Podhale Region

Wtorek, 18 wrzesień 2018

Ostatnia aktualizacjaWt, 18 Wrz 2018 2pm

Jesteś tutaj: Home Wiadomości Powiaty: Subregion Podhalański Plan – wciąż nie uchwalony. Handlujący proszą o interwencję. Spółka może stracić grunt?

Reklama

Plan – wciąż nie uchwalony. Handlujący proszą o interwencję. Spółka może stracić grunt?

targudzial181
targudzial182
targudzial184
targudzial185

NOWY TARG. Zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego Nowy Targ 6.2, dla obszaru ul. Targowej, kolejny raz straciły szansę na uchwalenie. Przedstawiciele handlujących nie ustają w kierowaniu do władz miasta próśb o położenie kresu absurdalnej sytuacji przegrodzenia placu targowego płotem. Burmistrz Grzegorz Watycha o konsekwencje zerwania umowy ze spółką Nowa Targowica, na dzierżawę miejskich terenów, pyta teraz Regionalną Izbę Obrachunkową.

Projekt uchwały w sprawie przyjęcia zmiany w planie miejscowego Nowy Targ 6.2 chciał wprowadzić do porządku obrad poniedziałkowej sesji Rady Miasta przewodniczący komisji finansów, gospodarki komunalnej i rozwoju, Marek Mozdyniewicz. Uzasadniał to tym, że – po wcześniejszej próbie wprowadzenia pod głosowanie, plan został już ponownie przedyskutowany przez komisję z udziałem wszystkich radnych i zaopiniowany pozytywnie.

Radny Paweł Liszka przypominał natomiast o toczącym się postępowaniu sądowym sugerując, że z uchwaleniem planu lepiej zaczekać aż się ono zakończy. Chodzi tu o postępowanie w sprawie nieuczciwej konkurencji, wszczęte w lipcu na wniosek spółki Nowa Targowica.

Plan to niekonrolowany rozrost?

W efekcie 10 głosami „za” przy 11 „przeciw” radni nie dopuścili projektu pod głosowanie. Był to wyraz obawy części samorządowców, że plan - sankcjonujący handel na większym obszarze - spowoduje niekontrolowane rozszerzanie się targowicy. Grunty przeznaczone do tej pory na cele handlowe i produkcyjne stałyby się bowiem, w myśl zapisów nowego planu – usługowymi z przewagą funkcji handlowej. Układ komunikacyjny miałby się wzbogacić o nową drogę od strony północnej. Taką perspektywę spółka Nowa Targowica postrzega jako zagrożenie dla swoich żywotnych interesów oraz naruszenie wcześniej ustalonych zasad współpracy między nią a miastem. W ferworze dyskusji na poprzedzającym sesję posiedzeniu komisji komunalnej prezes spółki, Janusz Chowaniec, rzucił nawet propozycję pozbycia się udziałów na rzecz miasta.

Płot - śmieszny i niebezpieczny

Na sesję przybyło natomiast kilkoro przedstawicieli handlujących i przedstawicieli posesorów spoza spółki Nowa Targowica, lecz sąsiadujących z nią. Wszyscy oni prosili miejskie władze o pomoc interwencję.

- Od roku zmagamy się ze stresem, co będzie na następny dzień, w następny targ – mówiła Grażyna Kowalska. - Płot odgradzający utrudnia nam nie tylko handel, ale i kontakty. Może się to wydawać bardzo śmieszne, ale chcąc się porozumieć z kolegami, koleżankami, musimy wychodzić na drabinę i przez płot przekazywać sobie informacje. Gorzej, że w razie jakiegoś niebezpieczeństwa, pożaru – utrudniony jest dojazd karetki. Dlatego prosimy naszych włodarzy o jakąś konkretną decyzję i pomoc. Nowy Targ słynie z handlu, większość z tego żyje i utrzymuje swoje rodziny. Chcemy, żeby miasto w tej sprawie coś zdecydowało, bo taka sytuacja zniechęca nas, handlarzy, do pracy. Wiele osób już zrezygnowało przez zaistniały bałagan, który panuje na całym targowisku, a za tym idą również wzmożone kontrole. My, handlarze – z jednej i z drugiej strony płotu - dajemy wpływy do miasta, dlatego oczekujemy korzystnej dla nas decyzji. Dyskutujemy często z kolegami, którzy mieli stoiska w innych miastach i tam poradzono sobie z takimi problemami, więc liczymy, że miasto Nowy Targ też przyjmie taką zasadę. My chcemy handlować, płacić podatki, a nie bać się o następny dzień. Prosimy więc o pomoc Radę Miasta i pana burmistrza.

