MMKS Podhale Nowy Targ wygrało 1 ligę i zrobiło to drużyną, która w normalnych realiach nie miała prawa być tak skuteczna. Drużyną złożoną z młodych chłopaków, kilku doświadczonych zawodników i kilku takich, których do hokeja trzeba było namawiać, żeby w ogóle wrócili na lód. Drużyną, która funkcjonowała w realiach, które z profesjonalnym sportem często miały niewiele wspólnego.
I w tym miejscu trzeba bardzo mocno wybrzmieć jedno nazwisko: Marek Ziętara. Bo to nie jest pierwszy raz, kiedy ten trener bierze zespół w trudnym momencie, w trudnych warunkach i robi wynik ponad stan. To jest trener, który potrafi zbudować drużynę nie z pieniędzy, tylko z charakteru. Potrafi stworzyć szatnię, w której jeden idzie za drugiego. Kolejny raz udowodnił, że jest fachowcem bez względu na którym poziomie przychodzi mu pracować.
Byłem jednym z tych, którzy mówili, że pchanie się na siłę do 1 ligi w sytuacji, w jakiej od dłuższego czasu jest nowotarski hokej, nie ma większego sensu. Bo najpierw powinno się poukładać klub organizacyjnie i finansowo, posprzątać bałagan, zbudować fundamenty, a dopiero potem budować drużynę seniorów. I tego zdania nie zmieniam. Ale skoro już ta drużyna powstała, skoro wyszła na lód, to zrobiła dokładnie tyle, ile mogła zrobić – wygrała tę ligę. I za to należą się brawa, bo nikt im tego nie podarował.
Ale jeśli mamy być uczciwi wobec siebie i wobec tego klubu, to trzeba to powiedzieć wprost: to, że Podhale wygrało 1 ligę, nie oznacza, że sytuacja hokeja w Nowym Targu się poprawiła.
Bo mówimy o rozgrywkach, które w polskich realiach są ligą półprofesjonalną, momentami wręcz amatorską. I nie mówię tego, żeby umniejszać temu zwycięstwu, tylko żebyśmy nie zaczęli żyć w iluzji, że jeden wynik nagle coś systemowo zmienia. Nie zmienia. Bo problem Podhala od lat nie leży w tym, czy my mamy zawodników, którzy potrafią grać w hokeja. Problem leży w tym, czy klub jest stabilny organizacyjnie, czy ma plan, czy ma strukturę, czy ma poukładane szkolenie młodzieży i czy ktoś nad tym wszystkim panuje w sposób długofalowy.
I tu, niestety, mam wrażenie, że przez ostatni rok nie zmieniło się praktycznie nic. To był kolejny sezon przetrwania, a nie kolejny sezon budowania czegokolwiek. Kolejny rok improwizacji, a nie realizacji planu.
Kolejny rok, w którym więcej było gaszenia pożarów niż spokojnej pracy u podstaw.
Dlatego ja ten sezon odbieram bardziej jako historię ludzi, którzy w trudnych warunkach zrobili coś ponad plan, niż jako dowód na to, że w klubie wszystko zaczęło działać tak, jak powinno. Bo drużyna i trener zrobili swoje. Pytanie, czy klub jako organizacja zrobił krok do przodu. Ja tego kroku dalej nie widzę.
Cieszę się z tego, co zrobili zawodnicy. Bardzo doceniam pracę Marka Ziętary, bo uważam, że w tych realiach zrobił naprawdę bardzo dużą rzecz. Ale jako ktoś, kto patrzy na Podhale trochę szerzej niż tylko przez tabelę, nie mam dziś poczucia, że jesteśmy w dużo lepszym miejscu niż rok temu.
I tego jednego wyniku nie można mylić z tym, że nowotarski hokej stanął na nogi. Bo żeby stanął na nogi, to najpierw musi stanąć na nogi klub. A z tym – mam wrażenie – wciąż jesteśmy w tym samym miejscu.

















Widać w tym feletone jad złosliwości , ale to już nie pierwszy raz.