadowił się malarz. Na obrazie jest 45 osób, których twarze można identyfikować, w ich tle znajdują się zarysy dalszych 18, a może więcej. Jeżeli wydaje się, że stoję przed blisko 70. uczestnikami traktatu, to zajęli oni dwie trM9M10M11M12zecie sali - pomyślałem. Niewiele zatem zostaje wolnego miejsca. Wzrok podnoszę do góry na piękny żyrandol, ten sam co na obrazie. Tenże? Coś tu nie gra. Przypatruję się dłużej i mam! Na obrazie Gerarda ter Borcha żyrandol wieńczy od góry postać Matki Bożej, obecnie na jej miejscu znajduje się korona, a wizerunek przesunięty został w lewo!

Artysta miał świadomość, co malował, starał się jak najwierniej oddać historyczną chwilę, niektóre osoby na obrazie udało się zidentyfikować. Nie oparł się jednak pokusie, próżności, może czyjemuś podszeptowi, by utrwalić się wśród uczestników traktatu. Umieścił siebie z lewej strony na skraju pierwszego szeregu, patrzy face to face!

W zaszklonych gablotach znajdują się artefakty z tego okresu: fragment zakonserwowanej ręki położonej na szkatułce, prawy półbut, dwie ozdobne poduszki i pozłacany kur, w środku którego mieściła się butelka wina.

Żeby wyjaśnić, co się wówczas wydarzyło trzeba zrozumieć dlaczego ustabilizowany w wiekach XVI i XVII porządek zaczął się kruszyć. Przewodzące średniowiecznej Europie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego zachwiało się. Cesarstwo było zlepkiem różnej wielkości państewek na obszarze dzisiejszej Austrii, Czech, Niemiec, Szwajcarii, krajów Beneluksu, wschodniej Francji, części Włoch. Dlaczego Cesarstwo Narodu Niemieckiego? – bo państewka niemieckie stanowiły większość terytorium cesarstwa. Każdym państewkiem rządził autonomiczny książę. Na czele cesarstwa stał cesarz z dynastii Habsburgów.

Reformacja doprowadziła do tego, że na terenie cesarstwa zaistniały trzy wiary – katolicka, luterańska i kalwińska. I zaczęło się, katolicy nie ufali protestantom, ci nimi pogardzali. Powstała liga katolicka i unia protestancka, tak też podzielili się stojący na czele państewek poszczególni władcy. Wyobraźmy sobie beczkę prochu, wystarczyła iskra, by wywołać wojnę religijną.

Protestanccy władcy zaczęli domagać się na katolickich Habsburgach większych swobód religijnych, ci skorzy nie byli. Konflikt wybuchł w Czechach, gdzie zamknięto dwa kościoły luterańskie. Wzburzona szlachta protestancka wtargnęła na praski zamek, pojmali katolickich urzędników i wyrzucili ich przez zamkowe okna. To wystarczyło, by pożar rozniósł się na całą Europę i trwał przez... trzydzieści lat! Lokalny antagonizm przerodził się w międzynarodowy konflikt polityczny. Włączyły się pozostałe państwa: Hiszpania, Francja, Holandia, Dania i Szwecja. Katoliccy i protestanccy władcy zaczęli walczyć między sobą o wpływy polityczne i korzyści materialne.
Konflikt podzielił się na etapy: wojnę czeską, duńską, szwedzką i francusko-szwedzką. Wojska łupiły i grabiły przeciwników z wyjątkowym okrucieństwem. Tak wojna religijna przerodziła się w walkę o dominację polityczną w Europie.
Narody zaczęły tęsknić za pokojem, w końcu zrozumiano że zwycięzców nie będzie, władcy uświadomili sobie, że militarnie nie osiągną celów.

Cesarz Ferdynand III, król Ludwik XIII i Krystyna królowa szwedzka zgodzili się na konferencję pokojową, do której miały przystąpić wszystkie strony konfliktu. Na miejsce rozmów wybrano niemiecką Westfalię leżącą pośrodku, a następnie dwa jej miasta – Münster i Osnabrück, leżące w połowie drogi między Francją, a Szwecją. W 1643 do miast zaczęli ściągać posłowie, ok. 150 z doradcami i ekspertami. Katolicy obradowali w Münster, protestanci w Osnabrück. Mediacje trwały pięć lat! Traktat miał być układem wielostronnym. W końcu negocjatorzy uzgodnili układy regulujące stosunki pomiędzy cesarzem Ferdynandem III, a Francją i Szwecją.
Wieść o pokoju błyskawicznie rozniosła się po całej Europie, a nie było wtedy komputerów, Internetu, telefonów, komórek... Ludzie zaczęli świętować, uderzano w dzwony, ognie sztuczne rozświetlały niebo, na rynkach miast świętowano tańcząc i śpiewając.
Pokój westfalski sankcjonował zasadę suwerenności państw, a katolicyzm, luteranizm i kalwinizm zyskały równy status. Była to ostatnia wielka wojna religijna na kontynencie, urodziła się nowa Europa.

Odwiedzając miejsce, gdzie narodził się traktat pokojowy miejmy świadomość tego, co się wydarzyło, a wyjdziemy przekonani, że mimo wielu różnic jesteśmy wstanie się porozumieć.

Tekst i fot: Ryszard M. Remiszewski