sowy180NOWY TARG. Romantyzm, moc niesamowitych wrażeń, a wszystko w aurze miłości do przyrody. Tak można podsumować III Nowotarską Noc Sów – imprezę po raz pierwszy dwudniową. Jej skrzydlatych bohaterów była szóstka, a ptaki razem ze swoimi sokolnikami przyjechały ze Śląska.

sowy181Warsztatysowy182 plastyczne i prelekcje dla dzieci odbywały się w KsiążKAwiarni „Rezerwat”, a pokazy lotów – w sali gimnastycznej „jedynki”. Oba lokale pękały w szwach. Uczestnicy Nocy byli w każdym wieku, a większość przybyła familijnie. Organizatorowi tej wiosennej atrakcji – miłośnikowi ptaków, opiekunowi sowich rodzin i karmicielowi boćka Stefana - Danielowi Urbaniakowi, towarzyszyła grupa miejscowych pasjonatów przyrody. Część dzieciaków (a i dorosłych) przyszła w fantastycznych ptasich strojach, bo na przebranie też był ogłoszony konkurs. W prelekcjach i warsztatach brało udział ponad 100 osób.

Emocjonujący program dopełniły nocne spacery po lesie z wsłuchiwaniem się w jego odgłosy, warsztaty fotograficzne i ognisko w plenerze. Każdy chętny mógł podglądnąć budzącą się do życia naturę z czatowni Daniela Urbaniaka.

Godzinny sobotni pokaz w sali gimnastycznej był czasem, kiedy ułożone do pokazów ptaki przelatywały przez „bramę” złożoną z dwóch zwartych czołami osób; kiedy można było spojrzeć w oczy sowy i puchacza, poczuć we włosach ptasie pazury, a na twarzy – wiew skrzydeł orła stepowego. Dzieciaki piszczały z emocji, dorośli byli oczarowani. Wszystkiemu towarzyszyła narracja pełna ciekawostek na temat cech osobniczych bohaterów pokazu. Zgromadzeni na Nocy Sów dowiedzieli się np., że szpony orlicy Kali mogą ścisnąć ofiarę z siłą dwóch ton. Klatka z orlicą została jednak otwarta dopiero w finale. Najpierw występowali przed publicznością: sympatyczna sowa pójdźka Tadzik, efektowny puchacz syberyjski Magnus i puchacz Zbyszek oraz sokół pustułka. Myszołowiec towarzyski - jastrząb Harrisa o imieniu Sijo, rozochocił się tak, że oblatywał salę, przysiadając na koszach do piłki ręcznej.

Całe to skrzydlate i pierzaste towarzystwo przywiozła firma A.KUKU – ptaki drapieżne z rejonu Gliwic, zajmująca się pokazami sokolniczymi. A że ptasia kompania jeść musi i potrzebuje zachęty oraz nagród przy pokazach – trzeba było zgromadzić także odpowiedni zapas suchej karmy, surowych kawałków kurczaka i małych gryzoni. Ale popisy fruwających drapieżników wywarły mocne wrażenie.

Cóż dopiero, gdy w niedzielę ptaki mogły zaprezentować się w plenerze nad Białym Dunajcem... Orlica Kali wypuściła się dalej niż to było w planie, budząc popłoch wśród rybitw i mew. Cztery najodważniejsze zerwały się z krzykiem, próbując wypłoszyć „intruza” o ponad dwumetrowej rozpiętości skrzydeł. Ot – niespodziewana próbka ptasich zachowań w naturze.

III Nowotarska Noc Sów

Fot. Anna Szopińska