P3660864NOWY TARG. Łopuszniański Oddział czwarty rok z rzędu nie wypuścił z rąk najwyższego trofeum. XXXVII zawody narciarskie „O Puchar Przechodni Związku Podhalan” przyniosły mu dużą przewagę nad dziesięcioma startującymi oddziałami i zasłużone zwycięstwo. A w tym roku Puchar był dubeltowy, bo sami łopusznianie przygotowali zmyślną statuetkę – złote narty wbite w pniak.

XXXVII edycję dorocznych narciarskich zmagań górali rozpoczęła, jak zwykle, Msza św. sprawowana pod stokiem Zadziału. 77-letni ks. Władysław Nowobilski w swojej homilii życiowymi przykładami przypominał, jak ważne dla chrześcijanina są dobroć i miłość. O muzyczną oprawę Mszy – jak i potem ogłaszania wyników – zadbała familia inicjatora zawodów, Józefa Staszla. Sam nestor, bardzo dzielny mimo niedomogów wieku, zjawił się potem, by razem z członkami nowotarskiego Oddziału wręczać najwyższe trofea.

P3660543

Zbyt skąpa warstwa śniegu na grzbiecie Zadziału nie pozwoliła w tym roku rozegrać konkurencji biegowych, ale na trasie slalomu warunki panowały idealne. Pogoda – niemal jak w marcu na Gubałówce – sprzyjała osiąganiu imponujących czasów przez zawodniczki i zawodników we wszystkich pięciu kategoriach wiekowych. Spódnice z „tybetu” tylko furkotały w pędzie, a „bukowe” portki w połączeniu z wełnianymi swetrami i guniami okazały się strojem całkiem aerodynamicznym… Humory przy takiej łaskawości nieba i uciesze ze spotkania w góralskiej gromadzie były wyśmienite.

Na rozłożenie regionalnego bufetu gospodynie z nowotarskiego Oddziału miały już w „okrąglaku” zdecydowanie więcej miejsca niż w drewnianej budce, a przy stołach i na ławach – wygoda dla korzystających z poczęstunku nieporównywalna do stołówki pod chmurką. Utrudzeni rywalizacją na stoku, a potem jeszcze rekreacyjnymi zjazdami mogli do woli wypoczywać na leżakach w prawie że przedwiosennym cieple.

P3660511

Jednak – oprócz oczywiście sędziowskiego składu – były osoby, które nie miały ani chwili odpoczynku. To Stasia Trebunia-Staszel dzierżąca konferansjerski mikrofon i pełna zaraźliwego entuzjazmu ekipa kibicująca Łopusznej, z „chomątem” obwieszonym dzwonkami.

Na listach startowych XXXVII edycji znalazło się tego roku wyraźnie mniej zawodników niż zwykle, bo tylko 72. Ale z 11 oddziałów. Najdalsze to Łącko, Żywiec i… Kanada, bo udział Polonusów to dobra tradycja tego Pucharu. Oprócz nich startowali górale z Łopusznej, Ochotnicy Górnej, Rabki, Spytkowic, Poronina, Szczawnicy, Zakopanego. Do tego dochodzili zawodnicy niezrzeszeni. I oczywiście „miastowi”, którzy równocześnie godnie pełnili rolę gospodarzy. Jurorskie obowiązki spoczywały głównie na Wojciechu Groniu.

A że elektronika znacznie już przyspiesza zestawianie wyników – na uciechę przy muzyce w oczekiwaniu wręczeń czasu nie było wiele. Jedna góralska nuta goniła druga, a nie brakowało i chętnych do przejęcia mikrofonu, jak np. rozochocony prezes ochotnickiego Oddziału, Krzysztof Dobrzyński, wyśpiewujący:

 Ani jo nie juhas, ani jo nie zbójnik!

Kie mie bedom wiesać – postronek mi utnij…

P3660790

Liczebnością pobił wszystkich Oddział łopuszniański, wystawiwszy 24-osobową ekipę. Nie dorównał mu Nowy Targ z 14-osobowym składem, a inne oddziały miały reprezentacje zaledwie kilku-, nawet jednoosobowe. Szczawnica, Zakopane, Poronin na pewno pamiętają swoje świetniejsze starty…

Natomiast kibicowało góralskiej gromadzie aż trzech kapelanów, bo oprócz ks. Nowobilskiego, także ks. Mieczysław Łukaszczyk z Nowego Targu i ks. Kazimierz Foltyn, proboszcz z Łopusznej.

Zdobywając 159 punktów, wieś ks. Tischnera zdystansowała wszystkich rywali, zgarniając i Puchar Przechodni, i swoją statuetkę na nartami na „gnotku”. Za nią uplasowały się oddziały nowotarski (103 punkty) i ochotnicki (46 punktów). Następne w kolejności były Łącko (35 punktów) i Rabka (33 punkty). 30 punktowej granicy nie udało już przekroczyć żadnemu innemu oddziałowi.

Najlepsze czasy zawodów osiągnęli: Adam Koczur (25,16 s.) – niezreszony z Nowego Targu i Agata Smarduch (27,51 s.) z Łopusznej.

P3660812

Jako najstarsi zawodnicy, nagrody odebrała dwójka nowotarżan: Jolanta Głodkiewicz i Władysław Chowaniec.

A co się działo na „pudle” – ile było obłapiań, całusów, przyśpiewek, pochwał i radości – trzeba było widzieć. Wszak w tych zawodach nie tylko o czasy i zaciętą rywalizacje chodzi, ale też o uciechę i poczucie wspólnoty. Tak była idea tych, którzy obmyślili i zainicjowali Puchar Przechodni i Józef Staszel wciąż ma przyjemność widzieć, jak się ona spełnia.   

XXXVII Puchar Związku Podhalan na Zadziale

Fot. Anna Szopińska