111rajd ta1

SPORTY MOTORWE. Blisko 90 zawodników wzięło udział w jubileuszowej 70 edycji najstarszego w Polsce Rajdu Tatrzańskiego im. Kazimierza Jurkowskiego, który stanowił jednocześnie V i VI eliminacje Mistrzostw Polski. To jedna z najlepszych frekwencji w ostatnich latach.

Początki Rajdu Tatrzańskiego sięgają 30 lat XX wieku. Po raz pierwszy zorganizowano go w 1937 roku, a jego pomysłodawcom był Kazimierz Jurkowski, zasłużony sportowiec i działacz Polskiego Związku Motorowego w Warszawie. Do 1939 roku odbyły się trzy edycję rajdu. W kolejnych latach wojna przeszkodziła w jego organizacji. W 1946 roku rajd reaktywowano ale już bez jego inicjatora Jurkowskiego, który został zamordowany przez bolszewickich oprawców w Katyniu. Dwa lata później po raz pierwszy nagrodą dla zwycięzcy zmagań był właśnie puchar przechodni im. Kazimierza Jurkowskiego o który zawodnicy toczą boje do dzisiaj. Od 1974 roku organizatorem rajdu jest AMK Gorce Nowy Targ. Z czasem zmieniła się formuła zawodów. Kilkuset kilometrowe odcinki czasowe zastąpione zostały wymagającymi perfekcji i techniki odcinkami, usytuowanymi w masywie Gorców.

Baza wyścigu usytuowana była tradycyjnie pod Długa Polaną. Trasa wiodła tzw. Hereściokiem – doliną potoku Kowaniec. Organizatorzy w porównaniu z wcześniejszymi edycjami, mocno przebudowali i urozmaicili odcinki. Tych na całej trasie było 10, a każdy zawodnik – których łącznie udział wzięło w zawodach blisko 90 - miał pokonać trzy pętle. Limit czasu wynosił 5 godzin.

- Trzeba przyznać, że organizatorzy podołali zadaniu. Kapitalny rajd, myślę że jeden z najlepszych w historii, a już na pewno spośród tych, w których ja uczestniczyłem. Naprawdę trzeba było się solidnie przyłożyć, aby wykręcić dobry wynik – mówi Gabriel Marcinów, lider klasyfikacji generalnej Mistrzostw Polski, który także w weekend nie miał sobie równych, dwukrotnie zwyciężając w grupie A. W pierwszy dniu przywiózł z trasy 48 pkt. karnych, w drugim już tylko 14 – W pierwszy dzień jeszcze popełniałem sporo błędów. Odcinki w potokach dały się we znaki. Motocykl ześlizgiwał się po kamieniach i błocie. Szybko jednak udało mi się dostosować do tych warunków i w drugim dniu było już o wiele lepiej – podkreśla zwycięzca, jubileuszowej, któremu już tylko jakiś nieprzywidziany kataklizm może odebrać kolejny w karierze tytuł Mistrza Polski.

- Blisko dwa miesiące poświęciliśmy na budowę odcinków. Myślę, że efekt zadowolił każdego. Przede wszystkim udało się nam zaskoczyć uczestników, na czym należało nam najbardziej – podkreśla Rafał Luberda, prezes i trener AMK Gorce - Staraliśmy się aby odcinki jak najbardziej odzwierciedlały początku rajdu. Stąd większość z nich usytuowanych była w potoku, co też znacznie podnosiło poziom trudności, ponieważ mętna woda i kamienie, szybko zmieniały profil trasy. Nie każdy sobie z tym radził. Nawet najlepsi mieli problemy – zaznacza Luberda, który wygrał rywalizację w grupie B i to z wyraźną przewagą nad resztą stawki. W obu eliminacjach złapał 12 punktów karnych. Drugi Tomasz Hajduk (SMOK Kraków) miał ich odpowiednio 39 i 24. W grupie C równych sobie nie miał weteran polskiego trialu nowotarżanin Bogusław Sięka.

Od kilku lat nieodzownym elementem Rajdu Tatrzańskiego, jest parada motocyklistów ulicami Nowego Targu. To była spora atrakcja przede wszystkim dla koneserów. Motocykle były bowiem z różnych okresów. Nie brakowało i „perełek" czyli maszyn z lat 60, 70 czy 80-tych. Dodatkową atrakcją był tez pokazy jazdy ekstremalnej na płycie rynku. Bracia Jakub i Michał Łukaszczykowie oraz z Danielem Nykazą i Rafałem Luberdą zaprezentowali licznie zebranej publiczności wiele mrożących krew w żyłach trików. - To kolejny nasz pokaz. Zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. Pokazujemy co potrafimy na motocyklu, na luzie i pod publiczkę. To ma na celu zachęcić do tego aby coraz więcej ludzi, dołączyło do naszego klubu i spróbowało swych sił w trialu. To nie tylko sport, ale też i świetna forma spędzania aktywnie wolnego czasu - podkreśla Luberda.

Fot. www.motopodhale.info