seba 2

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa Z Sebastianem Świerzbińskim 29 letnim wychowankiem Jagiellonii Białystok, który od tego sezonu reprezentuje barwy Wolskiego Lubania Maniowy.

Siedem kolejek przyszło Ci czekać na pierwsze trafienie dla klubu z Maniów. Doczekałeś się na ten moment w niedzielnym meczu z Bochnią i od razu był to gol na wagę zwycięstwa...
Oj powiem szczerze, że mocno mi ulżyło. Zeszło ze mnie ciśnienie bo samego już mnie to denerwowało. Przychodząc do Lubania miałem świadomość pokładanych we mnie nadziei. W końcu od ofensywnego zawodnika, który ma za sobą grę w mocniejszych ligach wymaga się przede wszystkim bramek. Sam czułem, że w jakiś sposób zawodzę. Najgorsze jest właśnie to, jak człowiek się zablokuje i czeka na ten przełomowy mecz. Ja mam nadzieję, że dla mnie był nim właśnie pojedynek z Bochnią.

Trener Marek Żołądź wielokrotnie podkreślał, że widzi w Tobie lidera zespołu, zawodnika, który ma za zadanie kierować zespołem nie tylko na boisku ale i poza nim...
Cieszę się, że trenera tak ocenia. Nie ukrywam, że chciałbym pełnić taką rolę. Sama pozycja środkowego pomocnika wymaga tego ode mnie. Staram się też mentalnie pomagać chłopakom zwłaszcza tym młodszym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ligą. Jakieś tam doświadczenie mam już za sobą i teraz staram się nim dzielić z innymi. A jak mi to wychodzi to już trzeba zapytać kolegów z zespołu.

Jak to się w ogóle stało, że wychowanek Jagielloni Białystok trafił na drugi kraniec Polski do klubu z Podhala?
Zakochałem się w góralce. Moja małżonka pochodzi z Nowego Targu, notabene w przeszłości uprawiała short-track. Po studiach postanowiliśmy, że właśnie tutaj ułożymy sobie życie. Już rok temu zacząłem rozglądać się za klubem gdzie w okolicy. Myślałem o którymś z krakowskich i podkrakowskich drużyn. Byłem też na jednym treningu Limanowej, ale tam wprost powiedzieli mi, że nie potrzebują zawodników na moją pozycję. Potem swoje kroki skierowałem do Lubania i tu już zostałem. Nie żałuję. Wszyscy bardzo fajnie mnie tutaj przejęli. Szybko wkomponowałem się w zespół i teraz wspólnie walczymy o jak najwyższe cele.

Piłka to całe Twoje życia. Jak wogóle zaczęła się Twoja przydogda z futbolem?
Wszystko zaczęło się w Szkole Podstawowej. Wówczas trenerzy Jagiellonii jeździli po całym Białymstoku i w danym roczniku wybierali najzdolniejszych ich zdaniem chłopaków. A Szkół Podstawowych w tym mieście było ponad 40 a każdy rocznik liczył po 10 klas. Konkurencja była więc olbrzymia. Ja miałem to szczęście, że znalazłem się w tej grupie wyselekcjonowanych. Potem przez rok ta grupa się zwężała, aż został nas 25 którzy stworzyli klasę sportową. I tak razem trzymaliśmy się przed kilka dobrych lat.

W 2000 roku byłeś w zespole, który sięgnął po tytuł Mistrza Polski juniorów młodszych...
To było niesamowite wydarzenie. Sięgnęliśmy po mistrzostwo a przed turniejem niewielu na nas stawiało. To był nas pierwszy tak prestiżowy turniej. Po drodze wygraliśmy makroregion eliminując wiele mocnych drużyn z okolic Warszawy, Olsztyna czy Suwałk. W turnieju finałowym zaczęliśmy od remisu w grupie z Bałtykiem Gdynia, potem wygraliśmy z Parasolem Wrocław i Orłem Łódź. W tych dwóch ostatnich meczach udało mi się wpisać na listę strzelców. Grupę wygraliśmy dzięki lepszej różnicy bramek. Awansowaliśmy do finału i w nim zmierzyliśmy się z krakowską Wisłą. Na nasze szczęście bracia Brożkowie wówczas już byli na tyle dobrzy, że występowali w starszym roczniku. Udało się nam wygrać 1:0 po bramce zdobytej z rzutu karnego.