O rzeczową decyzję, która przerwie bezsensowną sytuację, prosił też właściciel gruntów wynajmowanych pod handel, Grzegorz Legutko.

- To się negatywnie odbija – i na moim nazwisku i na was, radnych – przekonywał.

Dla straży i nadzoru - płot to nie problem

Od czasu postawienia płotu przez większościowego udziałowca spółki Nowa Targowica, burmistrz próbował już kwestią legalności jego wzniesienia oraz zagrażania bezpieczeństwu zainteresować straż pożarną i nadzór budowlany. Płot przegradza bowiem wcześniej wytyczone alejki i drogi ewakuacyjne.

- Komendant powiatowy PSP odpowiedział, że takiego zagrożenia nie widzi i mam to na piśmie – wyjaśniał burmistrz radnym. - Również nadzór budowlany uznał, że płot nie wymaga pozwolenia na budowę, więc nie będzie prowadził postępowania.

Taka sytuacja to również skutek faktu, że nigdy nie było całościowego projektu i pozwolenia na budowę placu targowego. Pozwolenia uzyskiwała spółka jedynie na kolejne wznoszone obiekty.

- Gdyby był taki projekt zatwierdzony pozwoleniem na budowę, to wówczas nie można by było swobodnie przegradzać alejek – tłumaczył burmistrz. - Mamy tutaj do czynienia z takim jakby pączkowaniem placu targowego, a koncepcja przyjęta przez Radę poprzedniej kadencji, w której zasiadałem, tereny prywatne znajdujące się teraz po zachodniej stronie płotu również obejmowała. Przyjęliśmy, że tak będzie – w sposób uporządkowany, zorganizowany – ten plac wyglądał. Rzeczywistość pokazała, że jest inaczej. Ja czuję się tutaj w obowiązku, ale też oczekiwania handlujących wobec burmistrza, Rady są takie, żeby podjąć interwencję w tej sprawie.

Kroki burmistrza

Z tego poczucia obowiązku interweniowania wyniknęły kolejne kroki. Na skierowane do wszystkich radnych pytanie o opinię w sprawie umowy ze spółką na dzierżawę terenu, jedynie od radnych Klubu „Nasze Miasto” burmistrz zyskał pisemne stanowisko, że celowe jest dążenie do jej rozwiązania. Jak tego formalnie dokonać, podpowiadała zlecona opinia prawna.

- Rozwiązanie wprost nie jest możliwe, nie możemy jej wypowiedzieć, możemy jedynie dążyć do jej unieważnienia ze względu na sprzeczność z obowiązującymi przepisami prawa – mówi gospodarz miasta. - Na punkty, które mogą stanowić podstawę do stwierdzenia nieważności na drodze administracyjnej opinia prawna wskazuje. Ale bardziej istotne – i podzieliłem się z tym z radnymi – są obawy dotyczące niebezpieczeństw związanych z tą umową i z tym, jakie plany wobec tego terenu może mieć w przyszłości spółka Nowa Targowica. Prawnik wskazał bowiem punkty, które niosą ryzyko, że spółka może prowadzić na tym terenie także inną działalność. Jeżeli w którymś momencie stwierdziłby, że nie handel, nie jarmark, ale np. budowa jakiegoś obiektu jest dla niej bardziej interesująca, bardziej korzystna, to umowa może pozwolić na taką działalność, a wówczas my zostaniemy z problemem, gdzie zrobić nowy plac targowy.

Jak nie jarmark, to hipermarket?

Uzyskana przez burmistrza opinia prawna spotkała się już wcześniej z krytyką części radnych, jako potencjalna podstawa do rozwiązania co najmniej kilku umów dzierżawy zawartych w minionych latach na mocy tych samych przepisów. Burmistrz natomiast obawy o ewentualność zbudowania na dzierżawionym miejskim gruncie np. hipermarketu uzasadnia jeszcze innym faktem:

- Przecież spółka w swoim wniosku o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego wystąpiła o to, by móc w tym miejscu budować obiekty wielkopowierzchniowe – ponad 2 tysiące metrów kwadratowych. Jest to granica w naszym planie ustalona, studium uwarunkowań nie pozwala, żeby w tym miejscu lokalizować obiekty wielkopowierzchniowe. Ale taki wniosek powstał. Chciałem więc radnych uczulić, że ta umowa ma swoje słabe punkty i żeby do tego się odnieśli, wsparli moje działania, bo chodzi tutaj o naprawdę duże pieniądze. Jak duże, można się tylko domyślać po tym, jak gorąca jest atmosfera sporu.

