MGpogrz201NOWY TARG. Tylko rodzinę i liczne grono duchownych zmieścił kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa na żałobnej Mszy św., która rozpoczęła uroczystości pogrzebowe Śp. Marka Fryźlewicza – gospodarza miasta przez 18 lat, radnego, znanego w Polsce samorządowca, społecznika czynnego w wielu obszarach i środowiskach, przyjaciela wielu ludzi, pasjonata historii, człowieka z inicjatywą i poczuciem misji, gorącego patrioty swojej małej ojczyzny.

W sztandarowej gali, dla uczczenia Honorowego Podhalańczyka,  stawiła się delegacja 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. By towarzyszyć Mu w ostatniej drodze, a bliskim i przyjaciołom w żalu – przyjechali samorządowcy z Zakopanego, z gminy Nowy Targ oraz różnych miejscowości Podhala. Nie brakło i burmistrza Żywca Antoniego Szlagora.    

Koncelebrze przewodniczył bp Jan Zając, a wygłoszenie homilii przypadło w udziale ks. Kazimierzowi Kubatowi SDS, od lat zaprzyjaźnionemu z Markiem Fryźlewiczem. Kapłańskim słowem ogarnął on jednak wszystkich zmarłych w nieprawdopodobnie krótkich odstępach czasu braci Fryźlewiczów: 66-letniego ks. kanonika Andrzeja, 60-letniego Marka i 64-letniego ks. Jana, proboszcza z Naprawy.

MFpogrz202

Fragmenty Księgi Mądrości (Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę) i Ewangelii (Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity) – splotły się z refleksją o tym, co łączyło całą trójkę:

- Wszyscy trzej charakteryzowali się jakaś głęboką, wewnętrzną uczciwością, integralnością, a w sprawach religii – bezkompromisowością.

Przyjaciela wspominał jako pasjonata „zakochanego w historii miasta”, zaangażowanego w mnóstwo działań, które służyły jego dobru i rozwojowi, a jednocześnie tego, który nigdy nie tracił z pola widzenia człowieka ubogiego.

Kondolencje dotarły m.in. od abpa Marka Jędraszewskiego i z bratniego niemieckiego Radevormwald, które śledziło w Internecie transmisję pogrzebowych uroczystości. W murach kościoła, już po Mszy, żegnali Zmarłego m.in. ludźmierski ks. kustosz Jerzy Filek, poseł Edward Siarka, burmistrz Grzegorz Watycha, przedstawiciele Rycerzy Kolumba, Akcji Katolickiej, Związku Podhalan, radnych; burmistrz Żywca i prof. Stanisław Hodorowicz, który zakończył mowę, kładąc na trumnie limbową gałązkę, bo nią, jak stary zwyczaj każe, żegna się druhów górali.

Natomiast córka Magda i syn Maciej żegnali tatę w imieniu całej rodziny - dialogiem, od którego kamień by skruszał. Świadcząc, że mądrych i dzielnych młodych ludzi potrafił on wychować swoim przykładem.  

Po żałobnej ceremonii bryczkę z trumną pociągnęły kare konie. Eskortowany przez radiowozy kondukt z modlitwą przemierzał miasto ulicami Królowej Jadwigi i Szaflarską. Towarzyszyła mu Miejska Orkiestra, towarzyszyła i góralska muzyka. A gdy wszedł w rynek – przywitały go pochylone sztandary szkół, stojące w szeregiem przy wschodniej pierzei. Czekał tam hokejowy narybek, czekali goprowcy, a kawałek dalej, przy Komendzie Powiatowej PSP – salutowali strażacy. Ludzie wychodzili przed domy, przed sklepy, żeby zmówić „Wieczne odpoczywanie…” i wspomnieć gospodarza miasta, który tylu ludzi znał z nazwiska, imienia i przydomku, z tyloma był w przyjaźni i w kontaktach wcale nie urzędowych.

Tłum nowotarżan i przyjezdnych w pierwszy cudownie słoneczny dzień po deszczach odpłacał się obecnością i modlitwą temu, który bardzo chciał być wśród ludzi i służyć im na różne sposoby. Temu, który odszedł za szybko, z marszu, lecz spełniał swe życie intensywnie, żarliwie, godnie, z wiarą i w perspektywie bożego prawa.

Trumnę na przemian nieśli strażacy i górale.

Nad grobem zagrała Mu ostatni raz Miejska Orkiestra, górale wyciągnęli nutę żałobnego marsza „Hej, Janicku, gaśnie po górach śleboda…”, zawyła strażacka syrena, a na koniec długo drżały w powietrzu nuty piosenki „Sound of silence”, bo karteczkę z tytułem tego właśnie utworu znalazł syn w portfelu ojca.