Szymek

Piłka nożna. Rozmowa z 33 krotnym reprezentantem Polski, uczestnikiem Ligi Mistrzów i czterokrotnym Mistrzem Polski w barwach Wisły Kraków, a dziś zawodnikiem LKS Szaflary.

Trochę to zajęło, ale Darek Baboń wreszcie przekonał pana do gry w klubie z Szaflar…

- Troszkę okoliczności się zmieniły. Wcześniej nie było na to czasu. Teraz zamieszkałem w Zakopanem. Pomagam tutaj Darkowi rozkręcić Szkółkę Piłkarską Futbol Familly. Sam mam już od ponad 11 lat podobną szkółkę w Krakowie, więc chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. A przy okazji postanowiłem, że dla zdrowia, pobiegam jeszcze trochę po boisku.

Efektownie się pan przywitał z kibicami Szaflar. Gol z rzutu wolnego jak za najlepszych pana czasów…

- W springach lepsze strzelałem. Bardziej kręciłem po krótkim. Coś tam jeszcze zostało z piłkarza. Ze stojącej piłki zawsze łatwiej.

Widać było jednak, że ostrzejszych starć pan unika…

- Wkrótce skończę 44 lata, więc nie ma co się szarpać. Gram już tylko dla zdrowotności i dla zabawy.

Były momenty jednak, że się pan mocno irytował na kolegów z zespołu…

- Gdzieś ta adrenalina zawsze jest. Pod wpływem emocji zawsze coś się krzyknie. Po końcowym gwizdku, w szatni już mi przechodzi. Trudno wymagać coś od chłopaków, którzy o 15 kończą pracę, a o 17 grają mecz.

Starał się też pan dużo podpowiadać..

- Zawsze dużo gadałem na boisku.. To się nie zmieniło. Jak jest okazja to staram się coś podpowiedzieć. 

Oprócz gola była i pierwsza żółta kartka, za krytykę sędziego…

- No tak. Był mały zgrzyt, ale już po meczu na spokojnie sobie porozmawialiśmy i co było, to minęło.

A jak pan oceni samo spotkanie?

- Fantazja dominuje. Równie dobrze ten mecz mógł się zakończyć wynikiem 12:6. Na pewno jest inne myślenie niż w wyższej klasie. Trzeba było szybko zejść na ziemię.

Rozmawiał Maciej Zubek