LIPNICA WIELKA. Minęło 45 lat od śmierci Karola Wójciaka, zwanego „Heródkiem" rzeźbiarza, pastucha, uznawanego za tzw. „głupka". Jego sztuka to przykład sztuki naiwnej zwanej też „art brut". Ten wlw herodekielkolipnicki „Nikifor" doczekał się uczczenia swej twórczości. Jego rzeźby, o czym marzył za życia, znalazły się w miejscowym kościele...

- Ta sztuka jest intrygująco brzydka – mówiła Żaneta Groborz – Mazanek, historyk sztuki, zapewniając równocześnie o jej wyjątkowości. – Ona może przerażać, fascynować. Te rzeźby są brzydkie i to jest ich wartością – podkreślała. Dodała, że mają w sobie wielką ekspansję, są sugestywne, a dzięki wielkiemu ładunkowi ekspresji docierają wprost do wnętrza człowieka. – Karol Wójciak był „szaleńcem Bożym", a sztuka jego jest sztuką sakralną, docieramy dzięki niej do archetypowych treści. To sztuka energetyzującą – zapewniała historyk sztuki.

Żaneta Groborz – Mazanek podkreśliła, że z całą stanowczością, chce zapewnić, że rzeźby „Heródka" mają większą wartość od tych, które są w wielkolipnickim kościele. Są one co prawda poprawnie i dokładnie wykonane, nie mają jednak tego ładunku, który niosą rzeźby „Heródka".

Uroczystości rozpoczęły się uroczystą mszą świętą. Po ołtarzem stanęły rzeźby Korola Wójciaka. Tak spełniło się pośmiertnie jego życiowe marzenie. Rzeźby ,w sumie całą kolekcję 32 sztuki, udostępniło Muzeum Etnograficzne im. Władysława Orkana w Rabce-Zdroju, 4 rzeźby udostępniło Muzeum Orawski Park Etnograficzny z Zubrzycy Górnej, 1 Muzeum Etnograficzne z Krakowa, 2 rzeźby prywatny właściciel z Kiczor, 1 Krystyna Osika i 2 – Majka Kubacka, aktorka z Krakowa i pomysłodawczyni jubileuszu.

A tuż po mszy świętej był czas na samodzielne kontemplowanie rzeźb i sztuki, podziwianie miejsc związanych z wielko lipnickim „Nikiforem". Po południu były posiady pełne wspomnień w gospodarstwie Państwa Smreczaków, którzy przygarnęli kiedyś „Heródka". Każdyz uczestników miał choć jeden krawat. Dlaczego? Krawaty, nawet po kilka naraz, nosił Karol Wójciak. Były one jego wizytówką.
Kim był Karol Wójciak zwany „Heródkiem?". Urodził się w 1892 roku, zmarł w 1971 roku. Jako artysta został odkryty w latach 60-tych XX wieku przez miłośników sztuki ludowej. Jego rzeźby trafiły nawet do Muzeum Etnograficznego w Warszawie.

„Heródek" był zwykłym pastuchem, którego miejscowi uważali za „głupka", miał bowiem problemy z mową, mówił bardzo niewyraźnie. To pewnie dlatego bardzo krótko chodził do szkoły, ledwie pisał i czytał. Uważano go też za bardzo dobrego człowieka, życzliwego i uczynnego. Dobrze grał na skrzypkach. Zapraszano go więc na wesela i chrzciny. Wpadał jednak w gniew, gdy niszczono jego rzeźby, którymi opiekował się jak ludźmi.

Wiele rzeźbił, mieszkając w stajni, która była jego pracownią. Rzeźbił zwierzęta, Pana Jezusa, Matkę Boską, świętych i anioły. Jego rzeźby są bardzo proste. Nie przywiązywał wagi do szczegółów postaci, czynił to tylko w przypadku twarzy. Jego rzeźby miały duże oczy i dłonie. Kolory rzeźb były podstawowe. Swe dzieła ustawiał Karol na łące. Dlaczego? Wierzył, że gdy zobaczą je ludzie staną się lepsi, będą pobożnie i godnie żyć...

Zawsze chciał by jego rzeźby stanęły w kościele. Spełniło się to za sprawą wielu ludzi. Główną pomysłodawczynią był jednak Majka Kubacka, aktorka z Krakowa, którą zafascynował wielko lipnicki „Nikifor". Wyjaśniła ona „Podhale Region", że przygotowywała ona spektakl, jako reżyser. Musiała wykonać pracę poznawczą. Tak spotykała się cały czas z jego marzeniami. – Chciał, aby te rzeźby były w kościele, ja chciałam, aby to jego marzenie się spełniło, bo on był tak dobrym człowiekiem, tak wiele robił dla ludzi – wyjaśnia Majka Kubacka.

.Galeria zdjęć z posiadów i wnętrza dawnego domu Smreczaków oraz kościoła - fot. Beata Szkaradzińska

Galeria zdjęć - fotoreportaż Bronka Kowalczyka.