Fot. Ryszard M. RemiszewskiLENDAK-SŁOWACJA. Nad grobem Wojciecha Halczyna w Lendaku pochyliły się głowy, złożono wiązanki kwiatów, odmówiono Modlitwę Pańską „Ojcze nasz", po której w ciszy ściskającej za gardło każdy z obecnych uronił łzę.

Spotkali się przy grobie Spiszacy – delegacja w osobach: Jan Budz, prezes Związku Polskiego Spisza, Julian Kowalczyk – prezes Stowarzyszenia Rozwoju Spisza i Okolicy, Zofia i Józef Łukaszowie z Krempach, Stanisław Budzyński z Bukowiny Tatrzańskiej i członkowie Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wchód – Zachód, z konsulem honorowym Rzeczpospolitej Polskiej na Słowacji Tadeuszem Frąckowiakiem.

Wojciech Halczyn – wspomnę, opowiedział się za Polską, gdy kształtowały się jej granice. Na Orawie i Spiszu trudno było tak od razu powiedzieć, po której jest się stronie. Świadomość rodziła się w bólach. Halczyn poznał trochę świata, był błyskotliwy, wypowiadał myśli składnie i z morałem. Rozumiał, co znaczy ojczysty język, tradycja i wiara. W 1919 r., gdy decydowały się losy tych ziem, włączył się w działalność Narodowego Komitetu Obrony Spisza, Orawy, Czadeckiego i Podhala. Wraz z Piotrem Borowym z Orawy, ks. Ferdynandem Machayem i Kazimierzem Rouppertem wziął udział - jako delegat Spisza - w paryskiej konferencji pokojowej. 11 kwietnia 1919 r. delegację na specjalnej audiencji przyjął prezydent Stanów Zjednoczonych Thomas Woodrow Wilson. Wszystkich obserwatorów obaj gazdowie wprowadzili w podziw, gwarzyli sobie z prezydentem po angielsku! To dzięki obecności obu gazdów w składzie delegacji polskiej problematyka Orawy i Spisza była rozpatrywana na konferencji.

Drogę, którą przebył Wojciech Halczyn, przypomniał prezes Związku Polskiego Spisza - Jan Budz. – Miał dwie rzeczy w swoim sercu. Był bardzo przywiązany do wiary katolickiej, a była obawa, że gdy przyjdą Czesi na te tereny, to będą prześladować wyznanie katolickie. Dla niego była to ważna motywacja do działania, o Słowakach się nie mówiło, dominującą rolę pełnili Czesi. Drugie to przekonanie o polskości tego ludu.

Powiem szczerze, że także ten grób jest świadkiem historii, w której brak logiki. Granice wytyczono nie tak jak Halczyn chciał. Najpierw Lendaku nie objęto plebiscytem, potem z niego zrezygnowano, gdy latem 1920 roku wojska rosyjskie stanęły pod Warszawą. Czechosłowacja nie chciała puścić pomocy dla wojsk polskich w krytycznym monecie przed Bitwą Warszawską, chodziło o broń i amunicję z Węgier. Chcieli w zamian wymusić korzystną decyzję za Magurą Spiską, a także na Orawie i Śląsku Cieszyńskim. W efekcie powołana przez mocarstwa Komisja delimitacyjna rozgraniczyła tereny. Podział tego terytorium jest nielogicznym wynikiem tych pertraktacji.

Staraniem komitetu uczczenia pamięci Piotra Borowego i Wojciecha Halczyna 18 października 1935 r. na lendackim cmentarzu stanął kamienny pomnik zamówiony w zakładzie kamieniarskim E. Schmögnera w Popradzie, z tablicą w języku polskim o treści: Wojciechowi Halczynowi Straconemu – przyjaciele z Polski. Błogosławieni umarli, którzy w Panu umierają. „Stracony", to rodzinny przydomek Halczyna. W parę miesięcy później – 17 marca 1936 r. – z polecenia władz żandarmi usunęli tablicę zastępując ją nową z napisem słowackim. Czyn fatalnie świadczący o podejmujących decyzję.

