aaa kuba dziubas

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jakubem Dziubasem, 17 letnim wychowankiem Watry Białka Tatrzańska, który przed kilkoma dniami sięgnął w barwach Wisły Kraków po Mistrzostwo Polski w kategorii juniorów młodszych.

Jakie to uczucie być Mistrzem Polski? 

- Bardzo wyjątkowe. Klubowe mistrzostwo Polski jest dużym sukcesem i zawsze „smakuje" wyjątkowo. Po cichu liczyliśmy na to, że możemy dużo osiągnąć w tym roku. Już gdy zaczynała się runda makroregionu, każdy sobie ustalał jakieś cele i wspólnie dążyliśmy do tego aby je osiągnąć. Mało kto na nas stawiał. W końcu dużo się mówi o tym ze w Wiśle nie pracuje się dobrze z młodzieżą. Pokazaliśmy jednak wszystkim, że młodzież w tym klubie jest, co więcej potrafi grać w piłkę i to z całkiem niezłymi efektami.

W Twoim przypadku nie było to pierwsze mistrzostwo Polski...

- Zgadza się. Dwukrotnie sięgałem po złote medale grając w Kadrze Małopolski. To były Oficjalne Mistrzostwa Polski kadr wojewódzki. Do tego dołożyłem też medal srebrny.

Na klubowe mistrzostwo pracuje się cały sezon. Jak wyglądały te ostatnie kilka miesięcy?

- Przez większą część sezonu występowałem w juniorach starszych. Na jesień rozegrałem w roczniku juniora młodszego tylko kilka spotkań. W "starszych" nie udało się nam zdobyć awansu. Brakło nam bodajże dwóch punktów. Z tego względu na wiosnę mogliśmy już wspomagać juniorów młodszych w rozgrywkach makroregionu. Niestety pod koniec rundy nabawiłem się kontuzji mięśnia i musiałem odpuścić kilka ostatnich spotkań. Treningi wznowiłem dopiero na tydzień przed mistrzostwami. Czasu na przygotowanie było nie wiele. Tak naprawdę do turnieju wszedłem z marszu.

W turnieju finałowym byłeś jednak pewniakiem w składzie Wisły. We wszystkich meczach wystąpiłeś w pełnym wymiarze czasowym. Czym zaskarbiłeś sobie zaufanie trenera Jacka Matyi?

- Nie nazwałbym siebie pewniakiem. Na tą chwilę porostu prezentowałem się najlepiej i dlatego dostałem szansę od trenera. Chociaż w moim odczuciu forma nie była do końca dobra. Na pewno w jakimś stopniu miała na to wpływ kontuzja. Nie chodzi to o sprawy fizyczne, ale bardziej o psychikę. Nie szukam jednak wytłumaczeń. Po prostu wiem, że stać mnie na więcej. A to, że dostałem kredyt zaufania od trenera, to przede wszystkim bodziec dla mnie do dalszej pracy nad sobą. Zresztą trener Matyja sam miał sporo uwago co do mojej gry, kilka razy mi się oberwało, ale ja wiem, że to dla mojego dobra. W przyszłości chciałbym unikać błędów, które mi się przytrafiały chociażby w meczach finałowych. Wiadomo, nikt nie jest idealny, ale trzeba z siebie dawać maksimum i przynajmniej starać się zbliżyć do ideału.

W turnieju finałowym losy mistrzostwa rozstrzygnęły się w ostatnim meczu z Zawiszą Bydgoszcz. Wam wystarczał do złota remis i właśnie takim wynikiem zakończyło się to spotkanie..

- Mówiliśmy sobie w szatni, że ten mecz jest jak każdy inny. Po prostu ostatni mecz sezonu i ostatni nasz wspólny w tym roczniku. Nikt nie musiał się za bardzo motywować, każdy wiedział o co gramy i jaka jest stawka. Chcieliśmy dać z siebie wszystko i pokazać swoje umiejętności i charakter. Wiedzieliśmy na co nas stać i na co stać naszych rywali. Mieliśmy ich rozpracowanych . To nam pomogło. Zawisza to był niewątpliwie ciężki rywal, jak dla mnie najmocniejszy w tej grupie. Były momenty przestoju w grze naszej, oni fizycznie bardzo mocni, jednak piłkarsko myślę, że to my byliśmy lepszą drużyną. Z przebiegu meczu remis sprawiedliwy, chociaż nam dający więcej w całym rozrachunku

Cofnijmy się w czasie. Twoja droga do Wisły wiodła przez grę w innym krakowskim klubie, Hutniku...

