etnoseminar17CZARNY DUNAJEC. Sala czarnodunajeckiej remizy z trudem mieściła wszystkich gości tego wydarzenia. Bo w ostatnią niedzielę przed Środą Popielcową pięć regionów zjechało do gminy, która niegdyś była miastem. Trzecia edycja seminarium „Jedność w różnorodności” stała się pięknym i tłumnym świętem góralszczyzny w całym jej rozmaitym bogactwie.

Seminaryjną imprezę połączoną ze scenicznymi prezentacjami zespołów organizował Zarząd Główny Związku Podhalan i przybył on na to święto prawie w komplecie, pod wodzą prezesa Andrzeja Skupnia. Gospodarze natomiast to gmina Czarny Dunajec ze swoim Centrum Kultury i Promocji oraz oddziałami Związku. Prelegentami byli tak uznani regionaliści i etnografowie jak: Władysław Motyka, Artur Majerczak, Jadwiga Jurasz, Andrzej Słonina, Halina Opalińska, Andrzej Jakubiec, Katarzyna Ceklarz, Anna Trebunia-Wyrostek. Oczywiście także inicjatorka i sprawczyni seminariów – dr Stanisława Trebunia-Staszel.

- Zaczęło się to wszystko kilka lat temu, kiedy organizowaliśmy spotkanie poświęcone ks. Tischnerowi – mówi ona. - Wtedy zaprosiliśmy naszych górali z Podhala, Spisza, Orawy, przygotowując wspólny koncert. Przyjechali górale z Nowego Targu i pytają się: „ - Stasiu, czy te zespoły przyjechały z zagranicy?...” Wtedy uświadomiłam sobie, że nie znamy się wzajemnie, choć jesteśmy tak blisko jedni drugich. I w zeszłym roku postanowiliśmy, że zorganizujemy takie spotkania, podczas których poznamy się lepiej, poznamy kulturę, tradycję polskiej góralszczyzny. Bo choć należymy do tej samej organizacji, to się nie znamy. I nieraz też z dystansem patrzymy jedni na drugich, może myśląc, że my to ci prawdziwi górale, tamci – nie wiadomo kto... Te spotkania mają sprawić, że się poznamy. Ale chciałabym, żeby też nauczyły nas patrzeć z szacunkiem na kulturę innych regionów. Żebyśmy dostrzegli to, czym się wyróżniamy, ale też to, co na łączy.

Pierwsze takie seminarium odbyło się w 2014 roku. Wtedy na scenie Domu Podhalańskiego w Ludźmierzu zaprezentowali się Spiszacy, górale „biali” z Łącka i górale z Beskidu Śląskiego. W zeszłym roku można było poznać bliżej górali z Orawy i Zagórzan. Teraz, w Czarnym Dunajcu, była okazja do podziwiania tradycji i kultury aż pięciu regionów, bo Pienin, Babiogórców, górali żywieckich, Kliszczaków i gospodarzy – górali podhalańskich, czyli zespołu „Watra” z Czarnego Dunajca.

Na czarnodunajeckiej scenie założyciele i kierownicy zespołów; osoby nie tylko tańczące, grające w muzykach, ale też często szyjące i zdobiące stroje – prezentowały historię swoich regionów, charakterystyczne cechy ubioru, gwary, muzyki; elementy obrzędów, tańce i przyśpiewki. Była to spora porcja wiedzy, ale i humoru, uciechy, brawurowych nieraz popisów. Widać było, ilu młodych i najmłodszych potrafili starsi regionaliści swoimi osobowościami, zapałem, wytrwałością przyciągnąć do regionalnych grup i rozmiłować w góralszczyźnie – bez względu na te stanowiące o bogactwie różnice.

Przez scenę przewinęli się górale pienińscy, reprezentowani przez „Małych Szlachtowian” ze Szlachtowej, zespół „Pieniny” z Krościenka i muzykę „Białopotocanie”. Honor prezentowania tradycji żywieckich przypadł „Grojcowianom” z Wieprza. Z Tokarni przyjechali „Kliszczacy” i „Mali Kliszczacy”, by pokazać kulturę grupy etnograficznej, która wzięła nazwę od charakterystycznego rozcięcia u dołu spodni tzw. "kliszcza". Kulturę Babiogórców przybliżała grupa z Bystrej Podhalańskiej. A czarnodunajecka „Watra” pokazała gościom, co potrafią miejscowi górale.

Nie wszystkie grupy zresztą mają tyle szczęścia, co Podhalanie, by kultywować żywe tradycje. Niektóre regiony musiały bowiem ubiory, obrzędy, muzykę i śpiewki odtwarzać sięgając do dawnych zapisów, opisów, zdjęć i rycin.

Scenicznym występom, pokazom i popisom towarzyszyły autorskie nieraz prezentacje wydawnictw, które przyjechały z goszczonych regionów lub wyszły z podhalańskich oficyn. Ta złożona z etnograficznych pozycji regionalna biblioteka jest już imponująca.

Seminarium w Czarnym Dunajcu

Fot. Anna Szopińska