Zwracając się ku członkom Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wschód – Zachód Jan Budz powiedział:

- Serdeczne Bóg zapłać żeście się zainteresowali Wojciechem Halczynem. Mamy wspólną myśl, żeby się nikt nie wstydził, że jest Polakiem, a myślę, że tu na Słowacji jest dużo Polaków. Ale wielu wstydzi się być Polakiem, bo Polskie Państwo i jego struktury nieraz zapominały o bohaterach, a co dopiero o zwykłych ludziach na jego kresach. Trzeba o tym do skutku mówić, by ludzie wiedzieli i znali prawdę. Ludzie są wolni, powinni myśleć i wyciągać wnioski. Niewątpliwie ten człowiek miał w sercu prawdę. Niechby choć na tym grobie wyszło na wierzch to, w co wierzył, a reszta to niech będzie jak chce.

Jan Budz mówił piękną gwarą spiską, zrozumiałą dla wszystkich, nadmienił:

- Polityka nie ma nic wspólnego z prawdą i logiką. Groby to miejsce spoczynku uczestników wydarzeń ale i świadków pogmatwanej historii. Trzeba uszanować ludzi w nich spoczywających, bo za nimi stało ich piękne życie, ideały, radość, ból i nadzieja, dlatego oddawajmy im szacunek.

Konsul Honorowy RP Tadeusz Frąckowiak powiedział o staraniach jakie poczynił:

- Byłem tu nad grobem Wojciecha Halczyna już dwa razy i rozmawiałem z Pavlem Hudáčkiem, starostą Lendaku. Przed dwoma miesiącami uzgodniłem, aby ten grób oczyścili. Jest stary, był już kilka razy reperowany, więcej nie da się zrobić. Trzeba go wyprostować, bo się trochę zapadł, ale nie jest to proste.

Wydatek jest rzędu 500-600 EUR. Już rozmawiałem z polskim konsulem w Bratysławie, jak się teraz spotkamy dam mu aktualne zdjęcia z naszego tutaj spotkania. W związku z tym wystąpi się do odpowiednich instytucji o odnowienie pomnika oraz odtworzenie tablicy z 1935 r.

Zainteresowanie nagrobkiem Wojciecha Halczyna nastąpiło w odpowiednim momencie. Jak najbardziejwskazane będzie dalsze, różnego rodzaju wsparcie. Dlaczego? Ta część cmentarza zostanie przekopana, nie ma miejsca na nowe. Grób zostanie, ale potrzebne są środki na jego wyprostowanie i odnowienie.

Skorzystałem z okazji i zapytałem Rafała Lusinę – prezesa Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom za Granicą Wschód – Zachód o przybliżenie działalności.

– Naszym celem jest łączenie ogólnie mówiąc Polaków ze wschodu i zachodu, aby jedni od drugich jak najwięcej mogli się nauczyć i wspólnie realizowali różne szczytne zadania – powiedział. – Również istotną naszą rolą jest wspieranie w nauce młodych Polaków, którzy pozostali na wschodzie nie z własnego wyboru, tylko Polska się od nich odsunęła i pomagamy im poprzez fundowanie stypendium na polskich uczelniach. Aktualnie mamy dziewięciu studentów, których wspieramy w ten sposób.

Skąd stowarzyszenie ma na tę działalność środki? – Większość to składki członków i datki. Organizując rajdy prosimy uczestników, aby przekazywali pieniądze ile kto może na te cele – usłyszałem. – Łączymy ludzi o patriotycznych sercach i nie wyraża się to w mówieniu, ale w czynach. Przed przyjazdem do Lendaku byliśmy wcześniej w Brodach na wschodzie i tam porządkowaliśmy polski cmentarz, kwaterę wojenną. Chcemy żeby miejsca polskiej pamięci wyglądały godnie.

Serce rośnie słuchając słów prezesa. Siedzibą stowarzyszenia jest Grodzisk Wielkopolski, członkami są ludzie z całej Polski, a nawet mieszkający poza jej granicami.

Uroczystość w Lendaku zakończyła się w kościele parafialnym pw. św. Mikołaja (sv. Mikuláša), proboszcz ks. Mário Anton Hrtus wprowadził w historię świątyni wybudowanej w stylu gotyckim z początku XIV w., z pięknym XV. wiecznym ołtarzem. Podsumowaniem była msza odprawiona przez ojca Marka Kiedrowicza OFMConv. z Diecezjalnego Sanktuarium im. Jakuba Apostoła w Lęborku, członka stowarzyszenia. Było to wzruszające zakończenie lendackiego spotkania.

Ryszard M. Remiszewski

GALERIA