Rozmowa z aKatarzynaPietrzykktorką Katarzyną Pietrzyk, aktorką słynnego teatru Witkacego w Zakopanem.

Katarzyna Pietrzyk to zakopiańska aktorka, która ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Od 1996 roku gra w Teatrze Witkacego, w którym zadebiutowała rolą siostry Anny w Wariacie i zakonnicy S.I.Witkiewicza. Współtworzyła spektakle Świat, wydanie drugie oraz Kobieta. Istnienie poszczególne.

 

                                                                                                          ***

Aktorstwo to spełnienie dziecięcych marzeń?

Nie, o aktorstwie zaczęłam myśleć dopiero w liceum. Wtedy uświadomiłam sobie, że chciałabym być właśnie aktorką. Od zawsze interesowałam się literaturą, która tłumaczyła mi wiele rzeczy, w której znajdowałam odpowiedzi na ważne pytania. Gdy jest się młodym, cały czas się czegoś szuka, wszystko przeżywa się bardzo intensywnie. I właśnie w literaturze odkryłam, że ktoś zadawał wcześniej już te same pytania, czuł to samo, a później pięknie ubrał w słowa moje myśli. Do tego, że zostałam aktorką, przyczyniła się właśnie moja wrażliwość na poezję.

Jest pani pierwszą aktorką w rodzinie?

Tak, w mojej rodzinie nie ma aktorów. Gdy zdecydowałam, że chcę studiować aktorstwo, w zasadzie nikt z moich bliskich nie wierzył, że mi się to uda. To specyficzne studia, na które trudno się dostać; na jedno miejsce jest wielu kandydatów. Ja też nie zostałam przyjęta za pierwszym razem. Do szkoły teatralnej dostałam się przy drugim podejściu – wcześniej miałam problemy z dykcją i musiałam nad tym popracować.

W Teatrze Witkacego rozpoczęła pani pracę zaraz po studiach. Dlaczego właśnie Witkacy?

W życiu nie ma przypadków, miałam różne drogi do wyboru. Pracę w teatrze zaproponował mi sam Andrzej Dziuk, który zobaczył mnie, gdy występowałam w dyplomowym spektaklu.

W jakim stopniu twórczość Witkacego jest bliska pani wrażliwości?

Bardzo szanuję Witkacego za niektóre jego dramaty, uwielbiam na przykład W małym dworku czy Sonatę Belzebuba, czyli prawdziwe zdarzenie w Mordowarze. Podobają mi się portrety, które tworzył. Mam ogromny podziw dla jego charyzmy, dla jego intelektu, dla jego żądzy wiedzy, pracowitości. Witkacy był ogromnie inteligentny, oczytany, miał wszechstronne zainteresowania. To bardzo płodny twórca, który zostawił po sobie nie tylko dramaty, powieści, ale także rozprawy filozoficzne, obrazy.
Są jednak takie rzeczy w samym Witkacym i jego twórczości, które do mnie nie przemawiają, są dla mnie niezrozumiałe.

W spektaklu Kobieta. Istnienie poszczególne wciela się pani się w wiele kobiet, które odegrały ważną rolę w życiu Witkacego. Jak poradziła sobie pani z przechodzeniem z jednej roli w kolejną?

Nie ukrywam, że na początku było to bardzo trudne. Sam pomysł na spektakl był mój. Zwróciłam się z prośbą do Maćka Pinkwarta, by doradził mi, gdzie szukać informacji na temat kobiet Witkacego; tego w jaki sposób one go postrzegały. Maciek napisał dla mnie dramat Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz, na podstawie którego powstał spektakl Kobieta. Istnienie poszczególne. Wiele mówi się o tym, jak Witkacy postrzegał kobiety, natomiast niewiele wiadomo na temat tego, co kobiety myślały o nim, co tak bardzo przyciągało je do Witkacego. W zasadzie nie dziwi mnie to, że on się tym wszystkim kobietom podobał, bo jak się ogląda jego zdjęcia, to widzimy przystojnego, postawnego mężczyznę. Witkacy był też inteligentny, oczytany, mówił biegle w czterech językach. Zawsze interesowało mnie jednak, dlaczego te kobiety przy nim zostawały, wracały do niego, wytrzymywały wszystkie jego zdrady.

Szczególnie wytrwała okazała się jego żona Jadwiga.

Tak, ona w pewnym momencie wyrobiła w sobie taki instynkt samozachowawczy i po prostu on miał swoje życie, a ona swoje. Nawet sobie o tych swoich oddzielnych życiach rozmawiali. Bywało, że żona doradzała Witkacemu, jak ma postępować z Czesią, z którą ją zdradzał.
Żeby przygotować się do roli, szukałyśmy z Justyną Kowalską w każdej z tych kobiet jakiejś nuty przewodniej; czegoś, czym się szczególnie wyróżniały.

