aaamleckiiii

PIŁKA NOŻNA. Patryk Małecki, zawodnik Wisły Kraków, był gościem specjalnym dwudniowych Mistrzostw Małopolski w piłce sześcioosobowej rozegranych na boiskach „Orlik" w Nowym Targu. Pomocnik „Białej Gwiazdy" zgodził się nie tylko firmować wizerunkiem turniej, ale w trakcie fazy finałowej, wziął udział w spotkaniu z liczną rzeszą fanów krakowskiego klubu.

W trakcie kilkunastominutowego spotkania, popularny „Mały" pozował do zdjęć i rozdawał autografy, ale również odpowiadał na szereg zadawanych mu pytań. Opowiedział m.in. jak trafił do Wisły i jak zaczęła się jego przygoda z piłką.

- Tak jak chyba każdy zaczynałem z kolegami na podwórku. Przyznam, ze graliśmy do upadłego, czasem nawet kosztem szkoły. Potem zaczęło się robić coraz poważniej. Gdzieś na jakimś turnieju, wpadłem w oko trenerom Wisły. Zaprosili mnie na testy i najwyraźniej wypadłem na tyle dobrze, że zaproponowali mi grę w tym klubie. Od juniorów, poprzez drużynę rezerw, trafiłem wreszcie do pierwszej drużyny – wspominał Małecki, który zwrócił się do młodych adeptów futbolu, kierując do nich kilka cennych wskazówek:

– Przede wszystkim trzeba dawać z siebie wszystko, bez względu czy to trening, sparing, czy mecz o stawkę. Nawet grając z kolegami przed blokiem, trzeba dążyć do tego, aby być najlepszym. Musisz być przekonany co do swoich umiejętności, umieć zwalczać chwile słabości i zwątpienia. Aby dojść do czegoś, trzeba po prostu ciężko na to zapracować – podkreślił wychowanek Wigier Suwałki, który przyznał, że za swój wzór piłkarza uważa m.in Brazylijczyka Ronaldo oraz Kameruńczyka Samuela Eto, z kolei jego klub marzeń, to angielski Manchester United.

Nie brakowało również pytań m.in. o aktualną sytuację Wisły, relację z trenerem Franciszkiem Smudą czy szanse na włączenie się walkę o Mistrzostwo Polski:

– Wcale nie uważam, że jesteśmy na straconej pozycji. Zaczęliśmy całkiem nieźle. To dopiero początek. Wszystko się może zdarzyć. Trudno tak naprawdę wskazać faworyta. Nawet Legie można pokonać. To tacy sami ludzie jak my. Jestem pewny, że jest ona w naszym zasięgu. Musimy zrobić wszystko aby zmazać złe wrażenie z poprzedniego sezonu – przyznał Małecki, który na pytanie, czy wyobraża sobie grę w barwach warszawskiego klubu, zdecydowanie odpowiedział, że nie. Podkreślił również, że nie czuje się wcale liderem Wisły:

– Nie jestem Ronaldo czy Messi i w pojedynkę meczu nie wygram. Na boisku potrzebuje kolegów, a koledzy mam nadzieję, że potrzebują mnie. Aby odnieść sukces trzeba w drużynie mieć 20 zawodników na dobrym równym poziomie – zaznaczył ośmiokrotny reprezentant Polski.


Oprócz pytań o tematyce sportowej, pojawiły się również te dotyczące krnąbrnego charakteru zawodnika. Gwiazdor Wisły sam przyznał, że na boisku i poza nim, jest zupełnie innym człowiekiem:

- Wiadomo, atmosfera meczu, doping kibiców wyzwalają w człowieku dodatkową adrenalinę. Czasem przeważa ona nad rozsądkiem. Kiedy jestem na boisku liczy się tylko walka i dobro mojego zespołu. Nienawidzę przegrywać. Po to wychodzę na murawę, aby grać o najwyższe cele. A kiedy minie już atmosfera meczu, na ogół zawsze staram się wyciszyć – tłumaczył się wiślak.