Najpiękniejsze wianki Fot. Anna Szopińska NOWY TARG. Pół godziny przed północą skończyła się sobótkowa zabawa w parku (teraz mocno rozkopanym) nad brzegiem Czarnego Dunajca. Jak przysłało na jubileusz – X Sobótki Nowotarskie program i bufet miały obfity. Przy wymarzonej pogodzie publiczność też dopisała.

Impreza pod patronatem naszej gazety internetyowejPODHALE REGION.

Tam ma strój wyglądać... Fot. Anna Szopińska Sygnałem do Dawne zajęcia chłopców Fot. Anna Szopińska rozpoczęcia Tak się dziecię kołysało Fot. Anna Szopińska sobótkowychDziewczęce zatrudnienia Fot. Anna Szopińska szaleństwMali Śwarni tańczą Fot. Anna Szopińska był dźwięk Góralski bufet Fot. Anna Szopińska trombity na scenie przy lodowisku. Nowotarski Oddział Związku Podhalan, jako gospodarz i organizator, zadbał o to, by wcześniej rozłożyło się wszystko, co do plenerowej imprezy potrzebne: począwszy od góralskiego bufetu, skończywszy na dmuchanych zjeżdżalniach i wacie cukrowej dla dzieci. „Mali Śwarni" – zespół od 30 lat prowadzony przez Marię i Józefa Staszlów – tylko czekał, by z wesołym „ujkaniem" wkroczyć na scenę zaraz po „witacce" w wykonaniu prezesa „miastowego" oddziału, Wojciecha Gronia.

- Pokozom, jak się ze lnem robiło i jakie sprzynta temu słozom – uprzedziła Stasia Trebunia-Staszel w roli konferansjerki. Bo downij, jak się fciało mieć odzienie, to trza było najpierw posiać, zebrać, ususzyć, uporzonść...

Starodawne sprzęty i pokazy, do czego ongiś służyły, zagościły na scenicznych deskach oczywiście w towarzystwie dziecięcej zabawy, góralskiej muzyki. Już wtedy gromadził się akademicki zespół „Młode Podhale", od niedawna działający przy Podhalańskiej Wyższej pod ręką Stasi Trebuni i Jędrka Stocha, żeby wnieść z sobą cały żywioł góralszczyzny, tańca, muzyki, śpiewek.

Ale miało być nie tylko regionalnie, bo rozmaicie – tak uradzili organizatorzy i wkrótce pojawiły się na scenie, przed sceną, na placu wyczynowe rowery z mistrzami cyklotrialu na siodełkach. Ich przyprawiające o gęsią skórkę popisy – podskoki, stawanie dęba, jazda tyłem, na stojąco i „bez trzymanki", wreszcie przeskakiwania przez leżące na ziemi osoby – nie tylko zgromadziły publiczność wokół placu, ale sprawiły, że zastygła ona pod wrażeniem.


Publiczność dopisała Fot. Anna Szopińska Po tych Moda inspirowana Fot. Anna Szopińska emocjach Kreacja ślubna Fot. Anna Szopińska relaksem Hyrni przed występem Fot. Anna Szopińska był pokazPokazy mrożące krew Fot. Anna Szopińska stylizowanejPląsy przy wielkiej watrze Fot. Anna Szopińska mody spodŁapanie laserowych świateł Fot. Anna Szopińska ręki i igły Agaty Czerniawskiej ze Spytkowic. Elementy i materiały góralskiego odzienia, jak widać, są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla kreatorskich pomysłów.

Zespół „Hyrni" z Nowego Targu to mistrzowie w tańcu, śpiewie, a przede wszystkim w „zbójnickim". Ich też nie mogło braknąć przy Sobótkach.

Ale regionalny wątek przeplatał się z rozrywką innego gatunku, np. z brzmieniami elektrycznych gitar i perkusji w wykonaniu zespołu muzycznego K&K w składzie Jakub Chudoba i Kacper Pająk.
Sobótkową niespodziankę zaplanowano przed ósmą wieczór i rzeczywiście o tej porze w środek sobótkowej zabawy wjechał wielki jubileuszowy tort. Częstowały nim gospodynie z Oddziału przy muzyce „Hajlanderów", już do końca, czyli prawie do północy towarzyszących sobótkowej zabawie.

Jednak wszyscy, którzy cenią urok pradawnej sobótkowej tradycji, najbardziej czekali na przypomnienie starych zwyczajów: przejście nad Dunajec z pochodniami i fakłami, rozpalenie watry, puszczanie wianków na wodę. Wianki, jak wcześniej zapowiadali organizatorzy, musiały być bardzo ekologiczne, tylko z gałązek i kwiecia. Dziewczęta w swoich rękodziełach wyglądały jak rusałki. I w blasku ognia z wielkiego stosu bierwion popłynęły Czarnym Dunajcem kwietne sploty ozdobione zapalonymi świeczkami.

Na koniec ciemne już niebo rozgorzało wszystkimi kolorami laserowych świateł. Dzieci próbowały łapać je w ręce. Kto jeszcze miał chęć i siłę – do północy potem balował z „Hajlanderami".