przewodnicy 640x428TATRY. W ostatnim czasie u stóp Giewontu rozgorzała dyskusja na temat obowiązku zatrudniania przewodnika m.in. przez zorganizowane grupy. Po zmianach w prawie opinię w tej sprawie wydało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Czy jednak jest tu nad czym dyskutować?

TPN wystąpił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o interpretację stanu prawnego dotyczącego obowiązku przewodnickiego. W odpowiedzi czytamy, że "(…) wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m. mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni". I sprawa jasna.

Dziwić jednak może fakt, że do podobnych wątpliwości w ogóle doszło. Bo góry są jak muzeum. Można iść do niego samemu i po omacku oglądać wystawione tam bezcenne skarby ludzkości. Tylko po co, skoro nic to nie da? Same tabliczki informacyjne są skąpe. Do pomocy można zaopatrzyć się w kolorowy przewodnik. Wtedy mamy pełniejszą informację i nie jest najgorzej. Ale nie poznamy tego co najważniejsze - duszy dzieła. Ani jego życia zawartego w anegdotach. Bo to, co bezcenne, żyje w człowieku - w tym przypadku pomocni są przewodnicy po muzeum.

Podobnie jest z Tatrami i górami w ogóle. Bezcenne skarby przyrody żyją i docierają do nas właśnie dzięki nim - przewodnikom. To za przyczyną ich opowieści, wiedzy i autorytetu, ci co ich słuchali w dzieciństwie na wycieczkach szkolnych, dziś górskie szlaki kochają. I w nie wracają.

Prawo mówi tylko o zorganizowanych grupach. Tak, teraz z usług przewodników korzystają głównie szkolne wycieczki. I zazwyczaj na tym niezwykła przygoda turysty polskiego przewodnikiem się kończy. A szkoda, bo kto jak nie on zna każdy kamień i drzewo? Kto jak nie on zafascynuje nas życiem danego zwierzaka lub choćby sosny? Skąd mamy się dowiedzieć, dlaczego u góry nie ma drzew? Telewizja i wydawnictwa nie opowiedzą z emocjami i zaangażowaniem gdzie bije serce danego szlaku, gdzie kryją się ciekawostki i za jakim krzakiem rodzi się nowa-stara legenda tatrzańska. Bo można zejść wszystkie górskie ścieżki i pięć razy, prowadzonym będąc li tylko za pomocą dokładnej mapy. Tylko czy wtedy Tatry poznamy, czy jedynie je oglądniemy?

Owszem, ludzie są samodzielni i pełni wiary w swoje siły a nawet wiedzę i doświadczenie. To budujące. Tylko czemu panikują, jak słyszą o niedźwiedziu, zamiast zatrudnić przewodnika, który wie, co robić i jak bez obaw przemierzać szlaki?

Przewodnicy górscy zawsze będą potrzebni, nie ma dwóch zdań. I chętnych do wycieczek też znajdą. Myślę jednak, że raz do roku, ten kto kocha góry, powinien się zastanowić, czy aby nie warto zwiedzać świat z ekspertem...