MOKpozegnaie191NOWY TARG. Pożegnalny koncert ze starym MOK-iem przeciągnął się długo w noc. Sala była prawie pełna. Rzewna, prawie rodzinna atmosfera udzieliła się publiczności, którą 45-letni przybytek kultury po koncercie zaprosił jeszcze na poczęstunek z ogromniastym, piętrowym tortem i muzyką.

Wielu przybyłych na koncert grupy „Another Pink Floyd” - bardzo dbałej o wierność wobec słynnego londyńskiego pierwowzoru - ochoczo podchwyciło hasło organizatorów i przywdziało na pożegnanie MOK-u kreacje z lat siedemdziesiątych: peruki z długim włosem, spodnie-dzwony, kwieciste bluzy, okulary „lenonki”.

MOKpozegnanie192

Recepcyjna lada na ten dzień też zamieniła się w portiernię sprzed 45 lat: z siermiężnym biurkiem, oldskulowym telefonem, dzbankiem na kwiaty, rolkami szarego papieru toaletowego. Wszystkie te rekwizyty to oczywiście mokowskie archiwalia.

MOKpozegnanie193

Sala widowiskowa natomiast podczas pożegnalnego koncertu wypełniła się prawie do ostatnich krzeseł, a snopy kolorowych świateł i dźwięki kolejnych przebojów – co rusz wywoływały oklaski i okrzyki zachwytu. Popularna  piosenka „Another Brick In The Wall” wykonywana była z towarzyszeniem młodych górali na proscenium. Trzon publiczności stanowili ci, którym repertuar grupy przypomniał szalone prywatki z młodzieńczych lat. Co więcej – przy podświetlonych na czerwono filarach u wejścia muzyka z sali wyprowadzona była na zewnątrz i słyszał ją każdy, kto przechodził, przejeżdżał lub mieszka w blokach naprzeciwko. Zrobiło się więc rozrywkowo i głośno w całej okolicy.

MOKpozegnanie194

Koncert z burzeniem symbolicznego muru w finale trwał  prawie dwie godziny, a potem jeszcze wielu uczestników nie oparło się zaproszeniu do stołu. Pracownicy MOK-u - jako dzieci-kwiaty – stali przy wejściu, pilnując, by ten kto żywcem nie musi – nie opuścił MOK-u za wcześnie. Był zatem czas na zywe jak dziś wspomnienia, anegdoty, odbrobinę szaleństwa.

Pożegnalny koncert w MOK-u

Fot. Anna Szopińska