Włosi191MEDIOLAN – NOWY TARG. Rok czterdziestolecia pamiętnej Mszy na nowotarskim lotnisku obfituje w niezwykłe wydarzenia. Nowy Targ odwiedziła właśnie piętnastoosobowa grupa Włochów z Mediolanu, podróżująca papieskim śladem. Ich wizyta to pokłosie kontaktów i przyjaźni, które nawiązały się tuż po wprowadzeniu stanu wojennego.

Internowani i Czerwony Krzyż

Pewnie nie trafiliby do nas, gdyby w mroczną i mroźną noc z 12 na 13. grudnia 1981 Tadeusz Figiel, wówczas działacz „Solidarności” w NZPS „Podhale”, wraz z innymi podhalańskimi opozycjonistami, nie został aresztowany i pod eskortą zomowców odwieziony do ośrodka odosobnienia w Załężu pod Rzeszowem. Tego pierwszego dnia żona jeszcze nie wiedziała, gdzie on jest.

 - Podczas tej mroźnej i smutnej zimy stanu wojennego zaczęło się coś niesamowitego i nieoczekiwanegopo prostu festiwal ludzkiej życzliwości – mówi prof. Ludmiła Figlowa. - W wykonaniu mieszkańców Nowego Targu było to coś cudownego. Ale pewnego razu przychodzi do mnie paczka, a właściwie paka z Włoch. Nie mając we Włoszech nikogo znajomego, kto mógłby mi taką paczkę przysłać – byłam zszokowana. Razem z mamą otwieramy tę pakę, a tam jest wszystko – żywność, rzeczy… Młodzi ludzie w tej chwili nie pamiętają, że w stanie wojennym były absolutnie puste półki i dostać cokolwiek było naprawdę wyczynem. Dlatego paczka była i czymś niesamowitym, i niespodzianką. Ale w paczce był list. I z niego dowiedziałam się, że adresy aresztowanych i internowanych działaczy „Solidarności” przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż zostały rozprowadzone w Europie Zachodniej. Mój adres przez przypadek trafił na tablicę ogłoszeń Politechniki w Mediolanie. I pewien student - dziś już wiem, że się nazywa Antonio Schgör – zdjął ten adres i razem z kolegami złożyli tę paczkę. Tego się dowiedziałam z listu. A potem zaczęła się moja korespondencyjna przyjaźń z rodzicami Antonia – Eddą i Giannim. Przysyłali paczki, wymienialiśmy listy. I to było coś tak bardzo niezwykłego – ludzie z drugiego końca Europy, za żelazną kurtyna, nagle objawili się tutaj jako przyjaciele, którzy chcą coś dobrego zrobić.

Papieskim śladem

Ta znajomość i przyjaźń przetrwały do dziś. W 1995 roku Edda i Gianni przyjechali z Mediolanu do Polski, mając nadzieję, że poznają adresatkę swojej paczki. Traf chciał, że akurat wtedy była ona na włoskiej wycieczce pod Florencją… Rozminięcie się w przestrzeni nie ostudziło jednak przyjaznych uczuć.

- Kiedy w kwietniu Antonio zadzwonił i powiedział, że przyjeżdżają do Polski śladami Jana Pawła II, ucieszyłam się bardzo i pomyślałam, żeby im ten Nowy Targ pokazać – zarówno w papieskich śladach, jak i od strony serca – mówi kiedyś obdarowana a dziś goszcząca darczyńców.

Włosi192

Ludzie, którzy postanowili z Antoniem i jego żoną Paolą przyjechać do Polski, to grupa jego przyjaciół z parafii, chórzystów wyspecjalizowanych w sakralnym repertuarze. Podczas spotkania przy pizzy, jesienią ubiegłego roku, mediolańczycy zaczęli się zastanawiać, jak spędzą wakacje. Gdy padło hasło: „Jedźmy do Polski”, Antonio od razu zaangażował się w organizowanie wyprawy.

