wanbenef16NOWY TARG. To, co było zapowiadane jako promocja tomiku wierszy o świętości, stało się nadzwyczajnym benefisem. Taką niespodziankę zgotowali nowotarskiej poetce, regionalistce, społeczniczce i kobiecie-instytucji – Wandzie Szado-Kudasikowej, jej synowie artyści wraz z Chórem „Gorce” i przyjaciółmi. A uczestnicy benefisu długo nie zapomną tego wydarzenia.

„Święty na zawsze. Strofy o Janie Pawle II” – to tomik wierszy pisanych przez lata. Wydała go rodzima parafia poetki, p.w. Św. Jana Pawła II, akurat w jedenastą rocznicę śmierci Papieża-Polaka – wielkiego duchem, a umiłowanego i tak bliskiego sercom Podhalan. Tę świętość, wielkość, bliskość zamknęła autorka w poetyckim słowie. Dodała do tego osobistą modlitwę – szczególne świadectwo miłości Boga i ludzi; dodała zachwyt nad dziełami Stwórcy, refleksję o posiewie słów Białego Pielgrzyma i „w niebo kierujących drogowskazach”, śpiew własnej duszy, bogactwo wspomnień, przeżyć i wzruszeń. Przenika jej wiersze zdumienie cudem świętości – tak namacalnym, a jednocześnie niepojętym.

Ten sakralny wymiar poezji Wandy Szado – zarówno gwarowej, jak i tworzonej w pełnym urokliwych metafor języku literackim – symbolizuje tonąca błękicie szata graficzna tomiku. Z talentem i uczuciem tworzył ją autor opracowań graficznych wszystkich tomików naszej poetki, Marcin Ozorowski. Wybór i opracowanie to dzieło Marcina Jagły, we współpracy z ks. Grzegorzem Wącholem. Wiersze czytali natomiast Ewa Kokot, Renata Lipkowska i syn autorki, Marcin Kudasik, skądinąd główny sprawca benefisowej niespodzianki.

Ponieważ autorka przyjaciół ma wszędzie, także śpiewających – między czytaniem kolejnych wierszy – śpiewał dla niej i na Bożą chwałę Chór „Gorce”, tym razem pod dyrekcją Doroty Żmudy. W wykonaniu chórzystów zabrzmiały pieśni góralskie i Maryjne, włącznie z kultowym utworem „Nieszporów” Jana Kantego Pawluśkiewicza – „Matko Boska Ludźmierska”, ale i ukochaną papieską „Barką”. Tej poetycko-muzycznej części akompaniował na fortepianie jeden z wnuków zacnej jubilatki – Jasiu. Asystowała potem i góralska muzyka w znakomitym składzie. Nie brakło też siarczystego góralskiego tańca.

A z widowni wypełnionej niemal do ostatnich krzeseł przysłuchiwali się temu rodzina, przyjaciele z bliższa i z dalsza, bo z całego Podhala, z Ludźmierza i spod Tatr, włącznie z rodzinnym Suchem.

Benefisową część, która przed zacną jubilatką utrzymywana była w ścisłej tajemnicy, rozpoczęło wniesienie monarszego tronu. Rzeźbiarskie dzieło Kazimierza Góreckiego używane było już przy benefisach różnych szacownych postaci. Przydało się i tym razem. Mocno zaskoczona tą celebrą bohaterka wieczoru daremnie ostrzegała, że w 80. wiośnie życia nadmiar wzruszeń może zaszkodzić jej choremu sercu...

Z Suchego przyjechały koleżanki Wandy Szado, by jeszcze raz wyciągnąć razem z nią góralską nutę - tak, jak pięćdziesiąt lat temu w zespole. Były to tak zwane „dziyweckie śpiywki” dzisiejszej babci.

