P3340057NOWY TARG. Koncert Waldemara Malickiego to była trafiona w dziesiątkę oferta rozrywkowa MOK-u na Dzień Kobiet. Skorzystały z niej zresztą nie tylko panie. Wirtuoz fortepianu, miłośnik muzyki klasycznej, potrafi łączyć swoje talenty z wyrafinowanym, finezyjnym dowcipem. Z kamienną twarzą wypowiada teksty, które publiczność obojga płci potrafią bawić do łez. Tak było i podczas drugiej jego bytności w Nowym Targu, w sali widowiskowej wypełnionej prawie do ostatnich krzeseł.

Po głębokim i długim ukłonie fenomenalnie uzdolniony „człowiek orkiestra” prezentował się sam jako „podobny do Paderewskiego, pewnie i Pendereckiego, a niektórzy mówią, że do Grażyny Torbickiej…”. Na scenie byli tylko on i fortepian, który omal nie spłonął od ognia, jaki ulubieniec publiczności ma w palcach. Raz pieściły one klawiaturę, raz uderzały w nią z furią. Ale każdy akord zdradzał rękę mistrza.

Instrument poddany ciężkiej próbie szybko jednak doczekał się komplementu, jako „…tak wspaniały, tak piękny, że nie przeszkadza mu nawet pianista”. Nie byłoby jednak Dnia Kobiet bez opisu „normalnego dnia pracy współczesnej kobiety”:

- Jest późny wieczór, współczesna kobieta kończy pracę. Pędzi do domu i rozpoczyna drugą pracę: peeling, mleczko, tonik, żel, serum, balsam, krem, maseczka. To, co współczesny mężczyzna zastępuje jednym piwem. Chyba, że jest brzydki – wtedy dwa piwa… Ja - muszę sześciopak...

m5

Twórca Filharmonii Dowcipu, która nawiązała współpracę z Zenonem Laskowikiem i jego Kabareciarnią, w kulisach wyjaśnił, kiedy przywiezie na koncert do Nowego Targu również i tego ulubieńca publiczności: jak się znajdzie, gdyż chwilowo zaginął.

W koncercie królowała jednak muzyka – najpiękniejsza polska i wszystkich kompozytorów świata, a każdy z nich – jak przekonywał mistrz klawiatury i słowa – ma polskie korzenie i powiązania, np. „Ludvig van Beethoven, który przekazał pani Pendereckiej swoje rękopisy w celu zorganizowania koncertu”.

Jak zawsze na poziomie, błyskotliwy, żonglujący konwencjami i muzycznymi motywami Waldemar Malicki podjął się podczas nowotarskiego koncertu karkołomnego zadania, mianowicie opowiedzenia z pomocą muzycznych aluzji, czego potrzebuje kobieta. Wychodząc oczywiście z założenia, że wszystkie kobiety w głębi duszy są takie same.

W życiu prawdziwego mężczyzny jest – oprócz miłości – jest oczywiście jeszcze wojna. Dlatego kompozytor i pianista poszedł za ideą „uniwersalnej pieśni wojennej”, którą mogłyby grać i śpiewać wszystkie armie świata. Wybór padł na nieoficjalny hymn Armii Krajowej „Dziś do ciebie przyjść nie mogę…”. I Waldemar Malicki zaprezentował, jak brzmiałaby ta pieśń w stylistyce poszczególnych nacji.

P3370062

Półtorej godziny koncertowania i bisów to nie był czas, który zmęczy zaprawionego w estradowych bojach artystę. Dlatego mógł jeszcze zdradzić nam, jak często jego drogi prowadzą na Podhale:

 - Oj, niestety, za rzadko, bo wszystko zatrzymuje się najczęściej na linii autostrady A4, czyli na wysokości Krakowa. Częściej, bo raz w roku bywam w Nowym Sączu - tam od 18 lat prowadzę festiwal, który charakteryzował się żartem i wirtuozerią. Są to cechy, które u muzyków klasycznych występują w połowie, czyli są wirtuozi, ale nie lubią żartować. Myśmy wyszukiwali na świecie żartujących wirtuozów. Tak więc Lachy sądeckie są mi bardziej znane niż Podhalanie. Na Podhale przyjeżdżam tylko jako turysta, ponieważ jestem głęboko kontuzjowany na punkcie piękna Tatr. Podobnie zresztą jak reszta Polski.  

Klimat garderoby po koncercie dał szansę, żeby mistrza spytać również, czy z okazji 8. Marca miałby paniom do przekazania jakąś złotą myśl.

- Młodość przechodzi z wiekiem – przypomniał artysta. – Jeżeli nawet to powiedzonko nie jest prawdziwe, to przynajmniej u siebie zauważam, że z wiekiem poprawia się moja jakość jako mężczyzny, którego kobiety by chciały. Jestem z tego dumny i tej wersji będę się trzymał.

Koncert wirtuoza dowcipu

Fot. Anna Szopińska