IMG 1503NADLEŚNICTWO NOWY TARG. Mnożą się przypadki wilczych ataków na owcze stada. Watahy weszły bowiem w okres karmienia młodych i uczenia ich sztuki polowania. Wiele takich krwawych historii zdarza się w Nowym Targu i okolicach.

- Ja takiego roku – kiedy wilki masowo atakują od wiosny - nie pamiętam, choć szacuję szkody już kilkadziesiąt lat… - mówi Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu. - Najwięcej szkód występuje w szeroko pojętym rejonie Nowego Tagu, od Ponic, od Rabki i Klikuszowej. To znaczy, że watahy wilków są w Gorcach i będą to watahy dosyć spore, skoro w jednej dobie potrafią zabić owce czy jagnięta w miejscowościach odległych o kilkadziesiąt kilometrów.

P3700788

Jeśli rolą Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz jest szacowanie szkód, tak przeprowadzenie wizji lokalnej i oględzin oraz sporządzenie protokołu należy do strażników leśnych – pracowników Nadleśnictwa.

- Populacja wilka na terenie Nadleśnictwa jest dość stabilna i szacowana na ok. 30 osobników - szacuje Janusz Krywult, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Nowy Targ. - Wataha może przemieszczać się na odległość 20 kilometrów w ciągu doby, przy czym nawet pojedyncze osobniki polują. Jest to akurat okres, kiedy wadery uczą swoje młode polować, więc dochodzi do ataków powodowanych przez wadery ze szczeniętami.

zag2

Wszyscy to widzą – oprócz ochroniarzy – że populacja jest na tym samym poziomie – stwierdza natomiast dyrektor Janczy. – Nawet leśnicy mówią już, że brakuje zwierząt w lesie, bo są zagryzione. I tak się dzieje w różnych częściach Podhala. Był nawet przypadek, że jeleń na Szlachtowej – zagoniony przez wilki – nie miał gdzie uciekać, chciał przeskoczyć i nadział się na metalowe ogrodzenie, zawisł i poniósł śmierć.

Łupem wilków padają zwierzęta kopytne – jelenie, sarny, także dziki. Zwierzęta gospodarskie na wypasie – owce, krowy, cielęta, kozy - to jednak dla niech łup znaczne łatwiejszy niż mieszkańcy lasu. Pastwiska są atrakcyjną i łatwo dostępną bazą pokarmową.

- Kilka lat temu mieliśmy przypadek, kiedy obiektem ataku wilków stała się hodowla danieli – przypomina zastępca nadleśniczego. - Rocznie w naszym Nadleśnictwie szkód powodowanych przez wilki jest sto kilkadziesiąt, więc można szacować, że owiec zagryzionych jest 350 – 400.

20181022 082656

Pracownicy Nadleśnictwa Nowy Targ do tej pory wykonali ponad 30 wizji lokalnych i oględzin. Zdarza się, że w jednej takiej akcji chronione drapieżniki zagryzają 6 – 7, a nawet 10 – 11 owiec. Drugie tyle przypadków zdarza się w obszarze Nadleśnictwa Krościenko. Trzy dni temu, między zabudowaniami w Klikuszowej, wilki zagryzły dwie owce ze stada jednego gospodarza i jedną innego hodowcy. Wpierw dopuszczano jeszcze możliwość, że zwierzęta padły ofiarami watahy zdziczałych psów. Wizja lokalna i oględziny przeprowadzone przez Nadleśnictwo Nowy Targ nie pozostawiły jednak wątpliwości: to była sprawka wilków. Na mokrej ziemi wilcze tropy były odbite wyraźnie.

Wilki widywane są w Obidowej. W rejonie lotniska i Gronkowa podczas każdego sezonu wypasowego zagryzienia zdarzają się co 2 – 3 dni. Nie lepiej jest na terenie Maruszyny. Takie przypadki mnożą się i w rejonie Szczawnicy – Krościenka. Nie lepiej jest w okolicach Gorlic, Ponic i Limanowej.

- Od lat monitujemy i starosta swego czasu występował do ministra środowiska o odstrzał tych niebezpiecznych osobników, ale nie przynosi to żadnych skutków – skarży się dyrektor Janczy. - A, niestety, jeżeli tak będzie, to w sytuacji, kiedy opłacalność hodowli jest już kiepska i brakuje ludzie do obsługi na bacówkach – ta piękna tradycja zniknie. Bo ci, którzy w dzień muszą paść i doić owce, to często jeszcze w nocy muszą palić ogniska i pilnować stad przed wilkami. To jest naprawdę ogromny wysiłek, a wilki są tak cwane, że wystarczy moment nieuwagi, a już atakują. Opowiadał mi jeden z baców, że jak leje, to przychodzi jeden wilk, odciąga psy, a następne wtedy przypuszczają atak na owce.  

20181107 123118

Przepisy mówią, że jeśli owce korzystają z pastwisk przydomowych, powinny być na noc zamknięte w zabudowaniach. Jeśli natomiast nocują w koszarze – musi między nimi czuwać juhas z psem. Hodowcom i bacom tymczasem z roku na rok coraz bardziej doskwiera brak rąk do pracy. Trudniący się wypasem nie są w stanie właściwie dozorować stad. Częstokroć Ludzie dowiadują się o zagryzieniu, gdy nad szczątkami owiec zaczynają krążyć kruki. Owce na pastwisku rzadko są zabezpieczone elektrycznym pastuchem i flarami.

Wypady na owcze stada nie zawsze jednak są dziełem wilków, które z natury swojej mają respekt przed człowiekiem. Zeszłego roku baca Bryja w Maruszynie zostawił syna na straży stada w czasie, gdy sam pojechał na obiad. Nie zdążył nawet dotrzeć do domu, a przerażony chłopak dzwonił, że owce i jego atakuje wataha zdziczałych psów. Niestety, groźne psie watahy tworzą też czworonogi porzucone w lesie przez turystów. Problem ten od ładnych kilku lat sygnalizuje także Gorczański Park Narodowy.

20181110 142621

Szkody poniesione przez hodowców skutkiem agresji takich psich grup - co według rozeznania Nadleśnictwa stanowi ok. 5 procent wszystkich ataków na stada - starają się pokryć niektóre gminy. Rekompensaty za szkody wilcze wypłaca natomiast państwo, za pośrednictwem Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Z doświadczeń owczarzy wynika jednak, że prawie nigdy nie pokrywają one w pełni poniesionych strat.

Obfite opady w naszej części kraju przyczyniają się do tego, że trawy na pastwiskach jest pod dostatkiem, a i popyt na owcze produkty wciąż jest duży. Owczarski sezon zaczął się jednak dramatycznie. Napływają też sygnały o zaostrzaniu się konfliktu między środowiskami hodowców i baców a obrońcami wilków, którzy wyznaczają nowe terytoria ochrony, również w miejscach dotychczasowych pastwisk.

Fot. archiwum Nadleśnictwa Nowy Targ, Anna Szopińska