P1040516

W 30. rocznicę tragicznej śmierci Jerzego Kukuczki w Himalajach - 24 października 2019 r. - odsłonięto na szczawnickim „Szlaku podróżników i odkrywców” pamiątkową tablicę. Dokładnie w tym dniu 1989 roku Jerzy Kukuczka zginął na Lhotse. Uroczystość przygotowała Szkoła Podstawowa nr 1 im. Henryka Sienkiewicza wraz z Oddziałem Pienińskim Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Szczawnicy.

Tablicę odsłaniali: dyrektorka Szkoły Ewa Słowik-Różana, prezes Oddziału PTTK Marek Misztal i burmistrz Miasta i Gminy Szczawnica Grzegorz Niezgoda. Młodzież szkolna przybliżyła postać Jerzego Kukuczki – wybitnego taternika, alpinisty i himalaisty, drugiego zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum, uznawanego za jednego z najznakomitszych w historii himalaizmu. Nadarza się przy tej uroczystości okazja wspomnieć Jerzego Kukuczkę. Urodził się 24 marca 1948 r. w Katowicach. Zginął na wysokości 8300 m idąc nową drogą przez słynną, wówczas niezdobytą południową ścianę Lhotse. Tuż przed granią szczytową pękła mu lina, spadł w dwukilometrową przepaść, ciała nie odnaleziono. Oficjalnie uznano, że jest „pochowany” w lodowej szczelinie.

P1040474
Jerzy Kukuczka był drugim zdobywcą czternastu ośmiotysięczników po Reinholdzie Messnerze, gdy jednak porównamy dokonania obu zwycięzców zauważymy istotne różnice. Messner na zdobycie Korony potrzebował szesnastu lat i czterech miesięcy, a Kukuczka niespełna osiem. Zdobył je w latach 1979-1987, na osiem szczytów wszedł nowymi drogami, na cztery zimą, w tym trzy były to pierwsze wejścia. Żaden inny himalaista nie może pochwalić się takim bilansem.

Uściślę jeszcze, jedno wejście było samotne, wytyczył jedenaście nowych dróg, jako jedyny zdobył dwa szczyty w ciągu jednej zimy! Wytyczył niezwykle trudne trasy na Nanga Parbat i K2. To wszystko niezwykłe, wydaje się niemożliwe, a jednak dokonał tego. W 1988 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Calgary obaj himalaiści zostali nagrodzeni srebrnym Medalem Olimpijskim. W Istebnej – Wilcznej, w góralskim letnim domku Kukuczków, znajduje się utworzona w 1996 roku przez żonę Celinę – jego izba pamięci. Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach nosi jego imię.Wspominając przy okazji Dnia Zadusznych i uroczystości w Szczawnicy nie mogę pominąć faktów - z innego względu - dla mnie osobiście istotnych. Otóż, Jerzy Kukuczka pierwszego ośmiotysięcznika w swojej niezwykłej karierze – właśnie Lhotse! – dokonał 4 października 1979 r. drogą klasyczną w ramach wyprawy KW Gliwice, wraz z Andrzejem Czokiem i Januszem Skorkiem – członkami gliwickiego klubu oraz Andrzejem Heinrichem „Dziadkiem” z mazowieckiego Łbowa, zrobili to w stylu alpejskim bez użycia butli tlenowych. Z Andrzejem Czokiem - 19 maja 1980 r. - weszli jako pierwsi filarem południowym na Mount Everest (8848), a 21 stycznia 1985 r. na Dhaulagiri (8167) i było to pierwsze zimowe wejście na ten szczyt. Niestety, Andrzej okupił to wejście poważnymi odmrożeniami, stracił pięć palców u obu stóp, ale nie zamierzał się poddawać i rok później podjął wyzwanie, chciał wejść jako pierwszy zimą na świętą górę Tybetańczyków – Kanczendzongę.

P1040509

Jeszcze przed wyjazdem - na moich imieninach - żegnając się obiecał, że jak wróci udzieli mi pierwszemu wywiadu. Osłabiony, przegrał z chorobą wysokościową, zmarł w obozie trzecim na obrzęk płuc. Spoczął 11 stycznia 1986 r. w lodowej szczelinie na południowej ścianie świętej góry. Dla Jerzego Kukuczki Lhotse była pierwszą w Koronie Himalajów, którą zdobył i… ostatnią. Stojąc przed jego tablicą w Szczawnicy – na parę dni przed Zaduszkami – wróciły mi wspomnienia o Andrzeju Czoku, świetnie zapowiadającym się himalaiście z gliwickiego Klubu Wysokogórskiego, zaprzyjaźnionego z Jerzym Kukuczką, który swoją Koronę zakończył czterema ośmiotysięcznikami. Zaduszki mają to do siebie, że się wspomina tych, którzy odeszli i tak przy okazji odsłonięcia tablicy Jerzego Kukuczki powróciło wspomnienie o Andrzeju, przyjaźnili się przecież. Dodam jeszcze, że syn Jerzego Kukuczki Wojciech – 25 maja 2012 r. – stanął na szczycie Mount Everestu upamiętniając swojego ojca i tym wejściem sprawiając prezent Celinie Kukuczce z okazji Dnia Matki! Zrobił to w towarzystwie dwóch świetnych himalaistów Dariusza Załuski i Roberta Szymczaka.

P1040523

Proszę wierzyć ludzie gór mają niezwykle pojemne dusze i trudne do ogarnięcia, jak i same góry, do których dążą. Podczas jednego z wywiadów w Polskim Radio Jerzy Kukuczka na pytanie redaktora odpowiedział: - Góry mnie ciągną, góry mnie bawią, jest to dla mnie sposób na życie, nie wyobrażam sobie życia bez gór. Po zdobyciu – 18 września 1987 r. - ostatniego ośmiotysięcznika Shisapangma w Koronie, udzielając wywiadu redaktorowi Polskiego Radia powiedział znamiennie: - Mnie nie wystarczy być tylko w górach, być na wyprawie. Uważam, że jeżeli się podchodzi pod górę, to z jakimś celem, a tym celem jest wejść na tę górę. Na każdy prawie szczyt wchodził nową drogą i na pytanie o to odpowiedział: - To jest przede wszystkim dla mnie najważniejsze, bo wchodzenie drogą normalną, drogą którą podchodzili inni himalaiści, nie daje mi tyle satysfakcji. Wiele podobieństw znajdziemy w życiu, nawet mieszkając z dala od gór. Idący w nie wiedzą o tym najlepiej.Wśród uczestników uroczystości na szczawnickim „Szlaku podróżników i odkrywców” – oprócz wcześniej wymienionych – obecni byli: sekretarz miasta Tomasz Ciesielka, proboszcz parafii św. Wojciecha BM ks. dr Tomasz Kudroń, dyrektorka Muzeum Pienińskiego w Szlachtowej Barbara Węglarz, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Kultury Alina Lelito, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 im. ks. prof. Józefa Tischnera Anna Szczepaniak, wiceprezes Oddziału Pienińskiego PTTK Zbigniew Botor i… mrowie, tak mrowie, młodzieży. Wszak to dla nich niejako ta uroczystość była.

Tekst i fot. Ryszard M. Remiszewski