powstwaak19NOWY TARG. Godzina W środowisko rodzin żołnierzy AK zgromadziła przy kamiennym obelisku w sąsiedztwie Kopca Wolności. 75.rocznicę wybuchu powstania warszawskiego czcili oni we własnym, kilkuosobowym gronie, przypominając, że w całej Polsce hołd bohaterskim powstańcom i tym, którzy zginęli w krwawiącej, płonącej Warszawie, oddaje się przy pomnikach Armii Krajowej.

– Będziemy tak oddawać cześć, będziemy się tu gromadzić 1. sierpnia, żeby dać sygnał młodemu pokoleniu, komu należą się chwała i pamięć, bez względu na to, jaka będzie władza - mówił Maciej Downar Zapolski, syn rotmistrza Zdzisława Nurkiewicza „Nocy”, „Nieczaja”, dowódcy 27. pułku ułanów im. Króla Stefana Batorego ze zgrupowania por. Adama Pilcha „Doliny”, jedynej formacji, która brawurowo przedarła się do Warszawy i walczyła w powstaniu, m.in. niszcząc lotnisko w Bielanach. W powstańczych walkach brali udział oboje rodzice Macieja Zapolskiego, bo także matka – Urszula Koczarska, ułan „Ula”. Na Podhalu rotmistrz ułanów, pod zmienionym nazwiskiem, ukrywał się kilka lat po wojnie przed funkcjonariuszami UB.

Maciej Zapolski wrócił ona właśnie z pułkowego święta w Białym Ługu na terenie województwa świętokrzyskiego, czyli z miejsca upamiętnionego bitwą, w której 27. października 1944 roku starły się oddziały „cichociemnego” porucznika Adolfa Pilcha „Doliny” z obławą niemiecką. W walkach tych brał udział także jego ojciec. Syn rotmistrza przywiózł Medal Pro Bono Poloniae, nadany mu przez szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, w uznaniu zasług dla krzewienia postaw patriotycznych, m.in. przez udział w tworzeniu miejsca pamięci przy nowotarskim Kopcu Wolności. Jest on też autorem świeżo wydanej książki „Doliniacy w świętokrzyskim – Biały Ług”, poświęconej słynnej bitwie i ostatnim partyzanckim potyczkom przed rozformowaniem oddziału.

Tadeusz Morawa junior wspominał z kolei o planach, by z pomocą walczącej Warszawie ruszył z Podhala 1 Pułk Strzelców Podhalańskich AK. Pierścień zaciśnięty przez Niemców wokół ogarniętego zrywem miasta udaremnił jednak dotarcie do stolicy.  Na Podhalu wszakże znalazło schronienie i pozostało już na dobre wielu uciekinierów z Warszawy.

Przy obelisku zwieńczonym orłem w Godzinie W składane były kwiaty i palone znicze. Otaczały go też wyeksponowane przy 75. rocznicy rodzinne pamiątki po rotmistrzu „Nieczaju”, m.in. jego wojskowa furażerka.  

Akowcy - przed obeliskiem

Fot. Anna Szopińska