aaaadutka

HOKEJ. Rozmowa z Rafałem Dutką, nowotarżaninem, reprezentantem Polski, o szansach biało-czerwonych w rozpoczynających się w niedzielę na Ukrainie Mistrzostwach Świata grupy B Dywizji I.

Oblaliście próbę generalną przed mistrzostwami. Dwie porażki poniesione na turnieju na Węgrzech z gospodarzami (2:4) i reprezentacją Japonii (2:5) nie nastrajają optymistycznie przed mistrzostwami...

- Na pewno szkoda tych przegranych, ale ja nie dopatrywałbym się w nich jakiegoś głębszego dna i nie sądzę, żeby one miały jakieś znaczenie w kontekście mistrzostw. Mentalnie i fizycznie jesteśmy dobrze przygotowani. Na Węgrzech nie poszło nam. Oba mecze nam nie wyszły, ale może to dobrze, że stało się to w meczach towarzyskich, a nie mistrzowskich. Jestem przekonany, że na Ukrainie już nasza gra będzie zupełnie inaczej wyglądała.

Gdzie leżały przyczyn porażek z Węgrami i Japonią?

- Myślę, że przede wszystkim w naszym podejściu. Nie było w naszej grze charyzmy, agresji. Brakowało sportowej złości. Zwłaszcza drugie tercje przespaliśmy i to one decydowały w głównej mierze o losach obu tych meczów. Próbowaliśmy gonić wynik w ostatnich tercjach. W nich już nasza gra była dużo lepsza, ale na odwrócenie wyniku już czasu zabrakło. To dla nas nauczka. W meczach mistrzostw świata nie ma możliwości abyśmy sobie pozwalali na choćby chwilę dekoncentracji.

Trener Zacharkin miał do was sporo uwag?

- Miał pretensję właśnie o zaangażowanie. On zawsze powtarza, że nie wynik jest dla niego najważniejszy, tylko to czy zawodnik zostawia serce na lodzie i gra na 100 procent. I tego od nas wymaga. Na pewno dla niego też była to okazja do tego aby przyjrzeć się wszystkim kadrowiczom i wybrać tych 22 najlepszych zawodników.

Brak awansu w mistrzostwach będzie porażką polskiego hokeja?

- Nie da się ukryć, że przyświeca nam tylko jeden cel. Nie stawiamy sobie żadnego planu minimum. Tylko pierwsze miejsce i wywalczony awans w pełni nas usatysfakcjonuje. Chcemy to zrobić dla siebie samych, dla kibiców i dla polskiego hokeja. Aby coś zaczęło się wreszcie dziać w tej dyscyplinie w naszym kraju potrzeba sukcesu reprezentacji. Jeżeli my nie udowodnimy swoją postawą i wynikami, że warto w ten sport inwestować to raczej nie widzę innych szans na to aby ten hokej ruszył do przodu. Pracują z nami światowej klasy trenerzy i byłby wielki żal, gdybyśmy tego nie wykorzystali i nie obrócili w sukces.

Ukraina i Polska są uznawani za faworytów mistrzostw. Z gospodarzami zagracie jednak dopiero w ostatnim meczu turnieju. Aby zachować realne szansę na walkę trzeba jednak wcześniej rozprawić się kolejno z Litwą, Rumunią, Holandią i Estonią...

- I na tym musimy się na razie koncentrować. O Ukrainie będziemy myśleć po meczu z Estonią. Każdy mecz będzie istotny i trudny. Poziom hokeja bardzo się wyrównał. W dodatku to jest turniej, a w nim zawsze są niespodzianki. Dlatego musimy myśleć, analizować i przewidywać mecz po meczu. Stawiać krok po kroku na drodze po awans.

Gospodarze są w waszym zasięgu?

- Myślę, że tak. Zresztą ograliśmy ich na turnieju EIHC w Rumunii, czym daliśmy sygnał, że wcale nie jesteśmy bez szans. Jeżeli zagramy przez pełne 60 minut na równym poziomie i będziemy realizować założenia trenera to jestem przekonany, że możemy skutecznie powalczyć z Ukraińcami nawet na ich terenie.

Na zgrupowaniu w Tychach przed mistrzostwami trener Zacharkin was nie oszczędzał...

- Zgadza się. Mecze na Węgrzech były tak naprawdę też po to aby w jakimś stopniu odpocząć, zregenerować się. Przelaliśmy na treningach olbrzymią ilość litrów potu. Przerzuciliśmy tony żelastwa na siłowni. Nikt jednak nie narzekał, bo każdy z nas wie w jakim to było celu. Zmęczenie było olbrzymie, ale trener powtarzał za każdym razem, że im więcej pracy wykonamy na treningu tym łatwiej będzie nam w meczach. On zresztą doskonale wie co robi. Zaufaliśmy mu i wierzymy, że apogeum naszej formy przyjdzie w najważniejszym momencie. Po sobie samym widzę, że siła, dynamika i świeżość już zaczyna wracać.


Rozmawiał Maciej Zubek

Fot. Tadeusz Bącal