kon 640x4802TATRY. Turyści ponownie byli świadkami, jak konie pracujące do Morskiego Oka padają z sił. Sprawa trafiła na policję.

Dla pani Ady o jej rodziny wypad do Morskiego Oka nie należał do najbardziej przyjemnych. A to z powodu fiakrów, którzy wywożą powozami turystów do Włosienicy. Turyści byli świadkami, jak koń upadł z sił na ostatnim przystanku przed Morskim Okiem.

- Nagle koń padł na ziemię – relacjonuje pani Ada w liście wysłanym do Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Zakopanem. - Ludzie wtedy byli w trakcie schodzenia z bryczki. Dookoła stali przerażeni ludzie nie wiedząc co się stało, wokół konia stało dwóch górali, jeden ciągnął leżącego konia do wstawania. Nawet nie polali go wodą, nie dali nic do picia, żeby trochę go orzeźwić i dodać mu sił! Koń leżał ok. 10 minut na ziemi, nawet nie drgnął. Najgorsze jest to, że kiedy koń wstał, górale dali mu tylko polizać trochę wody, polali go wyłącznie po grzbiecie. Zajechał wóz, w którym przewozi się konie. Koń ten był na tyle słaby po wstaniu, że wychodząc po desce do tego wozu, nie był w stanie wejść bo uginały się pod nim nogi. Najgorsze jest to, że nie dali temu koniowi jeść ani konkretnie się napić - skoro nie był w stanie wejść do wozu, góral poprowadził go kawałek i... znowu zaprzęgł.

Zdarzeniem tym zainteresowali się przedstawicie TTOnZ z Zakopanego. Jak zaznacza prezes tej organizacji, sprawa została zgłoszona zakopiańskiej policji.

Więcej na ten temat już wkrótce.