DSC 0795

Od wielu lat towarzyszyły mieszkańcom, spoglądając z góry na toczące się w Białce życie. Po wielu perypetiach i kilku latach nieobecności pojawiły się znowu. Losy gniazda śledzili Białczanie, przecież bocian to dla nas symbol szczęścia i płodności. Moment, gdy spadło gniazdo, pamiętają chyba wszyscy.

 Ja wspominam, kiedy będąc dziećmi, wracaliśmy z kolegą z klasy ze szkoły na piechotę na Grapę i zadzieraliśmy do góry głowy, by podejrzeć co u nich słychać.

O bardziej szczegółową historię pytamy mieszkańca Białki – pana Jarosława Kowalczyka – nauczyciela i miłośnika przyrody:

Kiedy pierwszy raz przyleciały na starego modrzewia rosnącego w okolicach szkoły, trudno powiedzieć. Modrzew był prawie pozbawiony drobnych gałęzi, na szczycie miał kilka rozwidlonych grubych, konarów, które tworzyły wygodną podstawę dla gniazda. Na pewno były już w początkach lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy stanowiły atrakcję widokową dla dzieci czekających godzinami na towar, który w różnych porach dostarczany był do sklepu i znikał równie szybko jak się pojawiał. W tym wszystkim pamiętam bociany, które stoją na gnieździe i uczą swoje młode latać. Bocianki stojąc na krawędzi gniazda na dużej wysokości wyczyniają akrobacje i ćwiczą skrzydła przed pierwszym lotem. Zwykle było kilka młodych bocianków. A ich dom z roku na rok przyrastał. Jednocześnie ruch na drodze robił się coraz większy. Z okolicy drogi zniknęły gęsi, które straszyły dzieci wracające ze szkoły. Później zniknęły psy.

Bociany wydawały się niczym nie przejmować, budowały, sprzątały, znosiły jaja i opiekowały się młodymi. Otoczone życzliwością gospodarzy okolicznych domów nie martwiły się o przyszłość i ze spokojem towarzyszyły mieszkańcom Białki, patrolując spokojnym okiem okolicę. Wydawało się, że nie dostrzegają żadnych zmian.

Gniazdo było atrakcją dla turystów. Nieraz widać było samochody, z zagranicznymi numerami, które zatrzymywały się przy gnieździe i pasażerowie robili zdjęcia bocianom. Bo rzeczywiście była to atrakcja, było to najwyżej położone gniazdo bociana białego w Polsce.

Mijały lata, a bociany regularnie, zawsze początkiem kwietnia pojawiały w Białce. Przyzwyczaiły się do swego domu, do widoku na góry i chyba nawet przyzwyczajały się do coraz większego ruchu. Drzewo dobrze służyło bocianom, podpierało skutecznie ciężar gniazda, które urosło z czasem do niespotykanych rozmiarów. Lecz którejś nocy w czasie burzy i gwałtownego porywu wiatru gniazdo spadło i zginął cały przychówek bociani. Rodzicom bocianim nic się nie stało. Przygnieciony wielkim ciężarem zniszczony został dach budynku gospodarczego, który stał pod drzewem. Jeszcze tego samego roku strażacy postawili na drzewie platformę dla nowego gniazda. Stare bociany stały posępne całymi dniami na ruinach i nie próbowały go odbudować. Jesienią odleciały razem z innymi. Wzięły się do pracy dopiero w następnym sezonie lęgowym. Gniazdo rosło powoli z roku na rok, ale nigdy nie osiągnęło już poprzedniej wielkości. Zaczęły się zdarzać lata, że bocianom nie udało się wychować potomstwa lub zostało tylko jedno.

W ciągu 35 lat ruch na drodze zwiększył się wielokrotnie, ubyło miejsc do żerowania, pokarmu było coraz mniej, a woda w rzece straciła swój smak i przejrzystość. Bocianom było coraz trudniej. W końcu stało się najgorsze. Właśnie miały składać jaja, kiedy przyjechały pierwsze koparki i ciężarówki . Dziesięć metrów od ich domu powstawał supermarket. Pierwsza wyniosła się bocianica. W ciągu kilku tygodni była jeszcze kilka razy. Jej mąż pilnował gniazda do końca czerwca. Przez następne lata z gniazda korzystały tylko wróble i rosła w nim wysoka trawa.

Teraz jak co roku, bociany przelatywały nad Białką. Popatrzyły na puste ulice, wszędzie był spokój. Nawet ludzie zniknęli. Woda w rzece bardziej czysta, lepsza w smaku. Usiadły na gnieździe, zaczęły pierwsze porządki. Spieszyły się, wszak zajęły gniazdo później niż zwykle. To gniazdo zajmowały zwykle w pierwszych dniach kwietnia. W ogóle się nie zastanawiały nad zmianami, które nastąpiły. Nie wiedziały przecież, że to tylko chwilowy spokój i za niedługi czas drogą bez ustanku będzie jechał sznur samochodów.

Minęło kilkanaście dni odkąd przyleciały, ruch na drodze wzrasta z każdym dniem. Na razie są z nami. Jeżeli zostaną ktoś może w przyszłym roku założy w ich gnieździe kamerę i będzie można śledzić ich życie online? Już w kilkudziesięciu miejscach w Polsce są zamontowane w gniazdach bociana białego takie kamery. Te bociany też są wizytówką Białki. Jeżeli nie zostaną, to można spróbować pomóc im założyć gniazdo w innym miejscu w naszej miejscowości.

 

Gniazdo znajduje się przy głównej drodze Białki, niedaleko szkoły i po drugiej stronie drogi, poniżej domu Państwa Strzeleckich, gdzie wielu z nas jeszcze nie tak dawno robiło zakupy w sklepie u przemiłych właścicieli. To właśnie ich córka – pani Katarzyna Wójcik zamieściła na Facebooku radosną informację o pojawieniu się boćków.

Od lat dziecinnych ,od wiosny do połowy sierpnia mam taki widok z okna. Zagraniczni sąsiedzi nie tylko u wczasowiczów, ale i u tubylców wzbudzają ciepłe uczucia... Brakowało ich przez parę lat – mówi nam.

Z tym zgodzą się chyba wszyscy- tęskniliśmy. Bociany podobno budują domy tylko u dobrych ludzi. Może dlatego mamy do nich taką sympatię i nadzieję, że już z nami zostaną.