kp2

KOSZYKÓWKA. 23-letnia zawodniczka z Nowego Targu opowiada nam o swojej dotychczasowej karierze i zdradza nam swoje marzenia związane ze sportem, ale nie tylko.

Za Tobą bardzo trudne miesiące. Transfer do Ślęzy Wrocław – klubu w wyrobionej już marce w polskiej żeńskiej koszykówce – miał być momentem przełomowym w Twojej karierze. Teraz z perspektywy czasu można chyba stwierdzić, że takim nie był…

- I tak, i nie. Wiedziałam ze idę tam walczyć, wiedziałam że to będzie bardziej treningowy sezon i tak też był. Mocny zespół, klub z tradycjami. Chcieliśmy skończyć sezon na jak najwyższym miejscu . Dużo zawodniczek się zmieniało w trakcie sezonu . Ja i Patrycja Klatt jako młode zawodniczki czerpałyśmy lekcje z każdego treningu, walczyłyśmy z innymi dziewczynami, a na resztę decyzji wpływu nie miałyśmy. Trzeba było zacisnąć zęby, pracować i łapać wiedzę od trenera, który jest jednym z bardziej szanowanych w Polsce.

Żałujesz decyzji o przenosinach do Wrocławia?

- Latem miałam kilka opcji. Priorytetem był wyjazd za granicę. Był on w pewnym momencie dopięty w 90 procentach. Będąc w lipcu z reprezentacją na turniejach w Chinach, dowiedziałam się ze nagle nic z tego nie wyjdzie. Agent milczał. Została więc gonitwa za tym, żeby gdziekolwiek znaleźć klub. Nie było to łatwe, bo wszystkie pierwszoligowe kluby miały już domknięte składy. Zdecydowałam, że jak mam zostać w Polsce to przynajmniej na najwyższym poziomie,  po to by jak najwięcej wyciągnąć z sezonu. Padło na Ślęzę. Pojechałam tam na „tryout”. Miałam jeszcze jedna ofertę wartą rozważenia, ale w momencie w którym klub z Wrocławia zaproponowała mi kontrakt, postanowiłam wybrać właśnie to miejsce. Nie ma sensu teraz gdybać. To był dobry klub, cudowni kibice, wysoki poziom koszykówki. Poznałam wiele wartościowych osób, więc na pewno nie mam czego żałować.

Statystycznie wygląda to tak: 5 spotkań, 17 minut na parkiecie i 3 punkty . Domyślam się, że te liczby nie zaspakajają Twoich ambicji?

- Ani trochę, ale nic nie mogę zrobić. Ode mnie zależy ile daję od siebie, jak pracuję i co mam w głowie. A to czy zostanie to wykorzystane przez trenera jak, kiedy i czy w ogóle, to już decyzje na które ja nie mam żadnego wpływu.

Dobrze „czytam między wierszami”, że w nowym sezonie już nie zobaczymy Cię w barwach Ślęzy?

- Sytuacja jaka jest teraz na świecie sprawia, że nikt nie wie tak naprawdę na czym stoi. Z doniesień medialnych wiem, że Ślęza raczej nie zgłosi się do rozgrywek w przyszłym sezonie. Ja miałam kontrakt na jeden sezon. Teraz jestem wolną zawodniczką. Mam nowego agenta i wspólnie rozglądamy się za nowym miejscem, w  którym przede wszystkim odżyję psychicznie, co pozwoli wrócić mi na właściwe tory.

Chcesz zostać na najwyższym szczeblu rozgrywek?

- Nie wiem jakie pojawia się propozycje. Marzeniem jest granie za granica. Dążę do tego. Mój agent jest Włochem, więc myślę, że łatwiej będzie teraz otwierać drzwi na międzynarodowym rynku . Gdybym jednak miała zostać w Polsce to na 80 procent wolałabym grać w pierwszej lidze . Chcę sprawdzić jak dużo wyniosłam z tego sezonu i ile jestem w stanie przełożyć z tego na boisko.

Wspomniałaś o wyjeździe z reprezentacją Polski do Chin. Opowiedz coś o tym. Wtedy tam jeszcze nikt o koronawirusie nie słyszał…

- Tak, wtedy jeszcze było tam bardzo spokojnie. To była najpiękniejsza przygoda mojego życia. Grałyśmy dwa turnieje, miałyśmy też czas dla siebie. Nigdy w życiu nie miałam tak cudownej i zgranej ekipy dziewczyn. Całkiem inna bajka. Walczyłyśmy z zespołami z Chin, Korei i był jeszcze zespół z Węgier. Super było zmierzyć się zawodniczkami prezentującymi całkiem inny styl gry niż Europejki, a Polki to już w ogóle . To były naprawdę dwa najlepsze tygodnie życia koszykarskie jak i te prywatne. Grałyśmy mecze do 12, 1 w nocy, a hale były pełne były tysiące ludzi żyjących koszykówką. Oczywiście zachwyt Polkami był przeogromny, szkoda, że tylko ze względu na urodę (śmiech)

kp1

Chiny zrobiły na Tobie wrażenie?

