kzapalal

HOKEJ. Kilka miesięcy po zakończeniu kariery Krzysztof Zapała dzieli się z nami wrażeniami na temat życia na sportowej emeryturze.

Jak się odnalazłeś w „nowym” życiu?

- A dziękuję. Szybko przywykłem. Zresztą na drugi już dzień poszedłem do pracy, z taką różnicą, że nie na godzinę 9 tylko ciut później. I tak jest do dzisiaj. Nie narzekam. Pozytywne jest to, że mam w końcu wolne niedziele, co w sezonie hokejowym zdarzało się sporadycznie. Są i minusy. Moja forma fizyczna mocno osłabła.

Ani trochę nie tęsknisz za tamtym życiem?

- Jak tęsknić, jak w końcu człowiek może się wyspać? A tak poważnie, to na pewno brakuje mi systematycznego ruchu no i atmosfery z szatni. Rywalizacji czasem też, ale to rekompensuje sobie grą w koszykówkę. 

Po rozstaniu z Podhalem telefony jeszcze długo dzwoniły?

- Trochę taka, nawet zza granicy. Ja jestem jednak szczerym facetem. To że przed tamtym sezonem powiedziałem, że jak mam jeszcze grać to tylko w Nowym Targu nie było kaprysem tylko przemyślaną decyzją, której pozostałem wierny.

Rana na sercu po sposobie rozstania się z Podhale zabliźniła się?

- Przede wszystkim raz na zawsze wyjaśnię, że nie mam żalu do Podhala. To jest, był i będzie mój klub. Na pewno jednak okoliczności w jakich pozbawiono mnie możliwości gry w tym klubie u schyłku kariery, zostawiły zadrę w sercu, której nie da się wymazać.

Gdy dzisiaj wracasz myślami do tamtej sytuacji, to co sobie myślisz?

- Myślę to samo co wtedy, że zwolnił mnie człowiek kompletnie nie mający pojęcia o hokeju. Zresztą sezon tego pana i jego politykę, brutalnie zweryfikował.

Twoim zdaniem można było to inaczej załatwić?

- Oczywiście, że tak. Kto mnie zna, wie że w każdej sytuacji dążę by znaleźć wyjście i kompromis. Chciałem jeszcze ten jeden sezon zagrać na wysokim poziomie w Podhalu. Potem już odsunął bym się w cień. Ktoś jednak podjął decyzję za mnie.

Z tego powodu pożegnalny mecz rozegrałeś w barwach klub z Sanoka ? Kibice z Nowego Targu nie kryli rozczarowania…

- Wiem, dochodziły do mnie rożne głosy. Tylko sprawa jest bardzo prosta. Klub Nowego Targu nie wyszedł do mnie z taką inicjatywą. I to też jest przykre, bo tylko pokazuje jaki stosunek do swoich wychowanków mają obecne władze. Przyznam, nie jest mi z tym dobrze z tym,  że nie dano mi się oficjalnie pożegnać z kibicami Podhala. Jedyne co mogę teraz to  w tej rozmowie bardzo im podziękować za wparcie przez te wszystkie lata i powiedzieć do widzenia, ale tylko jako zawodnik, bo z pewnością na trybunach spotkamy się jeszcze wiele razy. 

Z prezesem od czasu tamtych wydarzeń podaliście sobie ręce?

- Jeszcze mamy niedokończone sprawy, ale gdy je załatwimy, na pewno wyciągnę dłoń w jego stronę z szacunku do każdego człowieka.

Odczuwasz coś w rodzaju satysfakcji po nieudanym sezonie „Szarotek”?

- O żadnej satysfakcji nie ma mowy. Podhale mam w sercu.Tutaj się wychowałem, tutaj dorastałem i to ten klub zbudował Krzyśka, którym dzisiaj jestem. Jeden człowiek tego nie zmieni. Wiem doskonale co to jest porażka, jakie uczucia jej towarzyszą i wiem jak chłopakom było ciężko.

Jak śledziłeś losy Podhala w sezonie to jakie miałeś odczucia?

- Że Krystian Dziubiński to lider pełną gębą, że kanadyjski styl gry oparty na wysokim pressingu na całej długości i szerokości lodowiska nie sprawdza się w polskich warunkach, że pozbywając się kolejnych wychowanków tracimy prawdziwe Podhale. No i też to że na naszym lodowisku jest jednak dużo zimniej niż przez te 30 wcześniejszych lat mi się wydawało.

Serce boli jak pomyślisz sobie, że w kolejnym sezonie Podhale może podzielić losy klubów z Krynicy i Sanoka, i zniknąć z mapy polskich klubów seniorskich?

- Oj bardzo, szczególnie że ten scenariusz wydaj się być nieunikniony.

Wracając do Twojej osoby. Na sportowej „emeryturze” długo jednak bez hokeja nie wytrzymałeś. Gdyby rok temu ktoś Ci powiedział, że zostaniesz menadżerem, to co byś sobie pomyślał?

- Pewnie bym się uśmiechnął i nie potraktował poważnie tematu, ale z drugiej strony już w końcówce kariery sporo pomagałem młodszym kolegom przy negocjacjach kontraktów. 

Jak po tych pierwszych kliku miesiącach oceniasz działanie Twojej Agencji?

- Bardzo pozytywnie, przede wszystkim jeżeli chodzi o mojego współpracownika Przemka Nasiukiewicza, który opracował świetną strukturę prowadzenia Agencji. Na dzisiaj mamy 16 zawodników, głównie młodych, perspektywicznych. Ciągle intensywnie pracujemy nad rozwojem.

Los was jednak nie oszczędził. Sytuacja w jakiej znalazł się świat sportu, zapewne życia wam nie ułatwi…

- Niestety. Dzisiaj sport zawodowy zatrzymał się w miejscu. Kluby czekają co się wydarzy w gospodarce. Wszelkie rozmowy kontraktowe zostały wstrzymane. Można więc powiedzieć, że mamy dwa razy więcej pracy, a efekt słabszy póki co.

Jak w takich warunkach widzisz przyszłość polskiego hokeja?

- Wolę myśleć pozytywnie. W najbliższym czasie polska reprezentacja wywalczy awans do Dywizji 1B. Do ekstraklasy dołączy klub z Sanoka, który ma świetne zaplecze w postaci młodych wychowanków i że tym samym tropem pójdą inne polskie kluby. A tak na serio to tę przyszłość widzę, powiedzmy średnio.

Rozmawiał Maciej Zubek