Michal Matavaz

SNOWBOARD. Rozmowa z najlepszym obecnie polskim snowboardzistą. 

Za Tobą najlepszy sezon w karierze. W Pucharze Europy i Pucharze Świata łącznie cztery razy stawałeś na podium: raz wygrałeś, dwa razy byłeś drugi, a raz trzeci. W klasyfikacji generalnej, w porównaniu z zeszłym sezonem awansowałeś o kilka pozycji. Można więc mówić o jakimś niedosycie?

- Rzeczywiście, to mój najlepszy sezon. Przede wszystkim cieszy mnie to, że z roku na rok poprawiam swoje wyniki i pnę się w górę. A co do niedosytu to myślę, że każdy sportowiec go odczuwa, bo przecież zawsze można było coś zrobić lepiej. U mnie to uczucie wywołuje jednak pozytywną reakcje i motywuje mnie do jeszcze większej pracy. Jest jeszcze wiele kwestii, które dotąd nie do końca poukładałem sobie w głowie, i których nie konsultowałem z trenerem. Najbardziej doskwiera mi moja dyspozycja w slalomie, która nie była rewelacyjna. Najdziwniejsze jest to że na treningach nie miałem problemów i jazda była szybka. Na zawodach jednak czułem się zbyt mało objeżdżony na krótszej desce i w efekcie popełniałem masę głupich błędów. Do walki w top Pucharu Świata jazda musi być nie tylko szybka, ale też pewna i powtarzalna. Za to dobrze czuję to w slalomie gigancie, gdzie w tym sezonie zaliczyłem wiele udanych występów

Właśnie w slalomie gigancie osiągnąłeś najlepszy wynik w sezonie, zajmując 3 miejsce w PŚ w szwajcarskim Scoul. To miejsce jest dla Ciebie wyjątkowo szczęśliwe. To tam, dwa lata temu po raz pierwszy stanąłeś na podium. Wtedy byłeś drugi…

- Tak się złożyło. Może rzeczywiście coś jest w tym, że ten stok wyjątkowo mi pasuje, ale też jest wiele innych stoków na których uwielbiam rywalizować.

W Scoul przeszedłeś też do historii światowego snowboardu. Wiesz o czym mówię…

- Domyślam się. Trzecie miejsce zająłem ex equo ze Szwajcarem Dario Caviezelem. To był pierwszy taki przypadek w historii po zmianie przepisów, które uważam że są teraz zdecydowanie bardziej sprawiedliwe. Zdarzyło się to potem jeszcze raz. Podczas PŚ w Kanadzie w dużym finale Włoch z Austriakiem również w tym samym czasie przekroczyli linie mety.

Jak dzisiaj wspominasz ten „mały finał” ?

- Bardzo przyjemnie. Warunki na trasie były bardzo wymagające. Był bardzo lodowo i bardzo mocno należało przyciskać krawędzie desek, by nie stracić przyczepności. Jechałem bardzo pewnie, w końcówce dużo ryzykując, ale opłaciło się.

Wyniki osiągnięte w Pucharze Europy zadowalają Cię? Różnie zawodnicy podchodzą do startu w tych zawodach…

- Akurat w tym sezonie, Puchar Europy był na ogół bardzo mocno obsadzony. Tegoroczna zima była wyjątkowo ciepła, stąd ciężko było znaleźć dobre warunki do trenowania w przerwie między kolejnymi Pucharami Świata. Dlatego większość zawodników, właśnie w ramach treningów startowało w PE. Dlatego mam sporą frajdę z wyników w nim osiągniętych, Udało mi się wygrać z wieloma utytułowanymi zawodnikami jak Stefan Baumaister, Vic Wild czy Andrey Sobolev.

Tuż przed sezonem rozstał się z wami trener Piotr Skowroński. Były obawy, że może to odbić się negatywnie na waszej formie. Okazało się że wcale nic takiego nie miało miejsca...

- Ja żadnych obaw nie miałem. Rolę pierwszego trenera przejął bowiem Oskar Bom, który wcześniej pomagał trenerowi Skowrońskiemu. Znał nas doskonale. Od samego początku mu zaufaliśmy i świetnie nam się współpracowało. Bardzo dużo z nami rozmawiał. Wszystkie uwagi i wnioski z naszych startów zapisywał w swoim dzienniku i szczegółowo z nami je analizował.

Pomówmy o bieżącej sytuacji na świecie związanej z szerzącą się pandemią koronowirusa. Jak Ty się w niej odnajdujesz?

- Oczywiści obserwuję to co się dzieję i żywię nadzieję, że już niedługo to się skończy i świat wróci do normalności. Staram się jednak żyć normalnie. Okres kwarantanny wykorzystuje do odpoczynku. Siedzę w dom, w którym w sezonie bywam bardzo rzadko.

Nie boisz się, że koronawirus zakłóci przygotowania do sezonu?

- Jestem dobrej myśli i wierzę, że już niedługo wszystko będzie w porządku.

Rok temu razem z Michałem Nowaczykiem, w ramach przygotowań do sezonu, latem w Tatrach naprawialiście szlaki. Teraz masz podobne plany?

- Chciałbym. Lubię tą robotę. To połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Rozmawiał Maciej Zubek

fot. Miha Matavaz