Od lewej; Adam Leśniak, Alicja Pustówka, Beata Szkaradzińska, z tyłu Eleonora Osińska, a z przodu z kwiatkiem prof. Władysława Fudalewicz - NiemczykWSPOMNIENIE. Śp. prof. dr hab. Władysława Fudalewicz-Niemczyk, rodem nowotarżanka, twórczyni katedry zoologii i ekologii na UJ, a potem na odłączanej od UJ w 1953 roku Akademii Rolniczej była prodziekan oraz rektor uczelni, osobowość wyjątkowa, która pomimo odejścia na emeryturę w 1993 roku przez lata codziennie była obecna na uczelni, pomagając studentom, pomimo, że nie otrzymywała za to żadnego wynagrodzenia. dla przyjaciół „Dziunia” odeszła 17 lutego. Jej pogrzeb z mszą świętą żałobną odbył się wczoraj na cmentarzu w Borku Fałeckim w Krakowie. Pani Profesor w chwili śmierci miała 96 lat.

Pani profesor zawsze podkreślała swój związek ze stolicą Podhala. Była jedną z bohaterek mej książki pt. „Nowotarskie wspomnienia zatrzymane w kadrze”. To podczas jej promocji „Dziunia” ze wzruszeniem mówiła, że wręcz użyje słów papieża Jana Pawła II, że to tu w stolicy Podhala wszystko się zaczęło. - Bo tu się urodziłam, przy ulicy Waksmundzkiej 10, stąd również pochodził mój mąż Stanisław Niemczyk, to tutaj poszłam do szkoły powszechnej, a potem do gimnazjum – mówiła wówczas Pani Profesor dla swych kolegów z czasów niemieckiej okupacji i tajnych kompletów nauczania - „Królowa”.Tutaj jedno ze spotkań w Czorsztynie..

Nic w tym dziwnego skoro to w Nowym Targu się urodziła i spędziła czas swego dzieciństwa i okres młodzieńczy. - Okupacja jest okresem wspomnień dla wszystkich tych, którzy ją przeżyli – mówiła podczas promocji mej książki, której była jedną z bohaterek. Podkreśliła, że choć wtedy zdawało się, że ten okres terroru, strachu, zabijał w jej pokoleniu dobre myśli, to jednak tak nie było. - Proszę mi wierzyć, że te obrazki najbardziej radosne pozostały w pamięci. Bo strach to był całą dobę, to był cały tydzień, to był cały rok. Ale były chwile, gdzie cieszyliśmy się swoją młodością. Przypominała, że była bieda, rolnicy swe zbiory musieli przekazywać wówczas okupantowi, mówiła i o niebieskich kenkartach górali… - Im człowiek jest starszy, tym bardziej zaczyna żyć wspomnieniami… Teraz młodzi myślą o przyszłości, pędzą do przodu, zdobywają, chcą wciąż mieć. Stary człowiek nic nie musi mieć, on żyje tym, co było. Jeżeli zapomnimy o przeszłości, to i żyć nie będziemy – mówiła przez blisko 10 laty podczas promocji mej książki.P1014327

„Dziunia” podczas okupacji kontynuowała swą naukę na tzw. kursach przygotowawczych. Niemcy choć zwalczali wszelką naukę wśród młodych Polaków pozwolili je otworzyć. W kursach a i w tajnym nauczaniu w stolicy Podhala uczestniczyli młodzi z różnych stron Polski, których przygnała tu wojna. Tuż po niej rozjechali się po kraju… Nic jednak tak nie cementuje relacji jak wspólne trudne przeżycia. To dlatego gdy „Dziunia” po 20 latach spotkała się z kolegami i koleżankami na pogrzebie jednego z kolegów, wróciły wspomnienia i relacje odżyły. Od tego czasu grupa danych uczniów z czasów okupacji spotykała się już regularnie najpierw co dwa lata, potem co rok, a w końcu do pół roku… To w tych spotkaniach miałam przyjemność uczestniczyć. Zostałam przyjęta do grona wojennych przyjaciół, którzy chętnie dzielili się swoimi przeżyciami, wspomnieniami i tajemnicami.A tutaj przemawia Aleksander Franta

- Rozstaliśmy się w 1941 roku... – mówiła podczas jednego z tych spotkań pani prof. Władysława Fudalewicz – Niemczyk. – W czasie okupacji mieliśmy okazję stworzyć własne środowisko intelektualne młodzieży złożone zarówno z tej uczęszczającej przed wojną do gimnazjum w Nowym Targu, jak i tej, która do nas się przyłączyła – wyjaśniał z kolei też już śp. Henryk Buszko, światowej sławy architekt SARP, urodzony we Lwowie, wychowany na Podhalu, wykształcony w Krakowie, a z wyboru Ślązak – jak sam mówił o sobie. – Wiele lat po wojnie spotkaliśmy się na pogrzebie naszego bardzo zdolnego kolegi i przyjaciela Edmunda Szeligiewicza. Doszliśmy do wniosku, że zorganizujemy spotkanie. Inicjatorką była profesor Władysława Fudalewicz – Niemczyk. Pierwsze odbyło się w 1969 roku, dwa lata po pogrzebie, w Szaflarach. Dosłownie w ostatniej chwili skontaktowaliśmy się z naszym nauczycielem Piusem Jabłońskim i pojechaliśmy po niego do Jabłonki! Tak to się zaczęło.... Zjazdy były najpierw sporadyczne. Potem doszliśmy do wniosku, że jak mają być systematyczne, trzeba ustalić harmonogram – wspominał śp. pan Henryk, a śp. pani Władysława zajmująca się stroną kronikarską owych spotkań wyjaśniała mi, że początkowo odbywały się one co dwa lata, jednak szybko zmieniono ich częstotliwość na raz do roku. – Od 1996 roku spotykamy się dwukrotnie w ciągu roku – mówiła wówczas.Od dołu od lewej: Irena Jaskier, Henryk Buszko, Stefania Kotlarczyk, Mieczysław Nenko, Władysława Fudalewicz – Niemczyk, Teresa Nawrocka, Eleonora Osińska, Adam Leśniak i Alicja Pustówka