- Jeszcze będąc zawodnikiem Watry, dostałem się do kadry wojewódzkiej. Postanowiłem wraz z rodzicami, którym bardzo dużo zawdzięczam, że przeniosę się do Krakowa, aby tam się dalej rozwijać i podnosić swoje umiejętności. Dostałem się do szkoły Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Młodzieży w Nowej Hucie. Trzeba było zmienić klub. Trafiłem więc do Hutnika, co było dobrą opcją jak na tamtą chwilę, chociaż możliwości było wiele. Dużo zawdzięczam temu klubowi, który przechodził wtedy ciężkie chwile. Dzięki ograniu w tej drużynie na stałe zadomowiłem się w kadrze wojewódzkiej, co zaowocowało w późniejszym czasie powołaniem na konsultacje kadry Polski. Często sobie wspominam początki w nowej szkole. Nie jest łatwo w wieku 13 lat przenieść się do dużego miasta, daleko od domu i od razu przyzwyczaić się do nowych ludzi miejsc i zachowań. Było ciężko, ale pokonałem strach i ambicje nie pozwoliły mi się poddać już na tym etapie. Na pewno wpływ na aklimatyzację miał fakt, że do szkoły poszedłem wspólnie z moim kolegą z Watry Tomkiem Gorylem, a też to że znałem kilku chłopaków z obozów i występów w kadrze małopolski. Propozycja z Wisły pojawiła się po ubiegłorocznych Mistrzostwach Polski. Długo się nie zastanawiałem.

Wiążesz swoją przyszłość z „Biała Gwiazdą"? Wiek juniora młodszego to już ten etap, ze powoli trzeba myśleć o dorosłej piłce, a ostatnimi czasy polityka Wisły wcale jest ukierunkowana na dawanie szans swoim młodym zawodnikom...

- Mam kontrakt z Wisłą jeszcze przez najbliższy rok, więc dopóki mnie kontrakt obowiązuje skupiam się na występach w tym klubie. Nie podpalam się, powoli stawiam kroki, sam muszę zapracować na to by w tym klubie wiązano ze mną jakieś nadzieję na przyszłość. Zobaczymy jak będzie, nie wybiegam za daleko w przyszłość, żyję tym co jest i co Bóg nam daję. Chce przede wszystkim podnosić swoje umiejętności, a w Wiśle mam ku temu dobre warunki, dobrych trenerów i kolegów o wysokich umiejętnościach, co dobrze wpływa na jakość treningów. Cieszę się z tego co osiągnąłem i gdzie jestem, ale nie spoczywam na laurach, dużo jeszcze przede mną i wiele w moich nogach. Zobaczymy jak będzie, jestem dobrej myśli.

Piłka to był Twój świadomy wybór, czy bardziej wola rodziców wynikająca poniekąd z tradycji piłkarskich jakie są w Białce od lat?

- Od małego dziecka kochałem piłkę, nie było dnia bym za nią nie biegał po boisku, do tego tradycje rodzinne tak mnie nakierowały. Tata też grał w piłkę i był wieloletnim prezesem Watry. Zresztą sport mam we krwi. Mama, siostra – każdy z mojej rodziny w jakimś stopniu był związany ze sportem.

Wybiegając daleko w przyszłość. To najskrytsze marzenie...

- Różne są marzenia, w dzieciństwie to było grać jak Zidane czy Figo teraz zderzając się z rzeczywistością te marzenia są całkiem inne. Tak jak wspominałem nie lubię wybiegać za daleko w przyszłość, ale mam marzenie by grać na wysokim poziomie w swojej karierze nie istotne w jakim klubie, ważne by być zadowolony z siebie i z tego co się robi, tak by na starość mieć co wspominać swoim wnukom i być dumnym z kariery.

Rozmawiał Maciej Zubek

Fot. Mateusz Leśniowski/sportowepodhale.pl