- Na pewno pod względem infrastruktury i nieziemskich widoków. Miałyśmy okazje wejść na Chiński mur i to z pewnością zapamiętam do końca życia. Wszystko mi imponowało, no może poza żabami, węgorzami
i innymi zwierzętami w sklepach spożywczych. No i nie zjadłam chińskiego jedzenia od lipca, bo miałam już tego po prostu „pod korek”. Jechałyśmy najszybszą koleją, ludzie tam są przecudowni na każdym kroku. Gdybym miała jeszcze jedną okazję tam jechać nie zawahałabym się.

Nawet teraz?

- Gdybym mogła tam się teleportować w szklanej bańce to tak (śmiech)

Wracając do koszykówki, czy jesteś zadowolona z tego jak dotychczas przebiega Twoja kariera ?

- Byłam już w kilku miejscach. Wiem jak i gdzie wygląda ta koszykówka, jak ludzie rządzą tymi klubami, jak wygląda polityka niektórych z nich. Myślę, że w karierze sportowca, oprócz tego jak mocno pracujemy, potrzebujemy trochę szczęścia. I u mnie tego szczęścia jest raz więcej, raz mniej. Są takie miejsca z których jestem mega zadowolona, że tam trafiłam jak: Lublin, Pruszków, Sosnowiec, Głuchołazy. Są też jednak takie - jak przykładowo Wrocław - gdzie po prostu musiałam dostać po tyłku. Cały czas pracuję na to szczęście i mocno w nie wierzę. Nie ukrywam, że zawsze wychodzi tak że tych przeszkód na drodze do pełni szczęścia jest sporo, a czasem dużo za dużo. Staram się wychodzić z tego obronną ręka. Wierzę, że jestem blisko sezonu, z którego będę w pełni zadowolona. Myślę, że te wszystkie przepracowane fizycznie i psychicznie lata, w końcu doprowadzą mnie do tego do czego cały czas dążę. Gdyby wszystko było dobrze to by było nudno, a tak cały czas muszę gonić za marzeniami i chyba w tym wszystkim to najbardziej kocham

W jakim miejscu chciałbyś być za 5 lat, 10 i 15 lat?

- Lubię takie pytania, bo zawsze pierwsze co mam w głowie to to, że wiem ze jutro muszę zrobić trening i to moja najbardziej odległa przyszłość. Gdybym sobie jednak mogła pomarzyć to: za 5 lat jeszcze cały czas będę szukać swojego idealnego miejsca, za 10 już myślę ze moje dziecko będzie siedziało na trybunach i – jak zdrowie dopisze - patrzyło jak mama biega za piłką, a za 15 lat chciałabym być psychologiem sportowym i pomagać dzieciakom mającym podobne problemy, do tych które miałam przez te wszystkie lata.

Wygląda na to, że nie prędko doczekamy się w Nowym Targu zawodniczek Twojego pokroju. Nie ma już sekcji koszykówki w KS Gorce w którym się wychowałaś. Ubolewasz nad tym?

- Jest mi po prostu przykro. Najbardziej w momentach, w których rozmawiam z ludźmi z koszykarskiego świata i wszyscy zawsze wspominają, że najlepsze turnieje były w Nowym Targu. Wymieniają Puchar Tatr, Puchar Gorc i … jarmark, który mieścił się obok hali Gorce. Szkoda, że sekcja koszykówki upadła. Myślę, że w Nowym Targu znalazła by się grupa dzieciaków, które chciałby uprawiać ten sport. Jakiś czas temu w wakacje, na boisku szkolnym poznałam dziewczynkę, która miała mega smykałkę do tego sportu. Tutaj nie miała gdzie trenować, więc dojeżdżała na treningi do Nowego Sącza, ale ja wiem sama po sobie, że na dłuższą metę takie rozwiązanie nie ma sensu. Byłabym na pewno zachwycona, widząc reaktywacje tej sekcji w Nowym Targu i myślę że to dalej mogłaby być fajna promocja dla miasta.

A może z Twoim udziałem? 

- Gdyby była taka możliwość, to czemu nie. Postarałabym się stanąć na wysokości zadania.

Rozmawiał Maciej Zubek