pomnikwrzes16NOWY TARG. Burmistrz Grzegorz Watycha deklaruje podjecie jeszcze w tym roku starań o przeniesienie w godne i dostępne miejsce Pomnika Bohaterów Września z posesji w Kotlinie. Przy tym obelisku kiedyś odbywały się wrześniowe uroczystości. Teraz niszczeje on za ogrodzeniem nieruchomości sądownie odzyskanej przez Federację Polskich Związków Obrońców Ojczyzny z siedzibą w Krakowie.

Federacja przejęła znaczną część posesji, uznana za następczynię prawną przedwojennej organizacji. Własność Federacji sąd orzekł tak ponad dziesięć lat temu. Od tej pory pięknie położone starsze i nowsze budynki, gdzie po wojnie przywożono sieroty z powstania warszawskiego, później zajmowane przez Dom Dziecka, następnie przez Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy Nr 2 - pozostają niezagospodarowane i bez dozoru. Dwa lata temu wybuchł tam pożar.

W sprawie pomnika na powakacyjnej sesji Rady Miasta wystąpił Maciej Downar Zapolski, uhonorowany Srebrnym Medalem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Prośba, by władze miasta zajęły się odzyskaniem i przeniesieniem Pomnika – najlepiej w pobliże Kopca Wolności, była głosem synów żołnierzy i Rodzin AK, także części mieszkańców, zauważających problem obelisku, który dzieli los popadających w ruinę obiektów.

Największe moralne prawo do upominania się o godne miejsce dla pomnika budowanego z tatrzańskich granitów, głazów narzutowych przywiezionych z Cyrhli w czasie, gdy budowana była droga do Morskiego Oka – ma jednak inicjator jego stworzenia – Józef Różański. Dawny kierownik Domu Dziecka jest również żywą kroniką historii tego miejsca i z bólem serca patrzy na niszczejące obiekty, na żałośnie zaniedbany, zarastający ostami i pokrzywą pomnik.

Imię Ho Chi Minha...

Doskonale pamięta także wrzesień 1969 r., kiedy – po śmierci komunistycznego przywódcy Wietnamu - został wezwany do Komitetu Miejskiego PZPR.

Pomysł przewodniej siły narodu, by Domowi Dziecka nadać imię Ho Chi Minha, oczywiście wywołał łatwą do przewidzenia reakcję i kierownika placówki, i całej kadry.

A były to czasy, kiedy zdobycie materiału na remont przeciekającego dachu graniczyło z cudem. Natomiast przy łaskawości Komitetu można było dostać i blachę na dach, i pieniądze. Przewodnia siła miejskiego szczebla okazała jeszcze większą łaskawość, pytając, czy jest w takim razie jakiś pomysł środowiska. Nie miała też wiedzy o Federacji, Żołnierzy Zawodowych i Podoficerów, która tuż przed wojną w 1937 – 38 roku wznosiła obiekty w Kotlinie, budując też pierwszy w powiecie wybetonowany basen.

Przez te powojenne lata obiekty dawnej Federacji zostały przystosowane do całorocznego funkcjonowania. Historię miejsca trzeba było Komitetowi PZPR dopiero uświadamiać. Ale gdy spotkanie dobiegało końca, kierownikowi Domu Dziecka zaświtał pomysł, by – uskuteczniając wychowawcze cele i wiążąc imię z miejscem oraz jego historią – uczynić patronem Bohaterów Września. Po akceptacji przewodniej siły – z pomocą w tym dziele pospieszyło wiele osób i największe miejscowe zakłady, także Dywizja Powietrzno-Desantowa z Krakowa, Tadeusz Zapiórkowski i kpt. rezerwy Stanisław Kujawski, który wykonał na budynku w tle pomnika symbol września - czterometrowy krzyż Virtuti Militari.

Kiedy dźwigi zładowały granitowe głazy na dziedzińcu, trzeba było, bez pomocy zawodowych projektantów, obmyślić ich ułożenie w kształt pomnika. Józef Różański z żoną Jadwigą wykonali w tym celu z plasteliny modele głazów i próbowali różnych konfiguracji.