W owe zjazdy zaangażowały się całe rodziny, dołączyli i koledzy spoza ścisłego grona przyjaciół z czasów okupacji. – Tak dołączyła np. moja żona, czy Bronek Gal – mówi śp. Henryk Buszko. – Do naszego rocznika po mężu „dopisała się” też Alicja Pustówka i jej koleżanka ze szkoły Teresa Nawrocka – mówiła wówczas śp. pani Władysława. To tego szacownego grona zostałam i ja przyjęta początkiem lat 2000…DSC01626

Spotkania początkowo odbywały się w różnych miejscach Polski. Kilka razy było w Szaflarach, w Sidzinie, Zawoi, Ludźmierzu, Jaworkach, na nowotarskich Oleksówkach, a nawet w Ustroniu i Radziszowie. Od czerwca 1998 roku bazą stał się Czorsztyn, gdzie mieszkają byli studenci pani Władysławy. Zjazdy to jednak nie tylko czas na wspominania, ale i poważne dysputy. – Filozofujemy! Umysły mamy nadal kreatywne – mówili mi o sobie. I rzeczywiście każde spotkanie miało inny temat wiodący. Przygotowywał go zazwyczaj Leszek Franta, z wykształcenia architekt pracujący z Henrykiem Buszko, a z zamiłowania filozof. – Zajmowaliśmy się już takimi tematami, jak np.: dlaczego się spotykamy i co nas tak naprawdę do tego motywuje, jak uzdrowić ojczyznę, systemem dwupartyjnym, dyskutowaliśmy i na temat wielkiego wybuchu...

Trzydniowe zjazdy to był i czas rozrywki. – Zwykle program wycieczek ustala Gapcio (Adam Leśniak, żołnierz AK.), który jest przewodnikiem. Zwiedzamy zamki, Pieniny, Orawę. Jeździmy na Słowację, byliśmy w Czerwonym Klasztorze i w wąwozie Homole, w Wadowicach, (do naszej grupy należał już nieżyjący ks. Stanisław Kwak), byliśmy i we dworze w Stryszawie. Gdy nasz zjazd odbywał się w Sidzinie Gapcio zaprowadził nas na halę Malinową i poczęstował ...Malinówką własnej produkcji, a jego nalewki są wyśmienite. To jednak inna historia.... To tam na tej polanie w czasie okupacji był obóz AK, a Gapcio należał do AK. Teraz jest tam symboliczna nekropolia, która powstała dzięki niemu. Każdy z żołnierzy ma swoją tabliczkę... Co roku na polanie Malinowej 17 września odprawiana jest uroczysta msza święta.

Do grona przyjaciół pani śp. prof. Władysławy Fudalewicz – Niemczyk należeli także prócz śp. Henryka Buszko śp. Stefania Kotlarczyk z domu Koczur, szwagierka Mieczysława Kotlarczyka, ze słynnego teatru Rapsodycznego! – Wszystkim się zajmuje, robi rozliczenia, to niesłychanie ważna osoba w naszym gronie, a przy tym wielka osobowość! Jej tata był fantastycznym matematykiem – mówiła o niej pani Władysława. Pani Stefania była osoba jednak bardzo skromną, mówiącą o sobie niewiele. – Jestem emerytowaną nauczycielką fizyki i chemii, byłam dyrektorką szkoły podstawowej, a mieszkam w Maniówce, koło Opoczna – tak mi się przedstawiła... Wyjaśniała, że do Nowego Targu trafiła przypadkiem, jej tata jako przedwojenny nauczyciel do stolicy Podhala zjechał aż znad morza!

W grupie przyjaciół śp. profesor była i Eleonora Osińska, rodowita nowotarżanka, która w rodzinne strony powróciła już na emeryturze, a także Adam Leśniak, były żołnierz AK o pseudonimie Puchacz, przez lata kierownik Państwowego Domu Wczasów Dziecięcych w Sidzinie. W grupie była też: Irena Jaskier z domu Bąkowska, rodem nowotarżanka, lekarz pediatra zamieszkała w Zduńskiej Woli i śp. Mieczysław Nenko, architekt, w którego rodzinie ten zawód był kontynuowany od pokoleń. Do grupy należało i małżeństwo Frantów. Danuta i Aleksander, zwany Leszkiem wśród przyjaciół oraz śp. Alicja Pustówka i Teresa Nawrocka.

Dziś dziękuję Pani Profesor za obecności, za dzielenie się wspomnieniami, za ciepłe słowa i gesty, za to, że pomimo dzielącego nas wieku przyjęła mnie do grona swych przyjaciół.

TEKST I FOT: BEATA SZKARADZIŃSKA

A tutaj pisaliśmy po śmierci śp.Stefanii Kotlarczyk