Przez dwa dni goście zwiedzali Kraków. Po przyjeździe do Nowego Targu zaczęli od wizyty w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa i obejrzenia pamiątek po tłumnej Mszy na lotnisku. Z ciekawością oglądali też kościół św. Katarzyny. Dłuższą chwilę spędzili w ratuszu, słuchając opowieści o zgromadzonych w niej eksponatach i pochodzeniu osobistych rzeczy Ojca Świętego. Jeszcze dłużej zabawili w Galerii „Jatki”, podejmowani płonącymi lodami i ciastem, w anturażu papieskich prac Arkadiusza Walocha. Tu też wytworzył się klimat sposobny do rozmów. Tym bardziej, że akurat wszyscy przybysze z Mediolanu pamiętają dzień wyboru krakowskiego biskupa na stolicę Piotrową.

- Bardziej się spodziewali papieża z Afryki… Z Polski nikt się nie spodziewał – mówi Antonio. - Ale nie było zazdrości - było wielkie zdziwienie.

Drugi – już nie religijny, ale polityczny powód nawiązania kontaktów z Polską - to stan wojenny: początek cyklu wydarzeń, które mocno poruszyły Włochów od wieków historycznie związanych z naszym krajem.

Międzynarodowa solidarność

- Na początku lat osiemdziesiątych śledziliśmy wiadomości z Polski, wiedzieliśmy, co się tutaj dzieje – wspomina lider włoskiej grupy. - Jak wybuchł stan wojenny, wiedzieliśmy, że wiele osób zostało bez środków do życia, wielu było aresztowanych – i chcieliśmy w jakiś sposób pomóc. Moja mama, tak całkiem spontanicznie, postanowiła posyłać jedzenie i jakieś potrzebne środki. Tak nawiązała się przyjaźń między naszymi rodzinami, która rozwinęła się i trwa do dziś. Dla mnie to, że mogę dziś spotkać Ludmiłę, to jest wielkie wydarzenie, wielkie przeżycie i wielkie wzruszenie.

Włosi193

W roku 1984 Antonio uczestniczył w pielgrzymce z Krakowa do Częstochowy. Widział wtedy na wsiach wielką biedę, ale mimo tego ubóstwa doświadczał ogromnej życzliwości. Pielgrzymi czuli wtedy, że jest z nimi cała ludność.  

- Wróciliśmy, żeby zobaczyć, czy dalej tak jest w Polsce; żeby przeżyć podobne wzruszenia – tłumaczy syn państwa Schgör.

Dla Antonia Jan Paweł II jest papieżem jego życia. Osiągał pełnoletniość i dojrzewał w czasie Jego pontyfikatu. Gdy Papież umierał, Antonio miał 44 lata.

- I kochaliśmy Go tak, jak cały świat Go kochał – dodaje.

Wyrazem tej miłości był chóralny popis gości w galeryjnym wnętrzu.

Z wdzięcznym sercem

Nowy Targ Mediolańczycy opuszczali zachwyceni przyjęciem zgotowanym przez znajomą z początków i długich miesięcy stanu wojennego. Po drodze i podczas lunchu tłumaczkę, Magdę Smreczyńską, zasypywali pytaniami dotykającymi wszystkich dziedzin życia na Podhalu i w Polsce. Wysyłając pierwszą paczkę do Nowego Targu, państwo Schgör nawet nie przypuszczali, że pomoc trafia w ręce przyszłej autorki rocznicowego albumu „Nowotarski krajobraz z Janem Pawłem II”. Tę okazałą księgę i inne publikacje – dostali w prezencie przed wyjazdem do Ludźmierza. A kierując się dalej, do Częstochowy, zwiedzili Kalwarię Zebrzydowską, Wadowice i Oświęcim. Ostatnim punktem ich trasy był Wrocław.    

Wizyta mediolańczyków

Fot. Anna Szopińska