1ORAWA. Dawno, dawno temu Babia Góra była ulubionym miejscem spotkań zbójników. Gromadzili się tu z całego Podtatrza, by ukryć swe skarby w podziemnych piwnicach oznaczonych magicznymi znakami.

Legenda na Orawie o zbójnikach jest wciąż żywa. Mówi ona, że raz do roku w Niedzielę Palmową otchłanie Królowej Beskidów otwierają swe podwoje w czasie „Podniesienia" w wielkolipnickim kościele. Tak suszą się zbójnickie dukaty... Aby jednak wejść do środka ukrytego dawnego zbójnickiego świata, trzeba znać tajemne zaklęcia, w przeciwnym razie można pozostać tam na zawsze. Podobno zaklęcie to jeszcze do niedawna znali stary wolarze i bacowie. Teraz pewnie skrzętnie strzegą go ich następcy.
Zbójnickie skarby kusiły już niejednego śmiałka. Ludzie często ryzykując własnym życiem, jedynie z łuczywami wchodzili we wszystkie widoczne szczeliny dostojnej Królowej Beskidów i szukali zrabowanego przed wiekami złota. Nikomu nie udało się go jednak jeszcze wydobyć.23Do dziś wśród wielkolipniczan krąży legenda o pewniej żądnej złota kobiecie. W Niedzielę Palmową wraz z niemowlęciem udała się ona na Babią Górę i weszła w szczelinę, ta niespodziewanie zaczęła się zamykać. Kobieta uciekła. Niestety we wnętrzu zostało dziecko. Przez cały rok nieszczęsna czekała aż czeluście Góry ponownie się otworzą. Gdy tylko to się stało, wyrwała z nich żywe maleństwo i uciekła. Już nie chciała dukatów! Zrozumiała, że nie ma nic cenniejszego na świecie, niż własne dziecko.
Jak dziecko przetrwało rok samo? Legenda mówi, że maluszka przez rok karmili zaklęci rycerze, śpiący we wnętrzu Królowej Beskidów, podobnie, jak ci z Giewontu i czekający wciąż na czas interwencji. Ma do niej dojść, gdy Polska znajdzie się w potrzebie.
Inna legenda głosi, że to z Babiej Góry wprost na dziedziniec kościoła w Robczycach po słowackiej stronie Orawy prowadzi podziemny korytarz. To nim zbójnicy mieli wychodzić na swe łowy, a po nich z łupami zapadać się nagle we wnętrzu ziemi. Wejście do podziemnego chodnika po polskiej stronie ma być do dziś ukryte tuż nad kosówką, w pobliżu szczytu Diablika, pośród wielkich głazów w pobliżu granicy ze Słowacją. To tyle z legendy. Jest jednak rzeczywiście potwierdzone historycznie, że to tu na Orawie z dala od ludzkich siedzib zbierali się rzeczywiście zbójnicy. Dlaczego? Było im się tu znacznie łatwiej ukryć niż w Tatrach. Zresztą to już nie bajka, że do dziś można znaleźć wyryte na głazach i skałach Babiej Góry zbójnickie magiczne znaki. Jeden z nich jest np. w okolicach Markowych Szczawin. Miejsc jest jednak znacznie więcej. Kilka z nich odkrył Tomasz Nowalnicki, inżynier i wielki miłośnik Królowej Beskidów.
Warto pamiętać, że Lipnica Wielka wieżę kościelną, stojącej do dziś świątyni zawdzięcza nikomu innemu, jak ...zbójnikom. Podanie głosi, że w drugiej połowie XIX wieku na Babiej Górze mieszkał ostatni ze zbójników - Białoń. Pewnego razu miała mu zachorować „frajerka". Zdesperowany zszedł do wsi. Porwał proboszcza i zaprowadził do swej kobiety. Gdy ta na drugi dzień wyzdrowiała, z wdzięczności podarował księdzu „kotlik" (kocioł) dukatów. Ten przeznaczył złoto na kościelną wieżę. W Lipnicy Wielkiej do dziś krąży legenda o zbójniku Białoniu, który był tak szybki, że w ciągu jednej nocy miał docierać z Orawy do Krakowa i wracać do swej siedziby na Babiej Górze ze zrabowanym łupem. Zbój skończył tragicznie. Został powieszony na placu przy kościele w Lipnicy Wielkiej, tym samym przy którym jest wieża za jego dukaty. Do dziś w miejscu szubienicy naprzeciwko świątyni stoi kamienna figura Świętej Rodziny.