Był i gen. Boruta-Spiechowicz

Odsłonięcie pomnika w nowotarskiej Kotlinie stało się wydarzeniem nadspodziewanie dużej, ogólnopolskiej rangi. Jako zaproszony gość pojawił się na nim gen. Mieczysław Boruta-Spiechowicz (wówczas „na indeksie”). Na otwarciu i przez kilka kolejnych lat gościł tu we wrześniu m.in. ostatni z dowództwa Westerplatte - Leon Pająk, który zaprzyjaźnił się z pomysłodawcą pomnika.

Aspekt wychowawczy obelisku spełniał się za każdym razem, gdy wychowankowie Domu Dziecka, gdziekolwiek pojechali na wycieczki czy kolonie – zbierali i przywozili ziemię z pól bitewnych oraz miejsc pamięci o polskim wrześniu. Ta ziemia przechowywana była w łuskach pocisków artyleryjskich, dostarczonych przez Dywizję Powietrzno-Desantową z Krakowa. Obuwniczy kombinat na każdej łusce pięknie grawerował opis, skąd pochodzi ziemia. Pomnik został wzniesiony i uświęcony ziemią z pól bitewnych całkowicie społecznym sumptem.

Wychowankowie Domu Dziecka co roku we wrześniu odwiedzali z kwiatami miejsce bitwy obronnej pod Wysoką i spytkowicki cmentarz. A obelisk przyciągał wojennych bohaterów.

Uhonorowany został też twórca pomnika – złotym Medalem Rady Ochrony Pomników wal i Męczeństwa. Bardzo wysoko ceni sobie pan Józef Honorową jednak przede wszystkim Odznakę Związku Inwalidów Wojennych, przyznaną, gdy Zarząd Główny dowiedział się o nowotarskim pomniku podczas wizytacji szkół.

Posadzona za pomnikiem dziś kilkunastometrowa brzoza, przy odsłonięciu była niewiele wyższa od obelisku. Przez kolejne lata przy pomniku w Kotlinie odbywały się wrześniowe uroczystości gromadzące uczestników z całego powiatu.

Skuty napis

W 1999 r. wydarzyło się coś, co Józef Różański uznaje za zbezczeszczenie pomnika i sfałszowanie historii. Napis „Bohaterom Września 1939” został skuty, a w jego miejscu pojawiła się czarna, marmurowa tablica z inskrypcją „Pamięci Żołnierzy Września 1939 r. - w 60. rocznicę Miasto Nowy Targ”. Inicjatorem wykonania tablicy okazał się Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, a realizował to Urząd Miasta, nie konsultując treści ani usytuowania tablicy z twórcami obelisku. Nowy napis przekreślał 30 lat istnienia tego miejsca pamięci i mocno podzielił środowisko kombatanckie.

Józef Różański wzywany był później jako świadek w postępowaniu sądowym zainicjowanym przez Federację z myślą o przejęciu nieruchomości od powiatu. Federacja próbowała uzyskać wtedy jeszcze rekompensatę za wieloletnie używanie obiektów, nie licząc się z nakładami i remontami wykonywanymi przez kolejnych gospodarzy nieruchomości.

Dziesięć lat za kratą

Dojścia do pomnika i popadających w ruinę obiektów broni dziś metalowa brama z łańcuchami. Dla wandali nie jest jednak przeszkodą zdewastowane ogrodzenie. Potężne pustostany rozpaczliwie niszczeją. Ich los dzielą nowsze budynki, w których – jak uważa Józef Różański, mogłyby mieszkać np. rodziny repatriantów z Kazachstanu.

Tymczasem nowotarski samorząd ma wolę, by zająć się pomnikiem. Zgody na przeniesienie miejska władza chce uzyskać jeszcze przed zimą. W tym celu burmistrz Grzegorz Watycha zamierza nawiązać kontakt z obecnymi właścicielami terenu, czyli Federacją Polskich Związków Obrońców Ojczyzny z siedzibą w Krakowie. Wszelkie działania związane z przeniesieniem pomnika byłyby bowiem ingerencją we własność Federacji.

A że w ’59 roku udało się uchronić Dom Dziecka przed imieniem Cho Chi Minha, tym większa nadzieja na wydobycie historycznego już obelisku zza ogrodzenia i spod pieczy aktualnych właścicieli terenu. Oby tylko procedury nie trwały dłużej niż do kolejnej rocznicy polskiego września...

Niszczejące obiekty i pomnik

Fot. Anna Szopińska