W pierwszej drużynie Jagielonii zadebiutowałeś pod okiem trenera Adama Nawałki. Na zapleczu ekstraklasy gdzie wówczas występował klub z Białegostoku dane było Ci jednak zaliczyć jedynie cztery występy...
Trenera Nawałkę zawszę będę wspominał bardzo miło. Jestem mu wdzięczny, że dał mi szansę gry w pierwszym zespole. Pamiętam swoje cztery minuty przeciwko Zagłębiu Sosnowiec. Wywalczyłem nawet rzut rożny po którym ponad 6 tysięcy widzów biło mi brawa. Dla młodego człowieka było to wielkie przeżycie. Nie do końca jednak swoją szansę wykorzystałem i sam na siebie czasem jestem zły. Zabrakło mi przede wszystkim pewności siebie. Nie potrafiłem pod presją sprzedać tego co umiałem. Inna sprawa, że wówczas Jagiellonia była w trakcie budowy zespołu na ekstraklasę i stąd rywalizacja o miejsce była olbrzymia.

Zanim trafiłeś do Lubania po drodze było jeszcze kilka innych drugo i trzecioligowych drużyn...
Po Jagiellonii był piąto ligowy Klub Piłkarski Michałowo i historyczny awans z tą drużyną do IV ligi. To było naprawdę duże wydarzenie dla tego klubu. Po pół roku gry na boiskach IV ligi przeszedłem do trzecioligowej Warmii Grajewo. Tam w drugim sezonie zaliczyłem 12 trafień i to zaowocowało transferem do Wigier Suwałki, których działacze postanowili mnie wykupić. Tam z kolei grałem przez trzy i pół sezonu. Ciężko było się zaaklimatyzować a wymagania wobec mnie były spore. Wtedy już jednak byłem nieco innym graczem, bardziej kreatywnym i już nie tak pazernym na bramki jak wcześniej. W drugim sezonie gry w Suwałkach już na dobre przekwalifikowałem się z napastnika na pomocnika i tak zostało mi do dzisiaj. Potem była jeszcze krótka przygoda w Romincie Gołdap, no i od tego sezonu jestem już w Lubaniu.

Spotkałeś na swojej drodze wielu trenerów, którego wspominasz najmilej?
W głowie utkwił mi jeden jedyny trening z Wojciechem Łazarkiem. Miałem wówczas zaledwie 16 lat i już wtedy to był prawdziwy autorytet trenerski, którego wcześniej znałem jedynie z opowieści. Kiedy spotkałem go na żywo, potwierdziło się to co o nim słyszałem, że jest człowiekiem z olbrzymim poczuciem humoru, ale jednocześnie surowym jeżeli chodzi o dyscyplinę. Piłkarsko najwięcej zawdzięczam jak już wspomniałem trenerowi Nawałce. Nie mogę też zapominać o moim pierwszym trenerze, który mnie wychował na piłkarza Januszu Walczaku. Mile wspominam też współpracę z Ryszardem Karalusem. To trener, który wychował wielu polskich piłkarzy o których potem było głośno jak Tomek Frankowski, Daniel Bogusz, Marek Citko czy Tomek Łapiński. Był jeszcze Zbigniew Kaczmarczyk, który właśnie przekwalifikował mnie z napastnika na pomocnika . Generalnie od każdego trenera z którym przyszło mi pracować czegoś się nauczyłem i kiedyś będę to chciał wykorzystać bo nie ukrywam, że w przyszłości myślę o pracy w roli szkoleniowca.

Jak odnajdujesz się w lidze na południu Polski. Dostrzegasz jakieś różnice w porównaniu z piłką, którą spotykałeś się na Podlasiu?
Na pewno jest trochę różnic. Co mi się rzuciło po tych siedmiu kolejkach gry w III lidze z Lubaniem to to, że drużyny są tutaj bardzo wyrównane. Każdy z każdym może wygrać i jadąc na mecz nie wiesz naprawdę czego się spodziewać po przeciwniku. Wygrywasz mecz na boisku lidera by po kilku dniach męczyć się na swoim stadionie z beniaminkiem. Czego nie można odmówić tutejszym drużynom to pewno charakteru. Doskonałym tego przykładem jest Lubań. Tutaj przed każdym spotkaniem wyczuwa się bojową atmosferę. Poza tym mecze są siłowe, ale potrafiące już wiele pod względem wyszkolenia taktycznego. Widać, że tutaj trenerzy stawiają głównie na grę w defensywie.

Oprócz występów Lubaniu zajmujesz się też pracą z dziećmi w Nowotarskim Klubie Piłkarskim Podhale...
Zgadza się. Mam już swoją grupę trampkarzy młodszych i już wspólnie osiągnęliśmy pierwszy sukces remisując 2:2 z Huraganem Waksmund. To był pierwszy punkt tych chłopców od ponad roku kiedy zaczęli grę w lidze. Cieszę się, że swoją wiedzę mogę przekazać najmłodszym adeptom piłki nożnej. O pracy z seniorami na razie nie myślę, choć w przyszłości nie wykluczam, że na poważnie zajmę się pracą trenera

Rozmawiał Maciej Zubek