rozalwywiad

SPORTY WALKI. Rozmowa z legendą polskiego kickboxingu i gościem specjalnym na otwarciu „Jarosz Fight Club” w Rabce Zdrój.

Często bierzesz w tego typu seminariach?

- Staram się jak najczęściej, bo przede wszystkim bardzo to lubię. Prowadzenie tego typu zajęć i obserwowanie tych wszystkich młodych ludzi, powoduje że ciągle – mimo sędziwego jak na sportowca wieku - jest we mnie motywacja do pracy nad samym sobą. W takich miejscach jak to poznałem i poznaję fantastycznych ludzi, zawodników których później oglądam na ringu. To też daje dużą satysfakcję i frajdę.

Czyli nad zaproszeniem od Łukasza Jarosza długo się nie zastanawiałeś…

- Ani przez moment. Bardzo się ucieszyłem jak zadzwonił i zaprosił mnie na otwarcie swojego klubu. Czuję się zaszczycony że mogę tutaj być.
Z Łukaszem znamy się lata. Można powiedzieć, że razem tworzyliśmy w Polsce K1. Byłem ja, Łukasz, potem dołączali kolejni jak Przemek Miękina z Krakowa, Dawid Trólka z Chorzowa i inni.

Jak wspominasz tamte czasy?

- Było mega ciężko. My nie mieliśmy nic. O takich klubach jak ten Łukasza, nawet nikt nas nie marzył. Dla nas ważne było żeby nam na głowę nie padało
i żeby mieć twardą podłogę do tego by móc skakać na skakance. Pieniędzy nie zarabialiśmy na tym żadnych. Uczyło nas to jednak charakteru, robiliśmy to z pasji i miłości. Teraz już tego nie ma. Jest tylko prosta kalkulacja. Z drugiej strony może to jest i dobre, bo promotorzy z inaczej patrzą na wiele spraw, zaczynają szanować zawodników. My tego nie mieliśmy.

Sporty walki w Polsce mają się dobrze ?

- Rozgraniczmy pewne sprawy. Jeżeli chodzi o sport to on się już skończył. Dzisiaj w sportach walki nie liczy się ciężka praca, setki wyrzeczeń  i poświęceń jakie towarzyszą zawodnikom. To dzisiaj nikogo nie obchodzi. Publika chcą „gnoju”, kontrowersji, walk „popaprańców”. To jest bardzo przykre, przede wszystkim z perspektywy nas sportowców, ale to się dzieje i to też jest skutkiem tego w jakim kierunku zmierza cywilizacja. I teraz albo musimy się z tym zmierzyć, spróbować zaakceptować, albo schować się głęboko w szufladzie. I jeszcze jedno: popularność o której mówimy i która cały czas rośnie tyczy się tylko MMA. Kickboxing i K1 w Polsce już nie żyją. Mam tutaj na myśli przede wszystkim kwestę zarobkową.

rozal55

Federacja DSF Challange dawała nadzieję, że coś w tej kwestii może się zmienić…

- Też na to liczyłem. Bardzo temu kibicowałem. Projekt wydawał się ciekawy. Niestety szybko się skończył. I szczerze powiem: osobiście nie wierzę, że jeszcze kiedyś K1 w Polsce się odbuduje do takiego poziomu jak 10 czy 15 lat temu.

Czyli takie klubu jak ten Łukasza Jarosza mają jeszcze racje bytu?

- Jak najbardziej. Powiem więcej, są bardzo potrzebne. Bo to są piękne miejsca, gdzie młodzież się szkoli, przechodzi tzw. transformacje. W takich miejscach, nawiązują się przyjaźnie. Sporty walki to nie tylko zawodowstwo, wielkie gale i pieniądze. To też po prostu sposób na spędzanie aktywnie wolnego czasu, na pozbycie się z głów pewnych problemów, które na nas spadają każdego dna.

Co trzeba mieć by osiągnąć sukces w sportach walki?

