aaa zapalaa

HOKEJ. Rozmowa z wychowankiem Podhala Nowy Targ, reprezentantem Polski Krzysztofem Zapałą, o zakończonych Mistrzostwach Świata Dywizji I grupy B na Ukrainie, w których Polacy zajęli drugie miejsce.

Były duże nadzieję, a po raz kolejny skończyło się na rozczarowaniu. Porażka z gospodarzami w ostatnim meczu turnieju zadecydował, że to nie My, a Ukraińcy cieszyli się z awansu...

- Na pewno wiązaliśmy duże nadzieję z tymi mistrzostwami. Każdy chciał tego awansu. Byliśmy mocno zmobilizowani i zmotywowani. Znów jednak przychodzi nam przełknąć gorzką pigułę. Rozczarowanie jest tym większe, że naprawdę zabrakło bardzo niewiele. Bardzo dobra w naszym wykonaniu pierwsza tercja tego decydującego meczu z gospodarzami, jeszcze mocniej rozbudziła nasze apetyty. Niestety mecz trwa nie 20 a 60 minut. O tym chyba niektórzy z nas zapomnieli.

Czyli pozostaje zgodzić się z trenerem Igorem Zacharkinem, który przyczynę porażki upatruje w kwestii mentalnej. Twierdzi, że psychicznie nie udźwignęliście ciężaru tego spotkania...

- Ciężko się nie zgodzić. Nie uważam, jednak, że przestraszyliśmy się szansy, która się pojawiła. Wręcz przeciwnie. W moim przekonaniu po tej pierwszej tercji, wkradło się w nasze szeregi rozluźnienie, za szybko uwierzyliśmy w to, że jest już po meczu. Niestety to są nawyki ze słabej polskiej ligi, gdzie prowadząc różnicą dwóch bramek, raczej meczu się nie przegrywa. Zawsze jakoś to prowadzenie dociągnie się do końcowej syreny. Ukraińcy brutalnie to zweryfikowali. Przy ich pierwszej bramce, zanim przedostali się pod naszą bramkę, powinniśmy co najmniej trzy razy przerwać ich akcję. Po chwili wychodzi następna formacja na lód i traci gola na 2:2. W 18 sekund pozwoliliśmy Ukraińcom wrócić do gry. To jest karygodne na takim poziomie.

Kolejny kluczowy moment to początek trzeciej tercji i już w 38 sekundzie stracony czwarty gol...

- Znów zabrakło koncentracji. To my mieliśmy zaatakować od początku tej części gry i szybko zdobyć gola wyrównującego. Niestety wydarzenia na lodzie potoczyły się na odwrót. Tym razem jednak Ukraińcom dopisało trochę szczęścia, po krążek podbił się na kiju tuż przed bramką. Próbowaliśmy jeszcze coś zdziałać, udało się złapać kontakt, ale potem już Ukraińcy już umiejętnie się bronili.

Przyczepić się też można do gry w liczebnej przewadze. Zwłaszcza w pierwszej tercji mieliście ku temu okazję, aby zdobyć gola numer trzy i odebrać resztki nadziei gospodarzom...

- Można gdybać. Jakby się udało podwyższyć na 3:0 to już Ukraińcom byłoby szalenie ciężko odwrócić losy meczu. Była szansa na to. Niewiele zabrakło zwłaszcza Tomkowi Malasińskiego, który tuż przed bramką nie trafił w krążek. Trzeba jednak przyznać, że Ukraińcy grali w momentach liczebnych osłabień bardzo agresywnie, co znacznie utrudniało nam rozgrywanie krążka.

Ukraińcy po raz drugi w ciągu kilku miesięcy okazali się lepsi w turnieju o dużą stawkę. W listopadzie wyeliminowali was z walki o Igrzyska Olimpijskie, zwyciężając wówczas 5:1. Jakby Pan porównał te mecze?

- Na pewno teraz zagraliśmy dużo lepsze spotkanie. Co prawda w Ukrainie brakowało kilku zawodników z tego meczu w listopadzie, ale analizując naszą grę to uważam, że zrobiliśmy spory postęp. Wtedy byliśmy zdecydowanie słabszym zespołem, ustępowaliśmy Ukraińcom we wszystkim. Tym razem przez większość meczu byliśmy równorzędnym przeciwnikiem, a były i momenty kiedy to do nas należała inicjatywa. Niestety detale zadecydowały, że i tym razem to Ukraińcy byli górą.

Można więc mimo niepowodzenia w postaci braku awansu, być optymistą co do przyszłości naszej reprezentacji?

- Myślę, że tak. Małymi kroczkami, ale idziemy do przodu. Widać, że nasza gra już nabrała tempa i szybkości. Organizacja naszej gry zdecydowanie uległa poprawie. Gra w liczebnej przewadze patrząc przez pryzmat całego turnieju, a nie tego jednego meczu z Ukrainą, też zaczęła nam wychodzić. Także w moim odczuciu możemy być optymistami, choć bardzo ostrożnymi. Ogrom pracy przed nami. Oczywiście każdy by sobie życzył aby ten rozwój i postęp nastąpił jak najszybciej, ale to raczej długofalowy proces.

Trener Zachrakin powinien dalej pracować z reprezentacją?

- Jak najbardziej. To on napędza tą reprezentacje. Jak mało kto potrafi zmobilizować do ciężkiej pracy, która co najważniejsze daje efekty. Jestem wręcz zdania, że powinien mieć jeszcze większy wpływ na rozwój hokeja w naszym kraju.

Jak to rozumieć?

- Przede wszystkim powinien mieć wpływ na szkolenie młodzieży, a przede wszystkim na to co dzieje się w klubach. Dziś jest spora różnica między sposobem treningów i przygotowań w klubie, a w reprezentacji. Jadąc na kadrę czujemy się w 100 procentach profesjonalistami, nasze głowy nakierowane są tylko i wyłącznie na ciężkie treningi. To trzeba przełożyć na pracę w klubie. Skoro w reprezentacji zdecydowaliśmy się na rosyjską myśl szkoleniową, to i w klubach powinna być jej kontynuacja. Nie chodzi o to aby w każdym klubie zatrudniano trenerów zza wschodu, tylko o to, aby to nad czym pracujemy w reprezentacji pokrywało się przynajmniej w jakimś stopniu z tym z czym spotykamy się w klubie.

Za rok będzie łatwiej awansować? W gronie przeciwników zabraknie już tak klasowej drużyny jak Ukraina. Holandia, Rumunia, Litwa, beniaminek Chorwacja i spadkowicz Wielka Brytania wydają się być w waszym zasięgu...

- Nie wiem czy będzie łatwiej niż teraz. Te mistrzostwa pokazały, że każda reprezentacja czyni postępy i idzie do przodu. To jest sport. Nie ma więc sensu zbytnio przewidywać i analizować. Trzeba solidnie przepracować ten rok, by w kolejnych mistrzostwach być jeszcze lepszym zespołem niż byliśmy na Ukrainie.

Rozmawiał Maciej Zubek

Fot. Marcin Zapała/mzapala.com