g 6

HOKEJ. Były zawodnik „Szarotek”, który był w mistrzowskiej drużynie w 2010 roku jest zdeterminowany by „postawić na nogi” nowotarski hokej. Chce zacząć od zera, a za 10 lat zbierać pierwsze „owoce” swojej pracy. Nie wyklucza powołania do życia nowego klubu.

- 21 lat grałem w hokeja. Zresztą grał w niego go też mój tata, wujek, kuzyni teraz gra mój syn. Wiem jak on smakuje. Znam go od podszewki. Po zakończeniu kariery stałem z boku i przyglądałem się jak ten nasz rodzimy hokej funkcjonuje. I niestety z roku na rok jest tylko gorzej. Zresztą pokazują to wyniki. Szczególnie w grupach młodzieżowych pozycja nowotarskiego hokeja została sprowadzona do parteru. To nie do pomyślenia. Uznałem, że dosyć mam biernego patrzenia na to wszystko. Czara goryczy się przelała, scyzoryk w kieszeni się otworzył. Postanowiłem działać. Mam swój plan i pomysł na to by odbudować nowotarski hokej. Zaczynam od zera, ale na moich zasadach – podkreśla 32 letni Iskrzycki.

Z obecnym zarządem MMKS Podhale nie jest mu po drodze, dlatego jest gotowy by powołać do życia nowy klub hokejowy w mieście. Nie chce czekać do końca kadencji obecnych władz.

- Szkoda tracić czasu. To tyko może pogorszyć sytuację. Żebyś my się dobrze zrozumieli. Ja nie chcę być konkurencją. Nie chce być grabarzem innego klubu. Chcę po prostu stworzyć alternatywę. Stworzyć nowy, atrakcyjny produkt i dać możliwość wyboru. Tak dzisiaj działa każda branża na świecie. I właśnie do hokeja trzeba podejść biznesowo. Oczywiście łatwiej byłoby działać pod marką Podhala, ale nic na siłę. Nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą, szczególnie że nasze pojmowanie hokeja totalnie się różni – zaznacza.

Swój pomysł na stworzenie i funkcjonowanie klubu przelał na papier. Autorski, szczegółowy biznes plan liczy sobie już około 80 stron .

- Z każdym kolejnym dniem przybywa kolejna strona. Co chwilę wpadają mi do głowy nowe pomysły. Mam ich milion. Podparte są one własnymi doświadczeniami ale też podpowiedziami i sugestiami innych osób, mocno związanych z hokejem, nie tylko nowotarskim. Zresztą niektórym z nich zaproponowałem funkcje w zarządzie. Nie chcę na ten moment zdradzać nazwisk. Przyjdzie na to czas. Projekt jest autorski, ale dopasowany do europejskich standardów. Widziałem jak funkcjonują kluby w Szwecji, Czechach, Słowacji czy Szwajcarii. Z każdego coś zaczerpnąłem – mówi Iskrzycki, który swój biznesplan przedłożył m.in. burmistrzowi miasta Grzegorzowi Watysze – Rozmawialiśmy kilka godzin. Burmistrz bardzo przychylnie podszedł do mojego pomysłu. Rola miasta w moim projekcie jest bardzo istotna. I nie mówię tylko o kwestiach finansowych. W moim zamyślę klub ma funkcjonować za finanse zdobyte od sponsorów. Mam już zebraną pewną sumę pieniędzy, która pozwoli wystartować – podkreśla Iskrzycki i zaznacza, że sił i samozaparcia na pewno mu nie zabraknie: - Jeszcze prę lat temu pewne bym się tego nie podjął. Byłem człowiekiem totalnie pozbawionym pewności siebie. Skrytym i przestraszonym. Wiele rzeczy miało na to wpływ. Pomogła mi psychologia, którą zresztą studiuję. Poznałem jej tajemnicę i dzięki temu mój charakter zmienił się o 180 stopni. Dzisiaj jestem trenerem mentalnym. Pomagam innym. Wiem czego chcę i będę do tego dążył bez względu na wszystko – przekonuje.

Iskrzycki jest już inicjatorem akcji „Pomoc młodym Szarotkom”, której myślą przewodnią jest pomoc zawodnikom z najuboższych rodzin. - To zaprzeczenie teorii, że hokej jest tylko dla bogatych. Historia dowiodła, że wielu znakomitych zawodników wychowało się w rodzinach, w których się nie przelewało. Ktoś im po prostu podał rękę, pomógł. Ja chcę robić to samo – kończy Iskrzycki.

WSPIERAJ MŁODE SZAROTKI