MVC 003FPOWIAT NOWOTARSKI. Między zabudowaniami w Klikuszowej wilki zagryzły dwie owce ze stada jednego gospodarza i jedną innego hodowcy. Wpierw dopuszczano jeszcze możliwość, że zwierzęta padły ofiarami watahy zdziczałych psów. Wizja lokalna i oględziny przeprowadzone przez Nadleśnictwo Nowy Targ nie pozostawiły jednak wątpliwości: to był sprawka wilków.

- Ziemia jest mokra, wilcze tropy były wyraźne – mówi przeprowadzający oględziny leśniczy Marek Luberda. - Ten rejon penetruje wadera z młodymi. Owce były niekolczykowane, więc gospodarze nie dostaną odszkodowania. Wilki przychodzą o różnych porach – przed świtem, po zmroku, w nocy, w czasie burzy. Trawy są już wysokie, więc ich w nich nie widać. Potrafią się czaić i cierpliwie czekać. Nie muszą trudzić się polowaniem w lesie na zwierzynę płową, gdy na pastwiskach mają obfitą pokarmową bazę.

Jest to akurat okres, kiedy wadery karmią młode i wataha uczy je polowania. Wilki widywane są w Obidowej. W rejonie lotniska i Gronkowa podczas każdego sezonu wypasowego zagryzienia zdarzają się co 2 – 3 dni. Nie lepiej jest na terenie Maruszyny. Takie przypadki mnożą się i w rejonie Szczawnicy – Krościenka. Nie lepiej jest w okolicach Gorlic, Ponic i Limanowej. Sporo wilczych szkód odnotowano i w Nowym Targu.

Inna sprawa, że pracujący przy wypasie często nie są w stanie właściwie dozorować stad. A przepisy mówią, że jeśli owce korzystają z pastwisk przydomowych, powinny być na noc zamknięte w zabudowaniach. Jeśli natomiast nocują w koszarze – musi między nimi czuwać juhas z psem. Tymczasem ludzie często dowiadują się o zagryzieniu, gdy nad szczątkami owiec zaczynają krążyć kruki. Pasące się stada rzadko są zabezpieczone elektrycznym pastuchem i flarami.

DSCF2803

Pracownicy Nadleśnictwa Nowy Targ do tej pory wykonali ok. 30 wizji lokalnych i oględzin. Przez cały wypasowy sezon rejestrują ok. 300 wilczych ataków. Zdarza się, że w jednej takiej akcji chronione drapieżniki zagryzają 6 – 7, a nawet 10 – 11 owiec. Drugie tyle przypadków zdarza się w obszarze Nadleśnictwa Krościenko.

Wypady na owcze stada nie zawsze jednak są dziełem wilków, które z natury swojej mają respekt dla człowieka.  Jan Janczy, dyrektor biura Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, ciągle pamięta to, co w zeszłym roku przytrafiło się bacy Bryi w Maruszynie.

Zostawił on bowiem syna na straży stada w czasie, gdy sam pojechał na obiad. Nie zdążył nawet dotrzeć do domu, a przerażony chłopak dzwonił, że owce i jego atakuje wataha zdziczałych psów.

Niestety, groźne psie watahy tworzą też czworonogi porzucone w lesie przez turystów.

Rekompensaty za szkody wilcze wypłaca państwo, za pośrednictwem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Z doświadczeń owczarzy wynika jednak, że nigdy nie pokrywają one w pełni poniesionych strat.

Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz, Anna Szopińska