A synowie-artyści okazali się nieposkromieni... Prezent od umuzykalnionego Bartka poruszył mamę do łez. Bo też była to niezwykła, sentymentalna historia, związana z wojenną tragedią rodziny. Mała Wandzia miała trzy lata, gdy jej ojciec trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau. Zanim zdążył z niego wrócić po wyzwoleniu, do rodziny Szadów przyszła z Dachau paczka. Znajdowały się w niej bajkowe, kolorowe rysunki innego więźnia obozu – płockiego malarza Czesława Idźkiewicza. Ten prezent z Dachau Wanda Szado całe życie przechowywała jak relikwię, myśląc o stworzeniu poetyckiego tekstu do rysowanej historii „Skrzata Chwata na wakacjach”. Przed 80-tymi urodzinami poetki sprawę jednak wziął w swoje ręce syn Bartek. Muzykę stworzył zaprzyjaźniony z „Zakopowerem” Mateusz Pospieszalski. Tak powstała urzekająca, melodyjna, muzyczno-animacyjna opowieść o doli Skrzata Chwata, na koniec pogodzonego z Bogiem i światem. Na tle rysunków i animacji wykonywała ją wspólnie rodzina Bartka, z wokalnym i instrumentalnym udziałem synowej Bogusi oraz wnuków Jasia i Franusia.

Drugi syn – Maciej, sam poeta i plastyk, wszedłszy w skórę Marylin Monroe, tym razem rozbawił mamę i publiczność efektownym wykonaniem „Happy Birthday”.

Kolejny artysta z klanu Kudasików, Marcin - kierownik „Śwarnych”, animator kultury, reżyser kapitalnych spektakli – niecnie wykorzystując zawartość legendarnej domowej szafy, postanowił odsłonić „drugie oblicze swojej mamy”, znanej w rodzinie pod pseudonimem „Helena”. Użył do tego archiwalnych zdjęć i własnego dowcipu. Gdy w ten sposób udowadniał tezę, że wychowywała go ulica Podtatrzańska, bo oddani pracy, działalności społecznej i towarzyskim rozrywkom rodzice nie mieli na to czasu – sala zanosiła się od śmiechu. A potem wszyscy ochotnie, pod wodzą Marcina, wykonywali covery lub trawestacje topowych i biesiadnych piosenek na cześć jubilatki.

Życzenia i prezenty musiały zająć odpowiednio dużo czasu. Zaczął te laudacje nowotarski starosta Krzysztof Faber w asyście wicestarosty Władysława Tylki, honorując poetkę i regionalistkę Medalem za Zasługi dla Powiatu Nowotarskiego w dziedzinie kultury. Burmistrz Grzegorz Watycha – razem z przewodniczącym Rady Miasta, Januszem Tarnowskim – oddawał jej hołd także jako swojej nauczycielce, pozwalając sobie na lingwistyczny żart związany z tytułem tomiku: „świetny jak zawsze”. Od władz miasta, razem z bukietem, jubilatka dostała wizerunek św. Katarzyny.

Dr Anna Mlekodaj wywiodła natomiast jej literacki rodowód od „poetyckich babek”, nawet sprzed ośmiu wieków. O szczególnym darze serca i poezji odczuwania, o żyjących w jej wierszach ludziach i Mieście – mówił Marcin Ozorowski, wręczając grafikę z nowotarskim pejzażem. Z życzeniami spieszyli i b. wójt Szaflar, Stanisław Ślimak, i druh od pióra, Roman Dzioboń, i wielu innych przyjaciół. Wszyscy dziękowali za stworzenie „Śwarnych”, za piękny obraz góralszczyzny, za mądrość oddaną w służbę Miastu, za wielkie serce, za niegasnący uśmiech, za cudowne wiersze. Nie dziw, że trzymającemu urodzinowy tort z zimnymi ogniami ramiona już cierpły... Dobrze, że ktoś w kulisach MOK-owskiej sceny pomyślał praktycznie i kawałki cukierniczego dzieła zaczęły trafiać w ręce winszujących.

Wkrótce po benefisie złotym sercem jubilatki muszą się jednak zająć kardiolodzy, bo trzeba je cokolwiek poszerzyć. I oby jak najdłużej biło dla nas takim ciepłem.

Benefis Poetki

Fot. Anna Szopińska