przetargodpad19NOWY TARG. Do dwóch tygodni powinna zapaść decyzja o wyborze firmy zapewniającej odbiór i zagospodarowanie odpadów z Nowego Targu. W trzecim już przetargu nieograniczonym miejska komisja znów miała do rozpatrzenia tylko jedną ofertę. Tym razem jednak koszt usługi proponowany przez konsorcjum firm śmieciowych nie przekracza kwoty zarezerwowanej na ten cel w budżecie.

Za kwotę prawie 6 milionów 900 tys. zł chcę zbierać odpady konsorcjum dwóch firm, złożone z lidera w postaci Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych EMPOL z Tylmanowej oraz partnera, czyli spółki FCC Podhale, prowadzącej składowisko przy ul. Jana Pawła II w Nowym Targu. Taką też sumę przeznaczyło miasto na ten cel, co wskazuje, że tym razem dojdzie już do podpisania umowy opiewającej na 9,5 miesiąca, czyli do końca bieżącego roku.

Monopol i zmowa cenowa?

- Teraz oferta będzie sprawdzana, poprosimy o uzupełnienie dokumentów – zapowiada wiceburmistrz Waldemar Wojtaszek.

P3370121

Od listopada do końca marca obowiązuje konsorcjum firm odbierało odpady na mocy tzw. umowy uzupełniającej z miastem. Środki przeznaczone na nią właśnie się kończą. Dlatego konieczne jest rozstrzygnięcie przetargu. W dwóch poprzednich przetargach, kiedy – również jedyne oferty, bez jakiejkolwiek alternatywy - komisja otwierała 1 lipca i 15 września, do rozstrzygnięcia nie doszło. Konsorcjum wyceniało bowiem swoje roczne usługi na prawie 8 milionów, podczas gdy miasto miało w budżecie zarezerwowaną kwotę tylko 5 milionów 700 tys. zł. W listopadzie środki potrzebne do rozliczenia z odbiorcą odpadów się skończyły i trzeba było podpisać umowę uzupełniającą na cztery miesiące.

Coraz większe ilości

Od stycznia natomiast uchwała Rady Miasta znacznie podniosła stawki za odbiór odpadów. Przy niesegregowanych każdy mieszkaniec płaci odtąd 25 zł miesięcznie. Segregacja oznacza stawkę 13-złotową. Co gorsza – projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zwiastuje czterokrotne podwyżki cen odbioru odpadów.

Są jeszcze inne przyczyny dotkliwego wzrostu kosztów. System gospodarki odpadami, który miał się samofinansować, z roku na rok notuje coraz większe ilości wszystkich frakcji, na czele z odpadami gabarytowymi. Duży wpływ na tę sytuację ma zwiększony ruch turystyczny, co przełożyło się na ilość odpadów zwłaszcza w Zakopanem. Podwyższenie statusu materialnego rodzin też nakręca konsumpcyjną spirale, a tym samym zwiększa ilość odpadów.

Od strony firm śmieciowych

Wzrost kosztów odnotowały równocześnie firmy trudniące się odbiorem, przewożeniem i zagospodarowaniem odpadów.

- Wpływ na to mają podwyżki cen energii, transportu, kosztów pracy, opłat środowiskowych - tłumaczy Stanisław Nowak, dyrektor firmy FCC Podhale, czyli dawnego IB odpady przy ul. Jana Pawła II w Nowym Targu. - Załamał się także rynek odbioru surowców wtórnych. Nie ma już np. transportu plastiku do Chin.

Nowych terenów na urządzenie składowisk tez nie ma, a system recyklingowy nie nadąża za przyrostem ilości surowców wtórnych. Wywożenie odpadów na Śląsk staje się nieopłacalne. Zablokowane ilością śmieci składowiska w różnych częściach kraju zaczęły więc płonąć jak pochodnie. Mały i szybko ugaszony pożar wybuchł też w Nowym Targu.

UOKiK i prokuratura w akcji

Wyraźne w tej chwili podzielenie rynku odbioru odpadów i brak konkurencji w przetargach, utwierdza samorządy w przekonaniu, iż mają do czynienia ze „zmową cenową”. Pod tym kątem, na skutek skarg samorządów, czynności w całym kraju wszczął Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prowadzą je także prokuratury. Nowotarski Urząd Miasta również był proszony o przekazanie danych i dokumentów policji.

W centrali - brak jasności

Przedstawiciele samorządów Podhala, w osobach burmistrza Nowego Targu Grzegorza Watychy i wójta Szaflar Rafała Skaradzińskiego, pojechali do Warszawy, by wziąć udział w Międzynarodowej Konferencji dotyczącej gospodarki odpadami. Liczyli, że poznają tam kierunki wytyczone przez rząd w tej dziedzinie.

- Moje wrażenia po tej konferencji są takie, że na dziś nie mamy jasno wyznaczonego kierunku, w którym należy pójść – puentuje burmistrz Grzegorz Watycha. - Nie ma odpowiedzi, czy będzie możliwe rozwijanie sieci instalacji do termicznego unieszkodliwiania odpadów, czy też pozostaniemy przy recyklingu. Jedyny wniosek, jaki wyciągam po powrocie z Warszawy jest taki, że należy przed wszystkim podejmować działania edukacyjne – uświadamiać mieszkańców, konsumentów, że od tego, co kupujemy, co dalej robimy z opakowaniami, zależy to, jak będą się kształtowały ceny zagospodarowania odpadów. 

Spalarnia odpadów na terenie Małopolski wciąż nie jest przewidywana w krajowych programach. 

Fot. Anna Szopińska