Szczyt jarmarkowego sezonu Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG. Jutro kolejny dzień jarmarkowego „szczytu", który zaczyna się przed wrześniem, a kończy w listopadzie. Ulice dochodzące do targowicy - Długa, Ogrodowa, Doroty, os. Bereki - będą jednak jutro „krajobrazem po nalocie". Także po awanturze, która odbyła się w Urzędzie Miasta za sprawą kilkudziesięciu handlujących – ukaranych lub zdyscyplinowanych przez policyjne patrole. Strony sporu o stragany dały sobie dwa tygodnie. W tym czasie handlujący mają się usunąć z pasa drogowego, policja obiecała wycofać mandaty, a burmistrz ma zdecydować, czy handel na ulicach może się obywać czy też nie. Jeśli może, to powinien określić jego zasady.

Handlowanie nie kończy się na placu Fot. Anna SzopińskaPolicyjny „nalot" na ulice sąsiadujące z palcem targowym nie był bez związku z poniedziałkową debatą na temat bezpieczeństwa ruchu w centrum. Właściciel posesji przy ul. Długiej alarmował wtedy, że stragany wchodzące w pas drogowy czynią ulice nieprzejezdną, a jemu blokują wejście do sklepu. Z przeciwnej strony placu, bo z okolic ul. Sikorskiego, radny Janusz Tarnowski sygnalizował, że stragany dramatycznie zawężają ścieżkę rowerową.

Wicekomendant powiatowy, podinsp. Kazimierz Kania, wpierw zaznaczał, że trudno policji karać straganiarzy, skoro miasto nie ma wyznaczonego placu targowego, lecz można w takich przypadkach prowadzić postępowanie administracyjne z tytułu zajęcia pasa drogowego.

Wczoraj jednak policja znalazła podstawy i patrole uskuteczniły „nalot" na ulice Długa, Ogrodową, Doroty, os. Bereki. Niektórzy z handlujący zostali ukarani mandatami w wysokości 200-złotowej. W innych przypadkach policja poprzestała na pouczeniu i wylegitymowaniu.

Skutkiem tej akcji kilkudziesięciu handlujących ruszyło do magistratu z pretensjami. Ich rozżalenie musieli „wziąć na klatę" przedstawiciele magistratu: skarbnik Łukasz Dłubacz, komendant Straży Miejskiej płk Krzysztof Cypara, podinsp. Kazimierz Kania, naczelnik wydziału prewencji w nowotarskiej KPP - podinsp. Robert Siemek i dwóch radnych z komisji komunalnej.

Handlujący polubownie deklarowali, że wycofają się z pasa drogowego, ale oczekują wyznaczenia linii, do których stawianie straganów byłoby możliwe. I by burmistrz zdecydował, czy jest możliwe handlowanie na ulicach, czy też nie. Policja obiecała wycofać mandaty, jednak czwartkowym „nalotem" wyraźnie dała sygnał, że naruszenia przepisów i blokowania ulic tolerować dłużej nie będzie.

Jak wcześniej przypomniano na debacie - Nowy Targ de facto nie ma placu handlowego, bo go nie wyznaczył.

- Nie wyznaczył, bo nie musi tak czynić – wyjaśnia Janusz Jakobiszyn, naczelnik wydział gospodarki nieruchomościami i planowania przestrzennego w nowotarskim Urzędzie Miasta. – Był kiedyś dekret z lat sześćdziesiątych, który Radzie Miasta dawał podstawę do ustalania placów targowych. W 2004 r. weszła nowa ustawa o opłatach lokalnych i uchyliła ten dekret. W myśl nowych przepisów targowiskiem jest każde miejsce, na którym odbywa się handel. Na tej podstawie pobierane są opłaty. Nie podejmowaliśmy uchwały o granicach placu, bo nie ma ona sensu. O tym, gdzie wolno handlować, decyduje właściciel nieruchomości i plan zagospodarowania przestrzennego. Jednym słowem – handlować można wszędzie, jeśli tylko nie jest to sprzeczne z odrębnymi przepisami.

A przepisy o ruchu drogowym stanowczo zakazują blokownia psa drogowego. 6-metrowa szerokość przejazdu musi być zapewniona ze względów bezpieczeństwa. Inaczej w razie nieszczęścia nie dojedzie straż pożarna ani pogotowie. I po debacie policja postanowiła to egzekwować, mimo, że – jak zauważali niektórzy rozżaleni właściciele posesji i straganów – handel na ulicach przyległych do targowicy odbywa się 22 lata i jakoś nikomu to nie przeszkadzało... No ale jeśli egzekwowanie wymogów bezpieczeństwa już się zaczęło – pozostaje liczyć na konsekwencję policji, a wtedy targowy żywioł może uda się utrzymać w ryzach. Policja musiałby zwrócić uwagę także na ścieżkę rowerową wzdłuż ul. Sikorskiego.

Handlowania na ulicach mógłby burmistrz oczywiście zakazać, ale lwia część właścicieli posesji jest za handlem. Wszak handlowanie lub dzierżawienie powierzchni pod stragany to czasem jedyne źródło utrzymania ich rodzin. Handlem Nowy Targ stoi od kilku wieków. I trudno wylewać dziecko z kąpielą...

Problem z pewnością rozwiązałoby stworzenie nowej targowicy, lecz to perspektywa w optymistycznym wariancie dwuletnia.

Wyjściem tymczasowym jest decyzja burmistrza i ustalenie zasad. Co wiązałoby się pewnie z odnowieniem

wymalowanych kiedyś linii lub wytyczeniem nowych.
A jutrzejszy jarmark pokaże, czy handlujący w ulicach przetargowych rzeczywiście odblokują pas jezdni, szanując względy bezpieczeństwa.