3azak 1

Było bezwietrznie, cisza nieziemska. Słyszałem bicie własnego serca i świszczący oddech. Doszedłem do bacówki, baca poczęstował mnie żętycą. Wydała mi się rozcieńczona. Obok szopy dwa konie, które wyraźnie nie chciały jeść siana, gardziły nim, coś tam tylko skubały.

Baca zauważył, że na nie patrzę i ze złością powiedział:
- Zarazy, nie smakuje im siano.
- Co mają jeść, przecież to sywor! - wyrwało mi się.

Baca spojrzał na mnie spode łba, coś mu zajaśniało, bo wyraźnie zauważyłem iskierki w oczach. Poszedł do bacówki i przyniósł drugi kubek z żętycą, ale jaką! Boże drogi, aż mnie zatkało! Była wyborna!
-Wiecie, jak się znacie na sianie, to na żętycy też. Jesteście eleganccy panie, bo nie powiedzieliście, że żętyca, którą piliście jest dobra dla świń – wypalił bez ogródek.
Parsknąłem śmiechem i prysnąłem żętycą, tak że miał ją nie tylko na twarzy, ale w nosie i w oczach. Obtarł się rękawem i śmialiśmy się na całą halę.

1def

W gwoli wyjaśnienia, pewnie nie wszystkim wiadomo, co to sywor? Jest sianem w kiepskim gatunku używanym na ściółkę. Mądry byłem, bo niegdyś pracowałem nad redakcją i przygotowaniem wydania „Słownika gwary orawskiej” Franciszka Fitaka. Zaraz w myślach powiedziałem: dzięki Franku za pomoc! Gdybyś wtedy był ze mną na hali, pewnikiem pilibyśmy tę wyborną żętycę z jednego kubka.

Góry mnie wciąż zaskakują, choćby męskim warzywem z wiejskiego sklepiku. Po kilku dniach pobytu w górach zszedłem do wsi zrobić zakupy na dalszą wędrówkę. Organizm domagał się witamin - owoców i warzyw. Ze sklepiku wychodziła jakaś para wyraźnie rozbawiona. W środku nie było już nikogo, sprzedawca przywitał mnie:
- Pan też życzy sobie męskie warzywo?

Zaskoczył mnie, ale nie dałem po sobie poznać, wszak jestem mężczyzną, kiwnąłem głową.
- Standard? - dodał.
- Niech będzie - odpowiedziałem niepewnym głosem.
Ki diabeł, o co tu chodzi? Zapłaciłem i dostałem coś większego w papierowej torbie. Z ciekawości zajrzałem, a w środku były… brukselki. Tęgą musiałem mieć minę, bo gość nachylił się, ściszył głos, klepnął mnie w ramię i familiarnie oświadczył: - dorzuciłem Panu piętnaście deka.

2ds

Jak chowałem torebkę do plecaka drugi raz się nachylił i równie ściszonym głosem dodał: gratis.
Gdy wróciłem do schroniska dałem brukselki do gotowania. Kolega prowadzący obiekt popatrzył do woreczka i wyrzucił z siebie:
- Coś ty, nie teraz, wydaję kolację, a nimi to zaśmierdzę całą kuchnię i jadalnię. Poczekaj niech turyści wyjdą, nikomu to nie będzie przeszkadzało.
- Ale to jest męskie warzywo – wyrwało mi się.
Uśmiech zagościł na jego twarzy i wybąkał:
- Rozumiem, ale i tak musisz poczekać, nie bądź taki napalony.

Widać wiedział, co to za warzywo! Był zajęty wydawaniem posiłków i nie miałem okazji zapytać, o co chodzi i dlaczego tak jest postrzegane. W końcu doczekałem się, ledwo zjadłem połowę ugotowanej brukselki i zasnąłem, jak suseł przy schroniskowym telewizorze. Następnego dnia zafundowałem sobie dwunastogodzinną trasę i wprost puchłem na ostrych podejściach. Może to przez brukselkę?

Po latach znajoma dietetyczka wyjaśniła mi właściwości tego warzywa, małego z wielką energią. W każdym razie od czasu do czasu kupując na bazarze to warzywo uśmiecham się figlarnie. Korzystnie na testosteron wpływają także inne zielone warzywa, m.in. brokuły, pietruszka, czy kalafior, ale mnie odtąd z męskim warzywem kojarzy się li tylko brukselka.

Schodziłem powoli do Białej Wody, słońce zachodziło. Patrzyłem z zachwytem na widoki skąpane w promieniach złota, na jego obrzeżach kapiące agresywną czerwienią. Bajka! Jak foto–grafiki artysty Marka Jennera, usytuowane między malarstwem, a fotografią. Wszystkiego było w nadmiarze: i barwa, i klimat, i uczucie, i cisnęła się na usta modlitwa ludzi gór:
- Boże Gór i Panie wszystkich szczytów! W Twoich górach, które są rękami ziemi, wzniesionymi w modlitwie do Ciebie, pokonując skałę i wysokość, siebie samego i swoją niemoc...
Schodziłem i patrzyłem oczami duszy, z daleka słyszałem wołania juhasów zaganiających owce do koszaru. Ostatnie już czerwonawe promienie zachodzącego słońca ocierały się o pnie buków i rozjaśniały je. Poezja!

Ryszard M. Remiszewski

3azak 1