Najbardziej problematyczna są MEW przy niskich przepływachGMINA CZARNY DUNAJEC. Dziś, a najpóźniej jutro wójt Józef Babicz - jako organ prowadzący postępowanie w sprawie tzw. decyzji środowiskowej - wysyła do potencjalnego inwestora małej elektrowni wodnej na czarnodunajeckim Kamieńcu listę pytań. Odpowiedź strony (czyli inwestora) będzie załącznikiem do prośby, jaką potem wójt postanowił skierować do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – o zweryfikowanie pozytywnych uzgodnień dla MEW.

Postępowanie administracyjne dotyczące MEW na progu wodnym w rejonie dolnego Kamieńca toczy się już pięć lat.

- Jeśli chodzi o procedurę – wszystkie jej elementy zostały już wypełnione – mówi sekretarz gminy, Michał Jarończyk. – Ale mamy do czynienia ze sprzeciwem okolicznych mieszkańców. Osobiście nie przypominam sobie, by przed wydaniem decyzji środowiskowej ktoś się zgłaszał, a w tej sprawie ludzie gremialnie protestują. Presją społeczną oczywiście nie można wymusić na wójcie, by dał inwestorowi odmowę, gdyż za niewydanie przez organ administracji decyzji środowiskowej – jeśli inwestor spełnił przewidziane prawem wymogi – grożą konsekwencje, z finansowymi włącznie. Natomiast w naszej ocenie pojawiły się tematy, które nie były analizowane przy uzgodnieniach, mimo, że wałkowało się kwestie oddziaływania na środowisko. Przede wszystkim według nas nie był do końca przeanalizowany i wzięty pod uwagę wpływ inwestycji na warunki życia mieszkańców. A w ich opinii inwestycja zaszkodzi im, i środowisku, którego przecież są częścią.

Pod protestem przeciwko małej elektrowni podpisało się już ok. 700 ludzi, w Urzędzie Gminy została też złożona petycja rozpowszechniana na ogólnodostępnej stronie internetowej www.petycje.pl.

Mieszkańcy Kamieńca nie chcą w sąsiedztwie turbin wodnych ponieważ obawiają się hałasu, zmniejszenia przepływu wody i zamierania życia biologicznego w rzece o i tak już niskim stanie, „mielenia" ryb przez śruby itd. Uważają, że Kamieniec, wykorzystywany jako kąpielisko, byłby idealnym terenem rekreacyjnym i miejscem biwakowym.

Prawem miejscowym, czyli planem zagospodarowania przestrzennego niepokojącej ich inwestycji zablokować się nie da, gdyż o lokalizacji obiektu w korycie decyduje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.
Na razie jednak wójt – zobowiązany wsłuchiwać się w głosy mieszkańców – nie wydał tzw. decyzji środowiskowej i zapyta RDOŚ, czy pewnych rzeczy nie trzeba jeszcze raz przeanalizować. Bo w postępowaniu o wydanie takiej decyzji sprzeciw mieszkańców też trzeba uwzględnić. Sprawa jest „problematyczna społecznie".

RDOŚ i tak – w stosunku do pierwotnego projektu inwestora – znacznie zmieniła warunki dla elektrownianej inwestycji. A teraz – okaże się, jak inwestor odpowie na kolejne pytania wójta: zaproponuje jakieś rozwiązania, które uspokoją mieszkańców, czy też zrezygnuje. W jego interesie leży w każdym razie, by odpowiedział szybko. Postępowanie wszak toczy się już pięć lat. W międzyczasie trzykrotnie zmieniała się ustawa, ale postępowanie musi się toczyć według przepisów z 2008 r., bo wtedy był składany wniosek.

Zanim inwestor odpowie, potem zanim ponownie przyjrzy się sprawie RDOŚ – zbliży się koniec roku. Kolejny sezon budowlany będzie stracony. Protestujący liczą, że gra na zwłokę też może przynieść jakiś efekt, choć wolą, by decydujące organy skupiły się na ich rzeczowych argumentach przeciwko MEW w tym miejscu.