Do władz miasta docierają też nieoficjalne sygnały od kupców - na temat wysokości stawek czynszu dzierżawnego na placu, a dotyczy to również właścicieli małych stoisk z produktami regionalnymi.

Niech RIO sprawdzi

Nie czekając na wsparcie radnych, burmistrz wykonał w sprawie targowicy kolejny krok, występując do Regionalnej Izby Obrachunkowej o sprawdzenie umowy ze spółką pod kątem bezpieczeństwa ekonomicznego dla miasta i teraz czeka na opinię tego kontrolnego organu.

- Z naszymi prawnikami pracuję również nad tym, żeby w tej umowie zabezpieczyć interes miasta i interes handlujących, który moim zdaniem nie jest należycie chroniony – dodaje.

W relacjach miasto-targowica pojawił się także zupełnie nowy wątek - objęcia przez miasto udziałów w spółce. Jednym z pomysłów burmistrza na rozwiązanie problemu jest bowiem przejęcie gruntu i zorganizowanie przez miasto w porozumieniu z innymi prywatnymi właścicielami całego placu targowego, przy jednolitych zasadach prowadzenia handlu i wyznaczania miejsc parkingowych, przy wspólnej polityce reklamowej. Innym rozwiązaniem byłoby po prostu przejęcie spółki.

Żeby spółka odkryła karty

- Kiedy spółka ma już swoją dłuższą historię, mogła zaciągnąć pewne zobowiązania czy też nabyła własność gruntu – nabycie udziałów nie jest już dobrym rozwiązaniem, bo moglibyśmy nabyć jedynie część dotyczącą samego placu targowego – stwierdza Grzegorz Watycha. - Natomiast taka propozycja padła, żeby poznać oczekiwania właścicieli i ich szacunki wartości spółki. To pozwoliłoby nam zweryfikować informację na temat tego, jakie są rzeczywiste dochody z tego placu. Udziałowcy spółki musieliby odkryć karty, pokazać księgi rachunkowe i dochody z tej działalności.

Spółka na razie jednak woli oczekiwać na propozycję ze strony miasta niż sama odkryć karty. I poszerzyła tymczasem stan swojego posiadania o spory teren po stronie północnej. Burmistrz co prawda ma nadzieję, że nowy plan miejscowy dla rejonu ul. Targowej zostanie w końcu uchwalony, ale sytuacja klinczu w relacjach miasto – spóła Nowa Targowica może się przeciągnąć do końca bieżącej kadencji. Gospodarczy podmiot może liczyć, że wybory przyniosą zmiany we władzach, a więc także zmianę miejskiej polityki w sprawie, która wyraźnie już dzieli miejskich radnych.

- Uważam, że plan, który dziś na sesji nie wszedł do porządku obrad, w sposób właściwy i perspektywiczny definiuje przeznaczenie tego terenu, określając to, co chcielibyśmy, aby było w tym miejscu, natomiast miejscowym planem w żaden sposób nie możemy rozwiązywać konfliktów pomiędzy właścicielami prywatnych gruntów znajdujących się na tym obszarze – przyznaje szef komisji komunalnej, radny Marek Mozdyniewicz.

Fot. Anna Szopińska

 

 

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, zastrzega sobie jednak prawo do nie publikowania ich, zwłaszcza tych, które zawierają wulgaryzmy, epitety powszechnie uznane za obraźliwe, nawołują do zachowań niezgodnych z prawem, obrażają osoby publiczne i prywatne, inne narodowości, rasy, religie itd.
Komentarze nie dotyczące danego tematu, atakujące personalnie innych komentatorów i autorów, zawierające reklamy lub linki do innych stron www, dane osobowe, teleadresowe i adresy e-mail oraz uwagi skierowane do Redakcji – będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

Fotografia  R&A

Reklama

Nasi partenrzy

TV Podhale

logonaszkasprowy

fottboll

Taxi Rabka-Zdrój

Nasi partenrzy

nspj

mbludzm pl m

Tarnów In

 

Nasi partenrzy

zakopanedlaciebie.pl

 

natatry.pl

 

Resort Kościelisko

Reklama