starostwobud191POWIAT NOWOTARSKI. Spodziewana „na dniach” decyzja wojewody małopolskiego może zakończyć trwający już kilkanaście lat spór własnościowy, dotyczący budynku przy Alei Tysiąclecia 35. Obiekt ten pierwotnie służył za siedzibę Komitetowi Miejskiemu PZPR, następnie Urzędowi Rejonowemu, potem Starostwu Powiatowemu.

Po wyprowadzce starostwa do nowej, docelowej siedziby, dogodnie położony budynek ma w użyczeniu Poradnia Psychologiczno-Zawodowa. To ona zawierała umowy najmu z innymi lokatorami: biurem poselskim, biurem radnych wojewódzkich, marszałkowską agendą funduszy europejskich, Delegaturą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Kołem Polskiego Związku Niewidomych i Słabowidzących. Równocześnie, od kilkunastu już lat, w sprawie tego budynku toczyły się procesy sądowe, sięgające Najwyższego Sądu Administracyjnego. Ich przyczyna tkwi w zaszłościach sprzed pół wieku.

W latach sześćdziesiątych bowiem właściciele nieruchomości w całym pasie, gdzie powstały: dworzec autobusowy, Dom Partii, Miejski Ośrodek Kultury, a w późniejszych latach bank i Urząd Celny – zostali wywłaszczeni. Pech budynku Komitetu Miejskiego PZPR polegał na tym, że jego sytuacja prawna nigdy nie została uregulowana, a to pierwotne zaniedbanie mści się po kilkudziesięciu latach.

- Można powiedzieć najprościej, że partia nie wpisała się do ksiąg wieczystych – wyjaśnia starosta Krzysztof Faber. - Po reformie samorządowej wojewoda przekazał ten budynek - a de facto nie mógł go przekazać, bo nie było księgi wieczystej – na działalność starostwa powiatowego. Tutaj według mnie pierwsze władze samorządowe i Urząd Rejonowy mogły doprowadzić do uregulowania stanu prawnego. Nie stało się tak i pierwotni właściciele gruntów pod budynkiem Komitetu Partii uwłaszczyli się w 1997 roku.  

Pierwotni właściciele mogli zostać wpisani do księgi wieczystej, ponieważ w toku postępowań sądowych uznano, iż  przeznaczenie terenu pod budowę siedziby PZPR nie mogło stanowić celu wywłaszczenia na rzecz skarbu państwa. Decyzje wywłaszczeniowe zostały więc wydane z naruszeniem prawa.

Z gruntem, na którym ktoś inny postawił duży obiekt trudno zrobić coś sensowniejszego niż go odsprzedać inwestorowi lub użytkownikowi obiektu. Do tego też dążyli właściciele działek. Wtedy jednak powstało pytanie, kto miałby im za to zapłacić. Starostwo uznało, że wojewoda powinien powiat wyposażyć w te grunty, natomiast stanowisko wojewody było takie, że tym powinien zająć się powiat.

- Gdy byłem już starostą i prowadziliśmy negocjacje z właścicielami, a konkretnie z pełnomocnikami właścicieli, w 2007 roku sprzedali oni ten grunt, ale nie starostwu, tylko pełnomocnikowi, który ich reprezentował – przypomina Krzysztof Faber. - Byliśmy już praktycznie dogadani, była ustalona cena, natomiast nie doszło do zawarcia aktu notarialnego, ponieważ ubiegł nas ich pełnomocnik.

Potem oferty kupna gruntu starostwo kierowało już bezpośrednio do pełnomocnika.

 - Były różne propozycje zamiany gruntu – czy to na działki na Willowej, czy też zapłaty – odsłania starosta historię negocjacji. - Nie udało się nam tego sfinalizować, ponieważ nie było takiej woli z tamtej strony.

starostwobud192

Równocześnie starostwo podjęło działania sądowe, które trwały 10 lat. Gruntu jednak nie udało mu się uzyskać także w trybie zasiedzenia. Doszło natomiast do wykupu części działek. W tej chwili osoba fizyczna wciąż jednak posiada większość, bo ok. sześć dziesiątych gruntu pod byłym Domem Partii, a starostwo – ok. cztery dziesiąte. Powiatowy samorząd nie zaprzestał wychodzenia do współwłaściciela z różnymi propozycjami: albo odkupienia gruntu, albo odsprzedania mu swojej części wraz z całym budynkiem.

 - Niestety, nie udało się nam porozumieć – mówi starosta. - Tutaj wchodziły w grę jeszcze kwestie wykupu użytkowania wieczystego od wojewody. W tej chwili wojewoda postawił warunki cenowe i rozważa sytuację – czy przychylić się do propozycji właściciela części gruntu pod budynkiem. My nadal będziemy się starali wykupić tę część, ponieważ budynek wciąż jest potrzebny na cele publiczne. Gdyby bowiem doszło do fizycznego podziału obiektu, to inny właściciel posiada część środkową, a my dwie części boczne – wschodnią i zachodnią, więc byłoby to niezmiernie trudne.

Ponieważ budynek zasiedla w tej chwili kilka instytucji, biur i organizacji społecznych – lokatorzy też nie mogą być na razie pewni swojej przyszłości.

 - Trudno mi powiedzieć, czym by to skutkowało – zależnie, w której lokal znajduje się części – ocenia sytuację starosta. - Trudno sobie wyobrazić logiczne podzielenie tego budynku, więc mam nadzieję, że w jakiś sposób będziemy się w stanie porozumieć z obecnym współwłaścicielem tej posesji w celu uregulowania stanu własnościowego. Takie jest prawo polskie, że kto jest właścicielem gruntu, ten jest właścicielem budynku, ale prawo mówi też, że możemy wystąpić o zwrot nakładów tam poczynionych. I z tej możliwości na pewno też będziemy korzystać.

Nadzieję, że ze współwłaścicielem uda się porozumieć, starościńskie władze pokładają w jego rozsądku i fakcie, iż budynek przeznaczony jest na cele publiczne. Tym bardziej, że kilkudziesięcioletnia substancja domaga się już gruntownego remontu.

 - My po tych wszystkich rozprawach sądowych i wyrokach, które zapadły w minionych latach, nie inwestowaliśmy w ten budynek, ponieważ nie możemy inwestować w nie swoją część – zaznacza starosta.

Toczące się od roku i coraz intensywniejsze rozmowy o różnych propozycjach i możliwościach uporządkowania stanu własnościowego niegdysiejszego Domu Partii dojrzały do tego, by wojewoda zajął ostateczne stanowisko w tej sprawie. Starostwo spodziewa się go lada dzień.

Fot. Anna Szopińska