- Najłatwiej powiedzieć talent i charakter. Tak, to bardzo istotne i bez tego nie ma szans na rozwój. Tyle, że na równi z tym ważne jest szczęście, znalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie. Popatrz na mnie. Ja nigdy nie byłem talentem, nie byłem prospektem. Byłem pracusiem, rzemieślnikiem, zwykłym bijokiem, chuliganem. Na zaciśniętych zębach doszedłem tu gdzie jestem teraz. Po drodze spotkałem wielu mega utalentowanych zawodników, którzy jednak w w pewnym momencie, kiedy trzeba było zaryzykować, nie zrobili tego, poszli na łatwiznę i dzisiaj ich nie ma. Ja wieku 18 lat miałem wypadek. I jego skutki odczuwam cały czas. Mam niedowład nóg, rąk, duże problemy neurologiczne, ale gdybym wtedy nie poszedł sport to dzisiaj już bym nie żył, albo był w więzieniu. Miałem jednak to szczęście, że spotkałem ludzi, którzy wyciągnęli do mnie rękę, dali szansę, a ja mimo tych wszystkich przeciwności nie odmówiłem.

rozalwywiad2

Z Łukaszem w ringu spotkałeś się raz. W 2007 roku podczas gali K1 w Nowym Targu…

- Zgadza się. To był turniej. Spotkaliśmy się w finale. Wtedy Łukasz wygrał. Potem mieliśmy różne epizody w życiu. Ja miałem to nieszczęście, że trafiłem na menadżera, któremu zależało bardziej na wypromowaniu własnej osoby, niż mnie jak zawodnika. Nie miałem doświadczenia tego co mam teraz. Skończyło się tym, że na 2 lata wypadłem z obiegu. Wtedy już wiedziałem, że jedyną drogą powrotu jest MMA.

Jakiś czas temu pojawił się temat Twojej walki z Łukaszem, właśnie przy okazji działalności federacji DSF…

- Sam wywołałem ten temat do tablicy. To byłaby świetna przede wszystkim promocja federacji. Dwóch zawodników, pionierów K1 w Polsce. Dwa pierwsze nazwiska z listy najlepszych zawodników w tej formule na tamte czasy. Czego chcieć więcej ? Naście lat temu całe środowisko wyczekiwało tej walki. Teraz wydawało się, że jest wszystko na dobrej drodze by znów po latach spotkać się w ringu, zarobić na tym dobre pieniądze i w zamian dać ludziom mega walkę, która w moim odczuciu po prostu nam się należała. To byłoby spięcie klamrą wspólnej naszej historii i historii polskiego K1. Niestety do walki nie doszło i przypuszczam, że już nie dojdzie. Zresztą chyba teraz bym już nie chciał.

W jednym z wywiadów powiedziałeś jednak że Łukasz jest jednym z tych zawodników, których widziałbyś w walce na „gołe pięści…

- Ale nie w kontekście walki między sobą. W Stanach Zjednoczonych działa federacja BKFC, która organizuje walki właśnie na gołe walki. Bardzo dużo zawodników ze środowiska MMA czy K1, którzy poszli na sportową emeryturę wraca właśnie i bierze udział w tego typu walkach. Ostatnim przykładem jest Antonio Silva. A Polacy co? Wpadłem na pomysł zróbmy mec z Polska – Stany Zjednoczone. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do Łukasza, Tomka Sarary, Daniela Omielańczuka, Michała Włodarka i zapytałem czy są ta to chętni. Oni są jak najbardziej za, tyle że mimo że mamy w Polsce mega zawodników, to jednak na świecie nie jesteśmy znani. I dlatego ten temat na razie zawisł w powietrzu. Ktoś jednak podłapał pomysł i być może w przyszłym roku coś zacznie się dziać.

A jak wygląda Twoja aktualna sytuacja jako zawodnika?

- Czekam co wyjdzie z tą właśnie nową federacją. Rozmawiamy, jest już wstępny kontrakt. W przyszłym tygodniu, a najpóźniej za dwa powinniśmy go sfinalizować.

MMA to już dla Ciebie zamknięty rozdział?

- Myślę, że tak. Powiedziałem sobie tak: jeżeli do końca tego roku dostanę ciekawą ofertę to na pewno ją rozważę i być może w przyszłym roku pojawię się w ringu. Jeżeli nie, to odcinam się totalnie od tego i nawet w żartach o tym nie chce słyszeć.

A Marcin Różalski promotorem, to możliwe?

- Nie, nie nadają się do tej roli. Znam swoje miejsce w szeregu.

Rozmawiał Maciej Zubek

fot. Maciej Gębacz

rozalwywad3