P3320923ZAKOPANE. Na zakopiańskim cmentarzu przy ul. Nowotarskiej spoczęły prochy kapitana Tadeusza Karczewskiego ps. Wierzba. Pogrzeb zmarłego w wieku 97 lat żołnierza Armii Krajowej, powstańca warszawskiego, Kawalera Orderu Wojennego Virtuti Militari, był  uroczysty i tłumny, z wojskowymi honorami, wartą przy urnie i salwą.

Na wieczną wartę odprowadzała kombatanta rozrośnięta już do praprawnuków rodzina, także grono przyjaciół i znajomych wraz z delegacjami przybyłych ze sztandarami i wieńcami jednostek wojsk lądowych i powietrznych, Związku Harcerstwa Polskiego, władz powiatu tatrzańskiego i miasta Zakopanego; z młodzieżą szkolną i mundurową, grupami rekonstrukcji historycznej powstańczych batalionów, reprezentacją Instytutu Pamięci Narodowej. Nabożeństwo żałobne prowadził pastor ewangelicki, wojskowy ceremoniał organizowała Wojskowa Komenda Uzupełnień w Nowym Targu. Jej komendant, ppłk Paweł Wójcik, przypomniał bojowe zasługi i niezwykłą osobowość kapitana „Wierzby”. Jego odznaczenia niesione były na dwóch aksamitnych poduszkach. Po błogosławieństwie, żegnały go pochylone sztandary, dźwięki wojskowych trąbek i trzykrotna salwa plutonu, odbita echem od grzbietu Gubałówki.    

Tadeusz Karczewski urodził się 12 września 1922 r. w Warszawie. Do konspiracji trafił z szeregów harcerstwa. W latach 1939-1944 walczył jako żołnierz Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej. W kompanii „Pegaz” i batalionie „Parasol” - elitarnym oddziale dywersyjnym AK - był strzelcem i organizatorem transportu.

karczews1

11 lipca 1944 r. wziął udział w Akcji Specjalnej „Koppe”, przeprowadzonej w Krakowie przez żołnierzy z „Parasola”, przy wsparciu Kedywu Okręgu Kraków AK. Zamach na gen. Wilhelma Koppego, zastępcę generalnego gubernatora Hansa Franka, sprawcę terroru wobec ludności polskiej, miał być wykonaniem wyroku śmierci, jaki na niemieckiego dygnitarza wydało Polskie Państwo Podziemne. Z akcji okupionej dużymi stratami po stronie Armii Krajowej Koppemu udało się ujść z życiem, jednak pozostaje ona jedną z najśmielszych operacji polskiego podziemia w latach II wojny.  

P3320724

Wkrótce po powrocie z Krakowa Tadeusz Karczewski walczył już w powstaniu warszawskim. Jego szlak zaczął się na Woli, prowadził przez Stare Miasto, później – kanałami – do Śródmieścia i na Górny Czerniaków. Ranny w bojach, ryzykował, a jednocześnie ratował życie, przepływając Wisłę pod niemieckim ostrzałem. Na drugim brzegu trafił do rosyjskiego szpitala w Otwocku. Wkrótce cudem udało mu się zbiec z transportu na Syberię. W 1945 roku brał udział w organizowanej przez zrzeszenie Wolność i Niezawisłość akcji przejęcia pieniędzy z warszawskiego banku.

P3320916

Ujawnił się w 1947 r. w Urzędzie Bezpieczeństwa w Olsztynie. Potem pracował m.in. w bieszczadzkich Cieplicach, w Lublinie, na wybrzeżu i na Ziemiach Odzyskanych. Przesłuchiwany przez UB, dwunastokrotnie zmieniał miejsca zamieszkania. Ostatnich kilkadziesiąt lat przeżył w Zakopanem, u boku żony Barbary, w gronie zaufanych przyjaciół – cicho i niewielu znany, choć był ikoną akowskiego środowiska.

Do akcji w Krakowie i powstańczych walk wracał wspomnieniami podczas kameralnych spotkań ze szkolną młodzieżą i grupami zainteresowanych historią II wojny. Mimo, że skutki postrzałów w nogi utrudniały mu poruszanie się, do końca życia zachował jasność umysłu, zawadiacki dowcip, motoryzacyjną pasję, swadę i konkretny, żołnierski styl wypowiedzi. 

Pytany po latach o sens powstania warszawskiego, odpowiadał strofą wiersza:

Nie po to się żyje, by walczyć,
Lecz po to się walczy, by żyć.
A jeśli ci życia nie starczy,
To śmierci spójrz w oczy i idź...

Zmarł 11. lutego. Cześć Jego pamięci!

Pogrzeb kapitana "Wierzby"

Fot. Anna Szopińska