ŁAPSZE NIŻNE. Wyjątkowe muzeum wraz z izbą regionalną znajduje sDSC00376ię tuż przy budynku nowej plebanii. Obiekt powstał dzięki inicjatywnie ks. proboszcza Mariusza Skotnickiego i grupie pasjonatów, która wyremontowała i zaadoptowała obiekt, zupełnie charytatywnie.

W budynku parter to izba regionalna pełna przedmiotów związanych z tym regionem i kulturą Spisza. Są stare ławy, meble, obrazy, garnki i naczynia, a także ubrania. Nie brakuje tu charakterystycznego pieca chlebowego.

Piętro, na które prowadzą kręte schody, to z kolei muzeum „Sypaniec”, jakiego nie powstydziłoby się żadne, nawet najstarsze, miasto. W budynku są liczne eksponaty. Pochodzą one z parafii i prywatnych zbiDSC00377DSC00378DSC00379DSC00380DSC00381DSC00382DSC00383DSC00384DSC00383DSC00384DSC00385DSC00386DSC00387DSC00388DSC00389DSC00390orów parafian.

Wielkie wrażenie robią tu stare książki. Są wśród nich: księga chrztów, ślubów i zmarłych z lat 1741 r. do 1805 r. Jest tu też księga o historii domu zakonnego bożogrobców z XVII wieku i stare ornaty. Jest i feretron z figurą świętego Mikołaja z początku XVI wieku. Są kielichy, monstrancje, obrazy i inne przedmioty związane z kultem w łapszańskiej parafii.

Pewnie nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie tzw. Grupa Aktywnych, która zaangażowała się charytatywnie w adaptację budynku. Działała ona pod kierownictwem Mariana Wójtowicza (Brylanta), Mariana Chrobaka oraz Alicji Wójtowicz.

Czym były sypańce? To w nich, jak się okazuje, dawniej mieszkańcy Łapsz Niżnych i całego Spisza gromadzili swe skarby plony. Tak zrobili i tym razem. Sypańcem nazwali muzeum, w którym zgromadzili swe skarby, plony, jakie pozostawiła im historia tej ziemi.

Sam pomysł na zrobienie muzeum zrodził się na rok przed planowanymi obchodami 700 – lecia miejscowości. Szybko charytatywnie do pracy, z błogosławieństwem władzy kościelnej, jako, że obiekt należy do parafii, przystąpiła grupa zapaleńców. Odnawiali oni mocno zaniedbany budynek, wykonali odwodnienie obiektu, pogłębili parter, a raczej piwnicę, odremontowali kamienne ściany, ocieplili strop, a także wybudowali piec, schody wewnętrzne i zewnętrzne, wykonali instalację elektryczną, hydrauliczną i alarmową oraz przeciwpożarową. Wymienili także okna, drzwi i zadaszenie drzwi zewnętrznych.

Na koniec zrobili postumenty pod oszklone gabloty na eksponaty i półki na książki oraz sosręb. Warto przypomnieć, że prace remontowo – wykończeniowe trwały od 11 maja 2012 r. aż do 1 czerwca 2013 r. i wykonywane były zupełnie charytatywnie.

Sama parafia w Łapszach Niżnych na bardzo ciekawą historię. To tu przed ponad 700 laty na Zamagurze Spiskie przybyli zakonnicy z Zakonu Bożogrobców Miechowitów. To wówczas założono Łapsze Niżne. Zdaniem prof. Trajdosa Bożogrobcy przybyli tu ok. 1320 roku na zaproszenie Kokosza Berzeviczego, właściciela ziemskiego i szlachcica węgierskiego, jednak - jego zdaniem – nie istnieje w dokumentach, ani ścisła data założenie wsi, brak bowiem aktu lokacyjnego, ani data erygowania parafii. Jednak na pewno oba te wydarzenia były blisko siebie i właśnie około 700 lat temu.

Skąd ta pewność? Otóż w 1313 w wyniku pewnej transakcji wymiennej majątkowej. Kokosz Berzeviczy sprowadził Bożogrobców do swojej najważniejszej posiadłości rodowej. W Lendaku na środkowym Spiszu powstała wówczas pierwsza prepozytura czyli probostwo, mały klasztor Bożogrobców. Tym samym na pewno Łapsze Niżne zostały ofiarowane zakonnikom przez Kokosza po 1313 r. Sami zaś Bożogrobcy, czyli zakon Kanoników Regularnych Stróżów Grobu Bożego w Jerozolimie, zwanych w Polsce Miechowitami, pojawili się tu nie później niż w 1328, czyli przed śmiercią Kokosza.

Warto też przypomnieć wyjątkowość łapszańskiej parafii. Nigdy bowiem Miechowici, do czasu, gdy cesarz Józef II nie zlikwidował zakonu na Węgrzech w końcu XVIII w., nie dali sobie wydrzeć swych parafii. Łapsze Niżne pozostały więc zawsze do tego czasu, w posiadaniu Bożogrobców Miechowitów, czyli występowała tu ciągłość katolickiej pracy duszpasterskiej, która jest udokumentowana od XIV do końca XVIII w. pomimo, że w okolicy byli Luteranie.

Tutaj galeria zdjęć - fot, Beata Szkaradzińska