szukiimati

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Mateuszem Szukałą, bramkarzem NKP Podhale Nowy Targ, jedną z najjaśniejszych postaci sobotniego meczu w Rzeszowie.

Jakie uczucia towarzyszą wam zaraz po meczu?

- Ciężko cokolwiek powiedzieć tak na gorąco. Emocje jeszcze buzują w człowieku. Na pewno czujemy żal, smutek, niedosyt, ale też nienawiść do samych siebie. Może można było w tym meczu zrobić coś więcej, dać jeszcze więcej z siebie. Teraz jednak to już gdybanie. Trzeba przełknąć tę gorzką pigułę i żyć dalej.

A jak oceniłbyś przebieg meczu ?

- Nie było w nim raczej nic zaskakującego. Spodziewaliśmy się, że Stal, grając z „nożem na gardle”, wyjdzie na nas bardzo mocno i tak też było. Pierwsze pół godziny było bardzo trudne. Pogubiliśmy się w ustawieniu, rywal to wykorzystał, zdobył dwa gole i zrobiło się nieciekawie. Ta końcówka pierwszej połowy, gol zdobyty do szatni podniósł nas na duchu, dodał wiary w siebie i to przełożyło się na poprawę gry. W przerwie w szatni powiedzieliśmy sobie, że wszystko jest jeszcze otwarte. Wyszliśmy na drugą połowę bardzo zmotywowani i już zdecydowanie lepiej wyglądaliśmy. Zabrakło tylko tej jednej bramki .

To był też mecz w którym jednym z kluczowych elementów były stałe fragmenty gry. Wiedzieliście, że to bardzo mocna broń Stali, a mimo to nie udało się uniknąć straty gola właśnie w taki sposób…

- Zgadza się. Bardzo dokładnie analizowaliśmy Stal. Świetnie biją te rzutu rożne czy rzuty wolne. I ten mecz to potwierdził. Nieźle się broniliśmy, ale w tej jednej sytuacji udało się im nam zaskoczyć. Jeden błąd w ustawieniu, brak asekuracji i stało się.

Masz do siebie pretensje o stracone gole? 

- Zawsze można było zrobić coś lepiej. Czasem ułamki sekund decydują, że zrobiło się coś źle. Na pewno będę analizował te sytuacje z trenerem Mateuszem Wójcikiem, z którym przez cały sezon wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Najważniejsze by wyciągać wnioski i nie powielać błędów w przyszłości.

W doliczonym czasie gry, przy rzucie rożnym dla was wbiegłeś w pole karne. Tam zrobiło się spore zamieszanie. Część z Twoich kolegów domagała się rzutu karnego za zagranie piłki ręką przez jednego z zawodników Stali..

- Nie wiem, nie chcę tego oceniać bo nie widziałem. Poza tym nawet jak byłą ręka to co to teraz zmieni. Czasu nie cofniemy, decyzji sędziego nie zmienimy.

Sezon kończycie jednak z podniesionymi głowami. Przed jego rozpoczęciem nikt nie zakładał, że Podhale w ostatnim meczu sezonu bić się będzie o awans..

- Na pewno z jednej strony jesteśmy zawiedzeni tym drugim miejscem, bo był tak blisko by wygrać ligę i teraz cieszyć się z awansu. Z drugiej jednak strony to był bardzo dobry sezon w naszym wykonaniu. Pokazaliśmy się z super strony jako drużyna. W każdym meczu walczyliśmy na sto procent. Było kilka trudnych momentów, ale przezwyciężyliśmy je. Szkoda, że nie udało się tego uwiecznić awansem, ale jak nie teraz to może za rok.

Stal twoim zdaniem w pełni zasłużyła na awans?

- Myślę, że w takim samym stopniu jak my. Zresztą pokazuje to punktacja w tabeli. Najsprawiedliwiej byłoby gdyby obie drużyny awansowały, ale regulamin na to nie zezwala. Na papierze może i byli mocniejsi, ale z perspektywy całego sezonu, na boisku nie byliśmy od nich gorsi

Jak zapatrujesz się na przyszłość swoją i tej drużyny ?

- Za wcześnie żeby coś mówić w tym temacie. Niektórym z nas kończą się kontrakty z Podhalem. Mamy mieć spotkanie z zarządem. Będziemy rozmawiać. Na pewno szkoda byłoby gdyby ta drużyna się rozpadła. Ten sezon pokazał że jest w niej olbrzymi potencjał. To na pewno nie był przypadek, że do ostatniej kolejki walczyliśmy o awans.

Rozmawiał w Rzeszowie Maciej Zubek