Którą z postaci było najtrudniej zbudować?

Trudna była do zagrania Irena Solska, pomimo że łatwo było wychwycić wyróżniające ją cechy. Solska miała bardzo charakterystyczny sposób mówienia, charakterystyczny ruch sceniczny, była niezwykle energiczna. Wyzwaniem okazały się również spokojna Helena Czerwijowska oraz Eugenia Dunin-Borowska, która tworzyła wspólnie z Witkacym dramat Mister Price, czyli bzik tropikalny.

Przygotowując się do ról w spektaklu Kobieta. Istnienie poszczególne dobrze poznała pani biografie kobiet związanych z Witkacym. Znalazła pani jakąś cechę wspólną, która je wyróżnia?

Nie, chyba nie ma takiej cechy. One były bardzo różne. Wśród kobiet Witkacego znajdziemy artystki – spotykał się m.in. z Ireną Solską, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską; był także z kobietami zupełnie przeciętnymi, jak jego ostania partnerka Czesława Oknińska. Na każdej z tych kobiet zostawił jednak piętno. Czesława Oknińska nawet po śmierci Witkiewicza była pod jego ogromnym wpływem, nie ułożyła sobie na nowo życia. Po wojnie wróciła do Zakopanego i szukała śladów Witkacego, a siebie nazywała Witkacową – Witkiewiczową nie mogła, bo to było określenie zarezerwowane dla jego żony. Jadwiga również do końca życia pozostała pod ogromnym wpływem męża, wszędzie chodziła z listami od niego, wszystkim je czytała. Wyjątkiem jest chyba tylko Irena Solska, która nie traktowała go do końca poważnie. To była kobieta niezależna, która dorównywała intelektem Witkacemu, z którą Witkacy miał podobne zainteresowania.

Myśli pani, że Witkacy którąś z tych kobiet naprawdę kochał?

Tak, swoją matkę. Witkacy nie potrafił poświęcić się dla kobiety; był wychowany na egocentryka. Ogromny wpływ miała na to jego matka, która rozpieszczała swojego jedynaka, kształtowała w nim poczucie, że jest najlepszy. Była przy tym bardzo zaborcza.

Spektakl Kobieta. Istnienie poszczególne wymaga interakcji z publicznością.

W Teatrze Witkacego kierujemy się ideą, że widz powinien być czynnym uczestnikiem spektaklu. Niemal wszystkie przedstawienia, które prezentujemy, wymagają udziału publiczności. Jest to ryzykowne, tak też było w przypadku spektaklu Kobieta. Istnienie poszczególne, ponieważ nie każdy widz chce podjąć grę z aktorem, niektórzy się na przykład wstydzą. To wpływa także na komfort mojej pracy. Spektakl Kobieta. Istnienie poszczególne jest tak rozpisany, że w zasadzie cały czas mówię do kogoś. Gdy wybieram sobie z publiczności partnera, a on nie reaguje w żaden sposób na moje słowa, to trudniej odegrać mi moją rolę. Zdarzają się też odwrotne przypadki – widzowie tak bardzo się wczuwają, że niełatwo nad nimi później zapanować, trzeba ich uspokajać.

Jest pani także pomysłodawczynią recitalu Świat, wydanie drugie. Pomysł na spektakl zrodził się po śmierci Wisławy Szymborskiej?

Nie, nad spektaklem pracowaliśmy dużo wcześniej, choć premiera miała miejsce już po śmierci poetki. Żałuję, że pani Wisława nie mogła go zobaczyć.

Bliska jest pani poezja intelektualna?

Tak, bardzo cenią Szymborską za jej ironię, dystans do świata, dystans do samej siebie. Lubię również twórczość Miłosza, ale szczególnie przemawia do mnie twórczość Juliana Tuwima. Uwielbiam jego wrażliwość, piękny język, poczucie humoru. Cieszę się, że mogę grać w spektaklu Panopticum, który zbudowany jest z utworów Tuwima.

Prowadzi pani zajęcia z teatru. Aktorstwa można nauczyć?

Nie każdy może zostać aktorem. Jeśli ktoś jest, jak to się mówi, ,,drewnem”, nie sprawdzi się ani na scenie teatru, ani przed kamerą. Zajęcia z teatru są jednak ogólnorozwojowe, uczą różnych umiejętności, pracy w zespole. W niektórych dzieciach widzę ogromny potencjał, co zawsze bardzo mnie cieszy.

Niedawno Teatr Witkacego świętował swoje urodziny. Czego chciałaby pani życzyć sobie oraz kolegom z teatru?

Przede wszystkim wytrwałości i ciekawych wyzwań aktorskich.

Rozmawiała Renata Ryś