Barbara Słuszkiewicz Fot. Anna Szopińska NOWY TARG. Budynków przy nowotarskim rynku – według prawa austriackiego – kamienicami zwać nie było można. Co najwyżej kamieniczkami, bo za CK Austrii kamienicą był obiekt powyżej czterech kondygnacji. Przed wielkim pożarem miasta w 1789 r. domy były parterowe. Ale każdy z przyrynkowych numerów to historia iluś pokoleń, iluś rodzin, iluś niezwykłych osób.

Droga do koscioła - ze starych fotografiiDrugi już razRynek przy jarmarku - ze starych fotografii Barbara SłuszkiewiczDawny rynek - ze starych fotografii – wieloletnia szefowaBarwiona pocztówka tutejszego Oddziału Rynek to też dzieje rodziny Singerów - ze starych fotografiiArchiwumPrzed wojną było już światło - ze starych fotografii Państwowego - zaprosiła Spisy opłatna wykład „Właściciele i lokatorzy kamieniczek przy nowotarskim rynku". Informacje i fotografie pozyskiwane przez wiele lat, z różnych archiwalnych i muzealnych źródeł, m.in. ze spisów opłat i akt CK-austriackiego sądu starostwa powiatowego, posłużyły do skonstruowania misternej układanki, odtworzenia dziejów kamieniczek i familii. A niejedna historia czyjegoś życia byłaby kanwą dla pasjonującej opowieści... Przy rynku liczącym 34 – a według innych rachub 43 numery – co druga brama wiodła ongiś do szynku czy restauracji; jedni się osiedlali, drudzy odchodzili, nierzadkie były tragedie i bankructwa, sprzedaże, przejęcia. Ale też tworzyły się zalążki lokalnych fortun.

Książka o właścicielach kamieniczek w centrum miasta ma się ukazać jeszcze w tym roku, nakładem Podhalańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Zanim jednak wyjdzie drukiem – spotkania z autorką gromadzą zainteresowanych nowotarską przeszłością, przede wszystkim dzisiejszych właścicieli i lokatorów budynków stojących wokół historycznego kwadratu.

Bowiem – po Krakowie, Tarnowie i Nowym Sączu – nowotarski rynek należy do największych i najpiękniejszych w Małopolsce. Przy powierzchni półtora hektara nie może się równać z 4-hekatarowym rynkiem krakowskim, lecz - wytyczony po wielkim pożarze przez austriackiego architekta – daje początek najstarszym ulicom, wyprowadzonym regularnie, pod kątem prostym, z każdego rogu. A był to początek urbanistycznego ładu, który stolicę Podhala wyróżnił spośród innych miejscowości.

Co więcej – każdy badacz miejskich dziejów dostrzeże paralele między własnością przyrynkowych kamieniczek a najpiękniejszymi nagrobkami, jakie wzniesione były w danym przedziale czasu na cmentarzu.
W opowieści Barbary Słuszkiewicz przewijały się tym razem losy właścicieli pochodzenia polskiego – Dziołkowskich, Kwiecińskich, Giełdzińskich, Kabłaków – i losy przybyłych do miasta rodzin izraelickich: Korngutów, Natowiczów, Singerów, Stillerów. Wyjątkowo barwnie rysuje się w tym towarzystwie postać trojga imion: Ludwik August Jan Kamiński vel Kamieński herbu Korwin – wnuk szambelana Stanisława Augusta Poniatowskiego, pierwszy autor monografii Nowego Targu i Doliny Nowotarskiej, etnograf i historyk amator.

Na tutejszym cmentarzu wszakże spoczęła tylko jego żona, bo po dwóch rodzinnych tragediach Ludwik Kamiński miasto opuścił.